Wigilia w stanie wojennym

Wigilia dla Polaków to bez wątpienia wyjątkowy dzień w roku. Ten rodzinny i radosny czas jest oczekiwaniem na przyjście naszego Zbawiciela. Tego dnia zdecydowana większość z nas spotka się w rodzinnym gronie przy Wieczerzy Wigilijnej. Jednak nie każda Wigilia Świąt Bożego Narodzenia mogła być przeżywana w radosnej atmosferze. Czasem smutku, strachu ale i zarazem nadziei była Wigilia przeżywana w stanie wojennym w 1981 roku. Wielu Polaków ze względu na internowanie nie mogło spędzić tego czasu w gronie najbliższych. Wigilię Świąt Bożego Narodzenia sprzed 32 lat wspomina ks. dr Leszek Jażdżewski – wikariusz Parafii Opatrzności Bożej w Gdańsku.

„Tak, jak wszystkich Polaków i nas ogarniał smutek oraz troska o to, co będzie jutro, co wydarzy się w nadchodzącym 1982 roku” – te słowa ks. Leszka Jażdżewskiego podkreślają lęk i zaskoczenie, z jakim Polacy, na kilka dni przed świętami, dowiedzieli się o wprowadzonym przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, stanie wojennym. Boże Narodzenie to czas wspólnego świętowania z rodziną, jednak tego roku, nie radość, a strach towarzyszył Polakom przy wigilijnym stole.

Niewielka liczba potraw, brak produktów w sklepach, czy lęk o najbliższych – te problemy, choć dziś wydają się niemożliwe, dotykały Polaków w okresie świąt przeżywanych w stanie wojennym. Ks. dr Leszek Jażdżewski, wikariusz Parafii Opatrzności Bożej w Gdańsku zauważa, jak trudno było przygotować w tamtym okresie kolację wigilijną.

– Niewiele było wtedy potraw, które można było postawić na stole. Mama musiała się mocno nabiegać, żeby cokolwiek zdobyć. Nie zabrakło jednak zupy brzodowej, którą na Kaszubach spożywa się zamiast czerwonego barszczu. Rodzice posiadali gospodarstwo i owoców z sadu nigdy nie brakowało –wspominał ks. dr Leszek Jażdżewski.

Wigilię w 1981 roku kapłan przeżywał w ogromnej tęsknocie za przebywającym w wojsku bratem. Jak sam podkreślił, to właśnie na niego czekało tradycyjne, puste nakrycie przy stole.

– Bardzo baliśmy się o niego, że może zostać zmuszony do wyjścia na ulicę, że będzie musiał pełnić rzeczy, których jako chrześcijanin i katolik, nie chciałby czynić. To puste nakrycie na stole, zostawione tradycyjnie dla emigrantów, dla tych, którzy odeszli do wieczności, w tym dniu symbolizowało mojego nieobecnego brata. Była to więc jedna z najsmutniejszych Wigilii, jakie wspominam – dodał wikariusz Parafii Opatrzności Bożej w Gdańsku.

Kapłan zauważa ogromną troskę swojej rodziny o bożonarodzeniowe tradycje. Pomimo lęku, domownicy wzięli udział w Pasterce, manifestując swoje przywiązanie do polskości i tradycji chrześcijańskiej.

– Pamiętam nasz lęk przed wyjazdem na Pasterkę. Nie mieliśmy jednak wątpliwości, że należy w niej uczestniczyć. W tym dniu chcieliśmy szczególnie zamanifestować swoją publiczną obecność – powiedział ks. dr Leszek Jażdżewski.

W trudnym i bolesnym okresie stanu wojennego rodzący się Chrystus był dla Polaków źródłem nowej nadziei, wobec nieustannego lęku i niepewności.

– Te wszystkie wieści, które słyszeliśmy napawały lękiem i niepewnością. Tym bardziej zwracaliśmy się do Chrystusa, aby dał nam nadzieję. Świece, które palimy na wieńcu adwentowym symbolizują pokój, nadzieję, miłość i wiarę. Myślę, że jest to ciągle potrzebne. Żyjemy w jakimś nieustannym zagrożeniu i nie bójmy się tego powiedzieć. Ciągle jest walka zła z dobrem. Wierzymy i wiemy o tym, że Chrystus zwycięża, ciągle pragnąc tego pokoju, tego zwycięstwa – podkreślił w swoich wspomnieniach ks. dr Leszek Jażdżewski.

RIRM

drukuj