Śluby królewskie i narodowe

Rozmowa z ojcem profesorem Zachariaszem
Jabłońskim, paulinem

Nasz Naród w przedziwny sposób związany jest z Maryją. Doznawał Jej opieki
zwłaszcza w trudnych chwilach, np. w czasie potopu szwedzkiego. Wyrazem tej
wdzięczności stały się śluby królewskie Jana Kazimierza. Czy ten akt przypieczętował,
czy może rozpoczął nowy rozdział w naszym przymierzu z Matką Najświętszą?
– Każdy człowiek wierzący jest powołany do życia w przymierzu z Panem Bogiem.
To przymierze chrztu przyjmuje z czasem kształt maryjności polskiej. Naszych
pierwszych więzi z Matką Bożą trzeba szukać w bardzo odległych czasach, bo
już we wznoszeniu katedr dedykowanych Matce Bożej Wniebowziętej, a przede wszystkim
w hymnie "Bogurodzica", którą Jan Paweł II nazwał polskim Credo.
Poświęcanie się, oddawanie się Matce Bożej, przyjęło w publikacjach jezuitów
(o. Fenickiego) w XVII w. radykalną formę niewolnictwa. Było tu jednak nastawienie
na indywidualne zjednoczenie, komunię z Bogiem poprzez Matkę Bożą. Natomiast
śluby króla Jana Kazimierza stanowią oficjalną elekcję Maryi jako Królowej
Korony Polskiej. Dodajmy, że kult Maryi Królowej Polski był praktykowany znacznie
wcześniej. Dziejopisarz Jan Długosz mówi o Obrazie Matki Bożej Jasnogórskiej: "Regina
mundi et nostra" – Królowa świata i nasza. Ta proklamacja, jak wielu słusznie
zauważa, sprzyjała formowaniu w nas postaw patriotycznych, dalekich od nacjonalizmu.

Przyczyną bezpośrednią ślubów Jana Kazimierza jest ówczesna sytuacja…
– Z jednej strony Rzeczpospolita jeszcze zmaga się z najeźdźcą, naznaczona
jest trudem walki, ale już dochodzi wielka nadzieja, odniesiono zwycięstwo.
Jasna Góra obroniła się przed Szwedami. Król szuka jakiegoś wyjścia z ciężkiego
położenia. Decyduje się odwołać do pomocy Maryi. Dojrzewa do decyzji, żeby
obrać Ją na Królową Korony Polskiej. W tym akcie zawiera się wiele elementów,
ale jest jeden, który będzie nośny i specyficzny dla polskiej maryjności:
król zobowiązuje się uporządkować nasze życie społeczne w duchu Ewangelii
– będzie starał się uwolnić kmieci od ucisku. A więc oddanie Matce Bożej,
ale jednocześnie zobowiązanie. W przyszłości z pobożnością maryjną wyrażaną
w publicznych ślubowaniach, ale nie tylko, będzie związany rachunek sumienia.
Śluby czy poszczególne akty zawierzenia będą nastawione ku przyszłości.

Jak wiadomo, król nie wypełnił swoich ślubów. Czy w następnych pokoleniach
próbowano nawiązywać do tej idei, by tak ukształtować stosunki społeczne, żeby
były zgodne ze sprawiedliwością i z duchem Ewangelii?

– Jan Kazimierz nie mógł dopełnić ślubów, bo państwo było niezamożne, a on
sam w niedługim czasie abdykował. Tylko niektórzy przedstawiciele ówczesnej
elity mogli przyjąć tę niemal rewolucyjną myśl i odejść od pańszczyzny, wprowadzić
sprawiedliwość społeczną – to przerastało mentalność tamtego czasu. Ale sama
idea będzie drążyła świadomość elit społecznych. Najbardziej uroczystym jej
przejawem stanie się Konstytucja 3 Maja, o której Ojciec Święty Jan Paweł II
powiedział, że została zespolona z duchem ślubów królewskich.
Potem przyjdzie rok 1856, gdy ma miejsce ponowienie ślubów Jana Kazimierza
w Paryżu przez ks. Aleksandra Jełowickiego wraz z kręgiem ludzi podejmujących
wysiłek poszukiwania dróg wiodących do odzyskania niepodległości. Jedną z przyczyn
rozbiorów upatrywali oni w niedochowaniu ślubów królewskich, w braku przełożenia
moralnych postaw na życie społeczne, narodowe. Ta myśl przeniesie się na teren
Lwowa. Tu zaowocuje powstaniem Bractwa Maryi Królowej Korony Polskiej (1890
r.). Błogosławiony ks. abp Zygmunt Szczęsny Feliński wprost przypominał, że
kiedyś do zachowania ślubów zobowiązał się król, a teraz, gdy nie ma monarchy,
to na Narodzie ciąży ten obowiązek, który wymaga heroicznego zaangażowania.
Trzeba też przywołać rok 1904. Dokonana została wówczas pierwsza aktualizacja
ślubów Jana Kazimierza. Święty Józef Bilczewski, ówczesny arcybiskup Lwowa,
gromadzi przedstawicieli Narodu ze wszystkich zaborów. Ponawia we Lwowie, według
odnowionej formuły, śluby królewskie i wskazuje ich realizację jako drogę odrodzenia
Narodu – niezbędnego warunku odzyskania niepodległości. Wiodącą rolę miały
spełniać w tym względzie Sodalicje Mariańskie, obejmujące coraz większym zasięgiem
ówczesne elity kulturalne i społeczne.

W 1920 r., gdy zagroził nam nowy "potop", tym razem bolszewicki,
Polacy ponownie uciekają się pod opiekę Najświętszej Dziewicy. Na Jasnej Górze
Episkopat ponawia obranie Matki Bożej na Królową Polski. W modlitwie o cud
zwycięstwa jednoczy się cały Naród.
– Po odzyskaniu niepodległości biskupi, którzy żyli jeszcze w okresie zaborów,
widzieli, że w tamtych trudnych czasach, mimo trudności w pielgrzymowaniu na
Jasną Górę, mimo zwalczania kultu Królowej Polski, Matka Boża jednoczyła Naród
i była jego siłą. W obliczu zagrożenia w 1920 r. Episkopat odwołuje się więc
do ślubów Jana Kazimierza, szuka umocnienia na Jasnej Górze, w miejscu, gdzie
w 1655 r. odniesiono zwycięstwo nad Szwedami. W odezwach, jakie biskupi będą
kierować stąd do Narodu, nawołują do nadziei, która się rodziła w sytuacji
po ludzku beznadziejnej, wzywają do postawy na wzór narodowego bohatera ojca
Augustyna Kordeckiego.

I nadzieja zwyciężyła, bo Naród uprasza u Maryi Cud nad Wisłą. Ale znów pojawia
się pytanie: czy to wydarzenie skłania ludzi do rachunku sumienia z podjętych
zobowiązań?

– Po akcie oddania, którego dokonali biskupi w 1920 r., pojawiają się różne
inicjatywy oddolne, np. w 1921 r. uczestnicy spotkania w Krakowie (sodalisi)
zwracają się do Episkopatu, żeby dokonać ponowienia ślubów. Episkopat blokuje
tę propozycję, mówi, że nie jesteśmy w stanie ich wypełnić, zrealizować. Trzeba
się najpierw zająć ofiarami i poszkodowanymi przez wojnę, odnową rodzin. Jednak
ta inicjatywa świeckich wróci w następnych latach. W 1934 r. rodzi się na terenie
Sodalicji w Warszawie myśl, żeby dokonać ślubów w kontekście zagrożeń, których
doświadcza społeczeństwo. Odzyskana niepodległość nie wyzwoliła oczekiwanych
energii społecznych, przyszedł kryzys ekonomiczny, ale też moralny w postaci
promowanej laicyzacji, nawet ateizacji. Kręgi młodej Sodalicji w stolicy uważały,
że trzeba się odwołać do doświadczenia z przeszłości, jakim były śluby, należy
zmobilizować społeczeństwo. Ksiądz Edward Szwejnic, duszpasterz akademicki,
uważał, że młodzież musi się przygotować do tego aktu. Ostatecznie 24 maja
1936 r. miało miejsce wielkie wydarzenie. Na Jasnej Górze zgromadziła się młodzież
akademicka w liczbie stu tysięcy (50 proc. studentów wyznania rzymskokatolickiego).
W złożonym ślubowaniu obrali Matkę Bożą na Patronkę, zobowiązując się, że będą
kształtować życie społeczne na wartościach religijno-narodowych, w duchu chrześcijańskim.
Młodzi akademicy będą co roku pielgrzymować na Jasną Górę, ponawiać śluby i
zdawać sprawozdanie, jak realizowali zobowiązania na swoich uczelniach i w
środowiskach. W 1942 i 1943 r. w konspiracyjnych pielgrzymkach przybędzie na
Jasną Górę jako student Karol Wojtyła. Idea ślubów ogarnęła z czasem poszczególne
warstwy społeczeństwa, stany i zawody. Przygotowywano specjalne roty, których
teksty nawiązywały do ślubów lwowskich, ale zawierały własną aktualizację i
niosły zobowiązanie do kształtowania życia indywidualnego i społecznego w duchu
Ewangelii.

Z pewnością II wojna światowa i starcie dwóch totalitaryzmów, których ofiarą
padła Polska, znów uaktualnia śluby. 8 września 1946 r. milionowa rzesza ludzi
składa na Jasnej Górze Akt ofiarowania Niepokalanemu Sercu Maryi. Czy coś łączy
to wydarzenie ze ślubami Jana Kazimierza?
– To jest specyficzny akt, z jednej strony przez słowa "Wielka Boga Człowieka
Matko" nawiązuje do ślubów królewskich, ale dalej dokonuje się poświęcenie
Polski Niepokalanemu Sercu Maryi w nawiązaniu do aktu, którego dokonał Pius
XII w 1942 roku. W papieskim ofiarowaniu zawarta jest prośba o pokój, a w naszym
dziękczynienie za zakończenie wojny, i błaganie, aby ten nowy czas odpowiednio
zagospodarować. Prymas Polski ks. kard. August Hlond i biskupi polscy mieli
świadomość nadejścia trudnych czasów – komunizmu. Sprawa społeczna w tym ofiarowaniu
może nie jest tak mocno zaakcentowana, ale została podjęta, żeby, mimo wszystko,
życie nasze kształtować w duchu Ewangelii i nauczania Kościoła.

Jak widać, akty zawierzenia i ponowienie ślubów Jana Kazimierza podejmowane
były w chwilach bardzo trudnych dla Narodu. Tak samo stało się też w roku 1956,
gdy ks. kard. Stefan Wyszyński pisał Jasnogórskie Śluby Narodu. I znów z Jasnej
Góry popłynęło przesłanie nadziei, by poderwać Polaków do wielkiej pracy nad
odrodzeniem religijno-moralnym i społecznym.

– Kiedy Prymas zostaje w 1953 r. uwięziony, najpierw dokonuje w Stoczku aktu
oddania siebie w niewolę Matce Bożej. Będzie to zawierzenie ponawiał każdego
dnia, do końca życia. Gdy w kolejnym miejscu swojego odosobnienia znajdzie
się na Śląsku, w Prudniku, lektura "Potopu" Sienkiewicza nasuwa mu
myśl, że trzeba powtórzyć akt ślubów królewskich. Pisząc w Komańczy tekst ślubów,
decyduje się na program, który dojrzewa dość powoli, ale staje się znaczący
i klarowny, dziś powiemy – profetyczny. Prymasowi bardzo zależało, żeby tekst
ślubowań został odczytany 26 sierpnia 1956 r., w uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej,
ze Szczytu Jasnej Góry. Na znak więzi duchowej przesłał przez ojca przeora
Jerzego Tomzińskiego hostię, żeby jej użyto podczas uroczystej Mszy św., która
zgromadziła ponad milion wiernych. Nikt wcześniej nie znał tekstu ślubów, żaden
biskup, poza biskupem Michałem Klepaczem. W tajemnicy, nocami, siostry klauzurowe
przepisywały tekst, żeby go wręczyć księżom. Gdy patrzymy na przesłanie Jasnogórskich
Ślubów Narodu, znowu widać jakąś wielką mobilizację. Same tytuły: Wielka Boga
Człowieka Matko, Matko Łaski Bożej, Matko Jezusa Chrystusa, są naznaczone dziękczynieniem
za to wszystko, co się do tej pory wydarzyło, dało ocalić. Śluby łączą się
z wielką modlitwą i prośbą, żeby dochować wierności Bogu, Ewangelii. Prymas
wyczuwał, że to dalsze zmaganie o życie chrześcijańskie, społeczne nie będzie
łatwe i dlatego prosi Matkę Najświętszą o wstawiennictwo. Stąd te dziewięć
wezwań roty ślubów będzie stanowiło program pracy w przygotowaniach do Milenium
Chrztu Polski przez Wielką Nowennę. Mówią o tym wezwania ślubów – ślubujemy
uwolnić się od wad narodowych: rozrzutności, pijaństwa, rozwiązłości, i o rozwoju
cnót społecznych: wierności, sumienności, pracowitości, oszczędności, altruizmu,
miłości i sprawiedliwości społecznej. Ale pierwsza i najważniejsza duchowa
sprawa to życie w łasce, żeby człowiek był do końca wolny, wewnętrznie wolny,
wolny od grzechu, od zła, od nienawiści. Jan Paweł II nazwie Śluby "polską
kartą praw człowieka", ciągle aktualną.

Ojciec Święty był od najmłodszych lat niezwykle oddany Matce Bożej. Czy śluby
królewskie odegrały jakąś rolę w kształtowaniu się jego maryjnej pobożności?

– Karol Wojtyła został biskupem w 1958 r., to był drugi rok Wielkiej Nowenny
– rok łaski Bożej. Wiem, że wygłosił wtedy znamienną konferencję do duchowieństwa,
gdzie kładł bardzo mocny nacisk na wewnętrzną wolność człowieka. Niektórzy
byli zaskoczeni, że przyjął jako biskup hasło "Totus Tuus" i znak
maryjny. A on w tym duchu kształtował się jeszcze jako młody chłopak, student.
Uczył się maryjności od św. Ludwika Grignion de Montfort, od niego wziął hasło "Totus
Tuus", uczył się od Jana Tyranowskiego, prostego krawca z krakowskich
Dębnik. Jako ksiądz, a potem biskup, Karol Wojtyła będzie należał do grupy
tzw. szaleńców, którą z Prymasem tworzyli m.in. późniejsi biskupi: Kazimierz
Majdański, Zbigniew Kraszewski, Władysław Miziołek oraz ks. Marian Piątkowski,
ks. Marcin Popiel, Jerzy Turowicz – redaktor "Tygodnika Powszechnego".
Oni to właśnie przygotowywali programy maryjne i szukali dróg realizacji Jasnogórskich
Ślubów Narodu. Ksiądz biskup Karol Wojtyła uczestniczył aktywnie w peregrynacji
kopii Wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej, będącej nośnikiem programu Jasnogórskich
Ślubów Narodu. Jako arcybiskup brał udział w największych uroczystościach jasnogórskich
(3 maja, 26 sierpnia), w wielkich pielgrzymkach stanowo-zawodowych, głosił
na nich kazania. Jako Papież Jan Paweł II będzie kształtował pogłębioną interpretację
jasnogórskiej pobożności maryjnej, przechodząc od niewolnictwa do zawierzenia.
Co więcej, wydobył uniwersalny wymiar maryjności jasnogórskiej, ukazując biblijne
podstawy praktyk religijnych, w których ona się wyraża – polskie doświadczenie
maryjne, zawarte w aktach zawierzenia, przeniósł do Kościoła powszechnego.
W czasie pierwszej pielgrzymki (1979 r.) na Jasnej Górze potwierdzi dziedzictwo
zawierzenia i oddania Matce Najświętszej, jakie składali biskupi i jego rodacy.
Potem te akty będzie aktualizował i odczytywał poprzez konkretną sytuację w
Polsce, świecie, Kościele, na progu Wielkiego Jubileuszu. Tutaj też wyznał,
że jest człowiekiem zawierzenia i tego uczył się na Jasnej Górze.

A podczas przechodzenia do domu Ojca?
– Ostatnie przesłanie Jana Pawła II, jakby ostatnie tchnienie życia, skierowane
będzie też ku Jasnej Górze, w znamiennym Liście z okazji 350-lecia cudownej
obrony Jasnej Góry: "Klękając przed Obliczem Jasnogórskiej Królowej,
modlę się, aby mój naród przez wiarę w Jej niezawodną pomoc i obronę odnosił
zwycięstwo nad wszystkim, co zagraża godności ludzkiej i dobru naszej Ojczyzny.
Polecam Jej macierzyńskiej opiece Kościół na ziemi polskiej, aby przez świadectwo
świętości i pokory zawsze umacniał nadzieję na lepszy świat w sercach wszystkich
wierzących. Proszę o odwagę dla odpowiedzialnych za przyszłość Polski, aby
wpatrzeni w postać o. Augustyna Kordeckiego potrafili bronić każdego dobra,
które służy Rzeczypospolitej".
Trzeba dodać, że to przesłanie zostało zmaterializowane w koronach z napisem "Totus
Tuus", przekazanych 1 kwietnia 2005 r.: "Błogosławię i ofiaruję nowe
korony dla Jasnogórskiego Wizerunku, jednocząc się w duchu z paulinami, stróżami
sanktuarium i z wszystkimi pielgrzymami. Zawierzam naszą Ojczyznę, cały Kościół
i siebie samego Jej matczynej opiece. Totus Tuus!".
Do polskiej tradycji Jan Paweł II nawiązuje też w swoim Testamencie i w ostatniej
książce "Pamięć i tożsamość", gdzie przeprowadza pewną paralelę:
Prymas Wyszyński był więziony, a do niego strzelano. To wszystko dokonuje się
w klimacie wielkiej nadziei. Tak dochodzimy do współczesności: "Przywracać
ubogim nadzieję". Jest to hasło tegorocznego programu duszpasterstwa w
Polsce. Tu chodzi nie tylko o materialną sprawę – mamy na uwadze przede wszystkim
ludzi ubogich duchowo. To ubóstwo duchowe objawia się u nas w różnej postaci.
Chociażby obserwując nasze życie polityczne, słyszymy, jak nasycone są wulgaryzmami
wypowiedzi polityków i dziennikarzy. Wszystko to stanowi wezwanie do nasycania
naszego życia wartościami ewangelicznymi.

Co więc łączy śluby królewskie ze ślubami Narodu?
– Jan Kazimierz składał swoje śluby jako król, w imieniu Narodu, ale bez jego
udziału. 300 lat później Naród ponowił ślubowanie, ale bez obecności władz.

Czy w roku 350-lecia ślubów nie nadszedł czas na ich powtórne złożenie, tym
razem z udziałem i najwyższych władz, i Narodu?

– Podejmowane są w tym kierunku pewne przedsięwzięcia. Może nie zostało to
nagłośnione, ale tu, na Jasnej Górze każdy miesiąc upływa w nawiązaniu do poszczególnej
roty ślubów Narodu. Łączy się to świętowanie z pierwszą sobotą miesiąca, aby
nie była dewocyjnie zawężona, ale miała też konkretny koloryt polski. Katechezy
w pierwsze soboty głoszą księża biskupi, a dzięki uprzejmości Radia Maryja
są one emitowane. 1 kwietnia przemówi kolejny raz biskup Stanisław Stefanek,
a biskup Zygmunt Zimowski w Kaplicy Cudownego Obrazu będzie celebrował Mszę
św. o godz. 18.30. Na pewno wtedy zostaną ponowione śluby w brzmieniu lwowskim,
żeby nawiązać do tamtego ważnego wydarzenia, przywołać echo wiary i nadziei.

Wspomniał Ojciec Profesor o pierwszych sobotach. Przeglądając teksty ks. kard.
Wyszyńskiego związane z Jasnogórskimi Ślubami Narodu, uderzyło mnie, że ks.
Prymas bardzo mocno wiązał ich realizację właśnie z pierwszymi sobotami miesiąca.
Jeszcze w Komańczy rozpisał cały program wypełniania ślubowań związany właśnie
z tym nabożeństwem. Czy nie jest to dla nas bezcenna podpowiedź, jak ożywić
pierwsze soboty, by wypełnić prośbę Maryi o zaprowadzenie tego nabożeństwa
w całym Kościele?
– Boję się, że uciekamy w naszej pobożności trochę w cudowność, niezwykłość,
potem przechodzimy w nabożeństwo pierwszych sobót, a tutaj trzeba dopełnić
konkretne odniesienia do rzeczywistości. Nie można zatrzymać się tylko na modlitewnej
ekspiacji. Prawdziwa ekspiacja wyraża się dążeniem do świętości i zaangażowaniem
w nasycanie duchem Ewangelii życia społeczno-politycznego. Śluby jasnogórskie
niosą taką konkretyzację i ważną propozycję. Na przykład rota ślubów, związana
z rozpoczynającym się miesiącem kwietniem, odnosi się do życia rodzinnego:
ocalić życie, bronić życia, robić wszystko, by małżeństwo przeżywane było jako
sakrament. Przygotować młodzież do dojrzałego przeżywania miłości w perspektywie
powołania do życia rodzinnego.
Moim zdaniem, byłoby bardzo wskazane, żeby udało się nam powrócić i nasycić
pierwsze soboty taką konkretyzacją, współczesnym odczytywaniem przesłania "polskiej
karty praw człowieka". To nie byłoby przeciw maryjności, ale ją pogłębiało.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

Lwowskie śluby Jana Kazimierza

Śluby króla Jana Kazimierza

drukuj