Sens rozważania męki Chrystusa

Pierwsze kazanie pasyjne wygłoszone w katedrze świdnickiej w czasie nabożeństwa Gorzkich Żali.

Wstęp



W minionym tygodniu, w Środę Popielcową, rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu, czas przygotowania do świąt wielkanocnych czyli Paschy Chrystusa, obejmującej Jego zbawcze dzieło, dokonane w męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Liturgia Wielkiego Postu wzywa nas do podjęcia w tym okresie czterech ważnych zadań: nieulegania pokusom szatana; pełnienia uczynków pokutnych: jałmużny, modlitwy i postu; podjęcia nawrócenia w kontekście ponownego odkrycia łaski naszego chrztu oraz rozważania męki Chrystusa, głównie podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej i nabożeństwa Gorzkich Żali.

Przeżywamy w naszej katedrze pierwsze w tegorocznym Wielkim Poście nabożeństwo Gorzkich Żali. W medytacji śpiewnej i w rozważaniu pasyjnym pochylamy się nad cierpieniem Chrystusa. Czynimy to w Jego obecności. Jezus spogląda na nas z ołtarza, z białej Hostii. Co chce nam powiedzieć na tym nabożeństwie, jakie ma pragnienia wobec nas? Z pewnością nie pragnie od nas współczucia, mimo że śpiewaliśmy przed chwilą: „Gorzkie Żale, przybywajcie, serca nasze przenikajcie. Rozpłyńcie się, me źrenice, toczcie smutnych łez krynice”… Żal duszę ściska, serce boleść czuje, gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje…”

Jak to więc jest, czego Chrystus od nas oczekuje na nabożeństwie Gorzkich Żali, jeśli nie współczucia, to czego?; co może być Mu miłe a dla nas okazać się ważniejsze i duchowo korzystniejsze. To pytanie stawiamy na początku naszych pasyjnych rozważań. Spróbujmy na nie odpowiedzieć, dzisiaj w pierwszym rozważaniu pasyjnym. Odpowiedzi poszukamy w opisie męki Pańskiej, w nauce Kościoła, a zwłaszcza we wskazaniach zostawionych nam przez Sługę Bożego Jana Pawła II. Niech ożyje w nas jego sylwetka i nauka, w perspektywie jego beatyfikacji.

1. Odkrycie miłości Chrystusa do nas



Pierwszym celem naszej refleksji pasyjnej jest z pewnością okrycie niezwyklej miłości Chrystusa do świata, do każdego człowieka, do każdej i każdego z nas, którą Jezus miał w sercu, gdy cierpiał, gdy niósł Krzyż, gdy umierał na Golgocie, gdy potwierdzał słowa zapisane przez umiłowanego ucznia: „Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13,1), „do końca”, to znaczy, aż do ostatniej chwili swojego życia, aż do całkowitego daru z siebie: w Wieczerniku i na Golgocie.

Przed chwilą śpiewaliśmy słowa: „Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię, mój Jezu, prośnie obrażało! Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości; dla Twej miłości”. Być może, że podążając drogą cierpienia Chrystusa, nie możemy uwolnić się od współczucia, ale – pamiętajmy – winno ono być dopełnione odkryciem miłości Jezusa do nas. To za nas Jezus poddał się cierpieniu, z powodu naszych grzechów, by je zniszczyć, z miłości do nas podjął mękę. Na drodze Krzyżowej i na Golgocie uwierzytelnił swoje słowa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Rozważamy przeto mękę Pańską, by na nowo odkryć miłość Chrystusa do nas. Każdy z nas winien sobie mowić, że to za mnie Jezus cierpiał rany, to za mnie oddał swoje życie: „Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje, jako dla ciebie sobie nie folguje… Za moje złości grzbiet srodze biczują…”.

Prawdę tę wyraził bardzo jasno św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian, gdzie napisał: „Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni… Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 4,6.8).

Ten ostatni tekst podprowadza nas do ukazania drugiego celu naszych medytacji pasyjnych. Uczestnicząc w Gorzkich Żalach, winniśmy umacniać się w przekonaniu, że cierpienie Chrystusa miało i ma ma charakter zbawczy, że Jezus „przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył” – jak to wyznajemy na początku każdej stacji Drogi Krzyżowej.

2. Odkrycie prawdy o zbawczym charakterze cierpienia Chrystusa



Jezus sam zapowiadał uczniom swoje cierpienie, o którym oni nie chcieli słyszeć, i od którego próbowali go odwieść. W Ewangelii św. Marka znajdujemy słowa Pana Jezusa: „Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 10,33-34). Chrystus szedł na spotkanie swojej męki i śmierci z całą świadomością swego zbawczego posłannictwa, świadomy swoje zbawczej mocy. Przez swoje cierpienie i śmierć miał sprawić, żeby człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne”. Miał świadomość, że na Nim wypełnią się słowa proroka Izajasza o Cierpiącym Słudze Jahwe: „Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego patrzeć… Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem … On dźwigał nasze boleści… On był przebity za nasze grzechy. Zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie… Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53,2-6). A więc Jezus wziął na Krzyż, na Golgotę, wszystkie nasze grzechy, grzechy wszystkich ludzi, by je pogrzebać w swojej śmierci.

W odkryciu prawdy o zbawczym wymiarze cierpienia Chrystusa pomógł nam bardzo w ostatnich latach Sługa Boży, wkrótce błogosławiony, Jan Paweł II. W „Liście apostolskim Salvifici doloris o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia” napisał: „W cierpieniu Chrystusa grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On jeden, jako Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć na siebie, z tą miłością ku Ojcu, która przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia to zło w duchowej przestrzeni stosunków między Bogiem a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń dobrem” (SD, nr 17).

Zatem możemy powiedzieć, że przez cierpienie i śmierć Chrystusa zostały zgładzone nasze grzechy i otwarła się brama do życia wiecznego. Prawdę tę wyrażamy w wielu pieśniach pasyjnych: „Zbawienie przyszło przez Krzyż”; „W Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie” .

3. Odkrycie prawdy o naszym cierpieniu



Trzecim ważnym celem naszych medytacji pasyjnych powinno być ponowne odkrycie prawdy o naszym cierpieniu i jego koniecznym złączeniu z cierpieniem Chrystusa. Cierpienie Pana Jezusa, które rozważamy na nabożeństwach pasyjnych, w tej chwili na Gorzkich Żalach, rzuca światło na nasze codzienne cierpienie, którego jest tak wiele w naszym życiu, tak wiele w świecie i w życiu każdego z nas. Jest cierpienie, które zadają nam drudzy ludzie, czasem nasi najbliżsi: mąż, żona, dziecko, synowa, teściowa, sąsiad, kolega z pracy. Wiele cierpienia zadają nam nasi wrogowie. W ostatnich latach giną uczniowie Chrystusa, zwłaszcza w krajach muzułmańskich: w Azji i Afryce. Czytamy w prasie, że co 3 minuty ginie w świecie jeden chrześcijanin, rocznie ginie ich ok. 170 tysięcy. Jest cierpienie, które jest skutkiem katastrof naturalnych, katastrof lotniczych, kolejowych, katastrof górniczych, wypadków drogowych. Ileż cierpienia spowodowała katastrofa pod Smoleńskiem. Ostatnio wspieramy modlitwą ofiary wielkiego trzęsienia ziemi w Japonii. Jest cierpienie, które jest związane z atakiem chorób, zwłaszcza nieuleczalnych. Słyszymy, że umierają młode matki, zostawiając małe dzieci. Umierają tu i tam przedwcześnie kochane żony, mężowie. Jest cierpienie, związane z uciążliwościami związanymi z podeszłym wiekiem życia.

Oprócz cierpienia fizycznego jest też tyleż cierpienia duchowego, gdy nas ktoś skrzywdzi, niesłusznie o coś posądzi, oskarży, gdy tam ktoś zepsuje dobre imię. Anatol France powiedział: „Historię wszystkich ludzi można by streścić w trzech słowach: narodzenie – cierpienie – śmierć” a nasz poeta zauważył: „Widać, że nie dla szczęścia człowiek się nam rodzi, skoro z płaczem i z bólem na ten świat przychodzi”.

Siostry i bracia, ludzie w dziejach próbowali cierpienie usunąć z tej ziemi, ale to się nie udało, bo jest to niemożliwe. Nie pomogła w tym nawet dzisiejsza nauka i technika. Nie pomaga do końca medycyna. Ludzie cierpieli dawniej i cierpią dziś, cierpią w krajach biednych i bogatych, cierpią prości i uczeni, cierpią religijni i cierpią ateiści. Tylko w bajkach ludzie żyją „długo i szczęśliwie” – „wśród róż, nie znając burz”. W rzeczywistości tego świata, cierpienie należy do życia. Skoro tak jest, to trzeba jakoś je wytłumaczyć. Różne filozofie i religie poszukiwały odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Najpełniejszą odpowiedź daje chrześcijaństwo, ze swoją prawdą o cierpieniu i Krzyżu Chrystusa. Ojciec św. Jan Paweł II w swoim „Orędziu na X Światowy Dzień Chorego” tak o tym napisał: „Odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia . Cierpienie, skutek grzechu pierworodnego, zyskuje tu nowy sens: staje się udziałem w zbawczym dziele Jezusa Chrystusa”. Wyraził to już św. Paweł, gdy pisał: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).

W wielu miejscach Pisma Świętego znajdujemy teksty mówiące o pozytywnym wymiarze cierpienia. W Księdze Przysłów czytamy: „Synu mój, nie lekceważ karcenia Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (Prz 3,11n); W Księdze „Dziejów Apostolskich” czytamy o Apostołach: „A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia Jezusa” (Dz 5,41). Tak potem podchodzili do cierpienia inni męczennicy Kościoła. Taki wydźwięk miało cierpienie w życiu bł. ks. Jerzego Popiełuszki, w życiu Ojca św. Jana Pawła II i wielu innych przyjaciół Chrystusa.

Siostry i bracia, cierpienie przyjęte z poddaniem się woli Bożej ma często wartość oczyszczającą i duchowo nas pogłębiającą. W 1980 roku jeden z krakowskich miesięczników ogłosił ankietę pt. „Czego nauczyliśmy się od naszych dzieci?”. Do redakcji napłynęło wiele tekstów. Wśród nich znajdujemy wypowiedź pewnej kobiety, małżonki. W jej małżeństwie długo oczekiwano dziecka. Małżonkowie modlili się wiele lat i zostali wysłuchani. Przyszło na świat upragnione, wymodlone dziecko, ale przyszło jako dziecko kalekie. Matka z ojcem przyjęli ten krzyż. Małżonka umieściła na końcu swej wypowiedzi takie wyznanie: „Kiedyś, krótko przed śmiercią, mąż mój trzymając moją rękę w swojej powiedział:: ….. to będzie małe, być może jedyne dobro, które w umarłych rękach zaniosę do stóp Boga”.

Powyższy przykład poucza nas, że ludzie cierpiący wśród nas uczą nas być dobrymi, wyzwalają w nas miłość. Mówił o tym Ojciec św. Jan Paweł II 11 września 1983 roku w Wiedniu. Powiedział tak: „W każdym przypadku choroba i cierpienie są ciężką próbą. Ale świat bez ludzi chorych – choć to zabrzmi może paradoksalnie byłby światem uboższym o przeżycie ludzkiego współczucia, uboższym o doświadczenie nieegoistycznej, niekiedy wręcz heroicznej miłości”.

Zakończenie

Drodzy bracia i siostry, końcowe słowa naszego pierwszego rozważania pasyjnego skierujmy do Chrystusa, który za nas wycierpiał rany i oddał swoje życie, gdyż „do końca nas umiłował”. Panie Jezu, który jesteś wśród nas i spoglądasz w nasze serca z tej białej Hostii. Dziękujemy Ci, że zgodziłeś się za nas umrzeć. Dziękujemy za Twoją miłość, ujawnioną w Twojej męce i śmierci krzyżowej, dziękujemy za każdy dar odpuszczenia grzechów, za otwarcie nam nieba. Przynosimy ci dziś wszelkie nasze cierpienie, które nas w życiu spotkało, także to, które trwa i które może jeszcze nadejdzie. Przynosimy nasze krzyże. Chcemy je traktować jako wolę Bożą. Wierzymy wbrew wszystkiemu – że cierpienie może stać się dla nas wielką łaską. Wierzymy, że Bóg nie dopuści nigdy na nas takiego krzyża, którego nie potrafilibyśmy udźwignąć. Pomni jednak na naszą słabość, potrzebujemy jednak Twego wsparcia, pamiętając o słowach Apostoła: . „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” ( Flp 4,13). Dlatego pokornie prosimy, pomagaj nam dźwigać nasz krzyż. Bądź z nami w ciemnych dolinach naszego życia. Spraw, abyśmy mogli z przekonaniem powtarzać słowa psalmu: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps. 23,4). Amen.

 

Bp Ignacy Dec

 

drukuj