Od tego jest Kościół, aby byli święci

Z Jego Eminencją Księdzem Kardynałem Andrzejem Marią Deskurem z Watykanu rozmawia
o. Jan Król CSsR

Minął rok od narodzin dla nieba Ojca Świętego Jana Pawła II, z którym łączyła
Księdza Kardynała długoletnia przyjaźń. Kiedy Eminencja poznał przyszłego Papieża?
– Karola Wojtyłę poznałem wcześnie, w 1945 r. w Krakowie. Studiowaliśmy razem
w seminarium, ja na pierwszym roku, on na czwartym. Wkrótce on został kapłanem,
a ja miałem dopiero nadzieję na kapłaństwo. Od początku byłem pod dużym wrażeniem
jego inteligencji i osobowości. Mieszkaliśmy wspólnie w czasie studiów. I tu
przypomnę coś ciekawego. Jak wiadomo, mieszkając blisko siebie, ucząc się razem,
studenci dobrze się wzajemnie poznają. Kiedyś napisali Mu na drzwiach pokoju: "Karol
Wojtyła – przyszły święty". Nie wiem, czy ktoś z jego znajomych z czasów
studenckich złożył świadectwo w krakowskim procesie beatyfikacyjnym o tym,
jak koledzy już wówczas wysoko oceniali Karola Wojtyłę. A przecież wtedy był
dopiero u początku swej kapłańskiej drogi.

Kolejne spotkanie miało miejsce już w Rzymie…
– Po studiach w szwajcarskim Fryburgu i święceniach we Francji w 1950 r. niebawem
zacząłem pracę w Watykanie. Z Karolem Wojtyłą spotkaliśmy się znowu na Soborze
Watykańskim II. Ja byłem teologiem soborowym, on zaś jako biskup, a potem
arcybiskup krakowski – ojcem soborowym. Chodziłem z nim na wszystkie zebrania
komisji soborowych. Należał do kilku, gdyż był bardzo chętnie do nich przyjmowany.
Miał bardzo wyjątkowy dar: był niepolemiczny – to bardzo rzadki dar wśród
przełożonych. Nie dało się z nim kłócić, liczyły się argumenty.
Po Soborze pozostałem w Rzymie. Do czasu, gdy ks. kard. Karol Wojtyła został
Następcą św. Piotra, posługiwałem pięciu Papieżom. Miałem też tę radość, że
byłem przyjacielem sześciu sekretarzy papieskich, począwszy od pierwszego sekretarza
Pawła VI, a skończywszy na sekretarzu Jana Pawła II ks. kard. Stanisławie Dziwiszu.

Jakimi sprawami zajmował się Eminencja w Watykanie?
– Zostały mi powierzone dwa sektory. Pierwszy to środki społecznego przekazu.
Najpierw zostałem referentem utworzonej przez Piusa XII Papieskiej Komisji
ds. Kinematografii i Radia. Została ona w 1954 r. przekształcona w Papieską
Komisję ds. Środków Społecznego Przekazu. W latach 1973-1984 byłem jej przewodniczącym.
Drugi sektor mojej pracy w Watykanie związany jest z Papieską Akademią Niepokalanej,
której w 1983 r. zostałem przewodniczącym. Akademia nie istniała przez 70
lat i ożyła dopiero po mojej nominacji. Tak więc w Watykanie miałem dwa główne
sektory pracy: środki społecznego przekazu i Akademię Maryi Niepokalanej.
Stąd moje specjalne zainteresowanie Radiem Maryja.

Środki przekazu mają coraz większe znaczenie dla dzieła ewangelizacji…
– Przez pierwsze lata mojej pracy środki przekazu były jeszcze traktowane w
Kościele jako sprawa drugorzędna. Jak powiedziałem jednemu z kardynałów watykańskich,
że się zajmuję kinematografią, to zapytał mnie: Czy ksiądz chodzi ciągle
do kina? Odpowiedziałem, że nie, że zajmuję się poziomem kina na całym świecie.
Początkowo uważano nas za takich "bawiących się" mediami. Dopiero
bardzo powoli stworzyliśmy komisję środków przekazu, która dała impuls na
cały świat. Doprowadziliśmy do tego, że poszczególne Episkopaty specjalnie
zaczęły się zajmować tym, co robią środki przekazu w ich krajach, jakie są
radia, jakie jest kino. Powoli biskupi zaczynali dostrzegać te sprawy.

Kiedyś Eminencja powiedział, że Radio Maryja jest dobrym radiem. Czy potwierdziłby
to Eminencja również dziś?

– Moim zdaniem, jest to radio wyjątkowe. Mogłyby go pozazdrościć wszystkie
kraje. Tego radia przecież słuchają ludzie tak różnych zawodów i różnych stanów.
Wszyscy słuchają i modlą się z nim. Tylko w Polsce jest takie radio.

A czy Ojciec Święty Jan Paweł II tu, w Watykanie, słyszał Radio Maryja?
– Przede wszystkim zawsze, przy każdej okazji bardzo je popierał. Kłopoty Radia
Maryja z polskim Episkopatem uważał za zwyczajny spór między zakonem a biskupami.
Kiedyś ktoś powiedział mu, że Radio Maryja zajmuje się polityką, a on w odpowiedzi
zapytał: A czym zajmuje się Konferencja Episkopatu Polski?

Ksiądz kardynał powiedział, że Ojciec Święty Jan Paweł II prosił Eminencję,
aby bronił Radia Maryja…

– Tak, to jest prawda. Zgadza się. Prosił. Prosił, żeby bronić Radia Maryja
i to z dwóch tytułów, które zawarte są w jego nazwie: "Radio" – środek
społecznego przekazu, i "Maryja" – to z kolei moje zajęcia związane
z mariologią.

Eminencja towarzyszył w Watykanie Janowi Pawłowi II już od samego jego wyboru
na Stolicę Piotrową…

– Wybór Papieża, który nie był Włochem, stanowił niewątpliwie niespodziankę.
Jednak kardynał Wojtyła już na soborze miał niesłychaną popularność i autorytet.
Stąd też dla mnie taki wynik konklawe nie był zaskoczeniem. Zawsze twierdziłem,
że był przygotowany do takiej posługi w odpowiedni sposób. Już wcześniej kardynałowie
w Kurii Rzymskiej, kardynałowie z całego świata doświadczali, jaki to był autorytet
moralny, jaką odznaczał się pobożnością, jaką mądrością. Do takiego wyboru
zostali zatem w jakiś sposób przygotowani.

Znany jest taki fakt, że Ojciec Święty po swym wyborze odwiedził Eminencję
w szpitalu. Niektórzy nawet mówią, że wymknął się, nikomu nic nie powiedział
i poszedł odwiedzić swojego przyjaciela…

– Powiem więcej – w szpitalu odwiedził nie tylko swojego przyjaciela, lecz
także wszystkich chorych i wszystkie służby. Sam fakt wizyty nie był utajniony.
Niespodzianką było to, że Papież wyjechał z Watykanu do Rzymu pierwszy raz.
To, że Ojciec Święty był wtedy u mnie, zrobiło wielkie wrażenie na ludziach.

Eminencja po powrocie ze szpitala został na Watykanie, gdzie jest siedziba
Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu…

– Tak, jestem teraz honorowym przewodniczącym tej Rady.

Ksiądz Kardynał zatem przez cały pontyfikat miał kontakt z Ojcem Świętym Janem
Pawłem II.

– Co niedziela byłem na obiedzie u Papieża. Do mojego domu Ojciec Święty także
przychodził, na przykład na św. Andrzeja.

Czy była możliwość, żeby w czasie takich spotkań porozmawiać w cztery oczy?
– Kiedy on do mnie przychodził, to była taka możliwość. Kiedy ja bywałem u
niego w niedzielę, to nie, bo zawsze było dużo osób. Na przykład na obiad
w niedzielę proszeni byli zawsze polscy biskupi, którzy przebywali akurat
w Rzymie. Ojciec Święty korzystał z każdej okazji, aby dowiedzieć się, co
się dzieje w jakiejś diecezji, prowincji.

Minął rok od przejścia Jana Pawła II do domu Ojca. Powszechne jest wśród ludzi
przeświadczenie, że Jan Paweł II jest już świętym…

– Już w czasie studiów jego koledzy pisali: "Karol Wojtyła – przyszły
święty". Przez 9 lat byłem członkiem Kongregacji ds. Kanonizacyjnych.
Wiem, jak bardzo Ojcu Świętemu prasa zarzucała, że przeprowadza za dużo beatyfikacji
i kanonizacji. A Jan Paweł II zawsze odpowiadał, że od tego jest Kościół, aby
byli zawsze święci. Z radością wyniósł na ołtarze i kanonizował m.in. tak wielu
Polaków. Jednocześnie zawsze mówił, że dla niego największą niespodzianką było
to, że na wszystkich kontynentach spotykał kult św. Maksymiliana Kolbego i
św. Siostry Faustyny. Cały świat wie, że święty Maksymilian, męczennik, przez
oprawców został zagłodzony – dziś również na świecie umiera się z głodu. Ludzkość
potrzebuje też orędzia Miłosierdzia Bożego. Miłosierdzie to miłość do tej owcy
zgubionej, do tego syna marnotrawnego, który jest na dnie. Miłosierdziem nazywa
się miłość do tych, którzy są najbardziej upadli…

Bóg zapłać za tę rozmowę i za życzliwość.
Rozmowa przeprowadzona została dla Telewizji Trwam.

oprac. SJ

drukuj