fot. PAP/DPA

„Nasz Dziennik”: Pytanie o drogę synodalną w Niemczech

Rezygnacja z urzędu metropolity Monachium i Freising ks. kard. Reinharda Marxa podaje w wątpliwość drogę reform, po których prowadził on niemiecki Kościół – czytamy we wtorkowym wydaniu „Naszego Dziennika”.

W miniony piątek ks. kard. Reinhard Marx poinformował, że złożył na ręce Ojca Świętego rezygnację z urzędu arcybiskupa Monachium i Freising. Powodem, dla którego purpurat złożył prośbę o rezygnację na osiem lat przed osiągnięciem wieku 75 lat, ma być poczucie osobistej odpowiedzialności za niepowodzenia, jakie dostrzega on w Kościele zarówno wśród wiernych, jak i w samej instytucji. Jego decyzja otwiera pytanie, czy ślepy zaułek, w jakim znalazł się Kościół, o którym pisze w swoim oświadczeniu, nie jest końcem drogi, jaką wytyczył on niemieckiej wspólnocie wiary.

– Dla opinii publicznej świata katolickiego jest to sygnał, że trzeba się zastanowić nad sensownością drogi synodalnej inicjowanej w niemieckim Kościele. Odejście ks. kard. Marxa potwierdza opinie sceptyków, że to nie jest dobry kierunek dla Kościoła – mówi „Naszemu Dziennikowi” ks. prof. Jan Machniak, kierownik Katedry Teologii Duchowości na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.

– Ta droga narusza katolicką moralność, a to rodzi podziały. Widzimy to na przykładzie błogosławienia par jednopłciowych. To jest pęknięcie, którego nie można pogłębiać – podkreśla.

Ksiądz kard. Marx był od 2002 roku biskupem w Trewirze, a od 2008 roku arcybiskupem Monachium i Freising. W 2010 roku otrzymał godność kardynalską. Od 2014 do marca 2020 roku był przewodniczącym Konferencji Episkopatu Niemiec. W tej funkcji walnie przyczynił się do promowania drogi synodalnej. Tę platformę dialogu na rzecz reform powołali do życia biskupi wspólnie ze świeckimi. W piątkowym oświadczeniu ks. kard. Marx napisał: „Chcę, żeby to było jasne: jestem gotów wziąć osobistą odpowiedzialność, nie tylko za swoje błędy, ale za instytucję Kościoła, którą pomagałem kształtować i formować przez dziesięciolecia”.

– Nie mamy wątpliwości, że Kościół niemiecki idzie w złym kierunku. Głośno o tym mówią już od dłuższego czasu ks. kard. Gerhard L. Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, i Papież senior Benedykt XVI. Ostrzegają oni przed groźbą zaistnienia nowej schizmy. Były przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych ks. kard. Walter Brandmüller odważył się nawet powiedzieć, że już mamy z nią do czynienia – wskazuje ks. prof. Jan Machniak.

– Arcybiskup Monachium dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Wie także, że w trakcie rozliczania Kościoła za nadużycia wobec nieletnich może znaleźć się w ogniu krytyki za zaniedbania, jakich dopuszczono się w jego archidiecezji. Takie oskarżenia łatwo wykreować także wobec osób niewinnych. Bronić się jest trudno, nawet gdy sumienie ma się czyste. Splot tych elementów sprawił, że ksiądz kardynał zdecydował się ustąpić z pełnionych w Niemczech obowiązków – wyjaśnia nasz rozmówca.

Niemiecki Kościół silnie związał się z kierunkiem, w jakim prowadził go ks. kard. Reinhard Marx.

– Obawiam się, że droga synodalna w Niemczech nie zostanie zamknięta. Ta droga zyskała teraz „świadka”, który ją napędza – ocenia ks. Paweł Bortkiewicz, teolog i moralista.

Krzysztof Gajkowski/”Nasz Dziennik”

drukuj