Liturgia Wielkiego Piątku

Homilia wygłoszona podczas Liturgii Wielkiego Piątku w Watykanie przez kaznodzieję Domu Papieskiego
o. Raniero Cantalamessa OFMCap

   

flowplayer(„player”, „https://www.radiomaryja.pl/flowplayer/flowplayer-3.1.5.swf”,{
clip : { // Clip is an object, hence '{…}’
autoPlay: false,
autoBuffering: true,
},

});

 

 

„Mamy więc Arcykapłana Wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego”: tymi słowami rozpoczyna się fragment Listu do Hebrajczyków, który przed chwilą wysłuchaliśmy jako drugie czytanie. W Roku kapłańskim liturgia Wielkiego Piątku pozwala nam powrócić do historycznego źródła chrześcijańskiego kapłaństwa. Jest ono źródłem dwóch form realizacji kapłaństwa: tego służebnego, biskupów i kapłanów oraz tego powszechnego kapłaństwa wszystkich wiernych. Ono bowiem również opiera się na ofierze Chrystusa, który – jak mówi Apokalipsa – „nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami dla naszego Boga i Ojca swojego” (Ap 1, 5-6). Czymś ogromnie zasadniczym jest więc zrozumienie natury ofiary i kapłaństwa Chrystusowego, których znamiona, czy to jako kapłani, czy to jako świeccy, w różny sposób, powinniśmy nieść i żyć zgodnie z ich wymogami.


List do Hebrajczyków wyjaśnia, na czym polega nowość i niepowtarzalność kapłaństwa Chrystusowego, nie tylko w odniesieniu do kapłaństwa Starego Przymierza, ale – jak nas poucza dzisiaj historia religii – w odniesieniu do instytucji kapłaństwa także poza Biblią. „Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką – to jest nie na tym świecie – uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie. Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu” (Hbr 9, 11-14).


Nowość jest następująca. Każdy inny kapłan ofiaruje coś, co pochodzi z zewnątrz, Chrystus ofiarował samego siebie; każdy inny kapłan składa ofiary, Chrystus zaś poświęca siebie na ofiarę! Św. Augustyn w jednym ze swych sławnych zwrotów zawarł ten nowy rodzaj ofiary, w której kapłan i ofiara są tym samym: „Ideo sacerdos, quia sacrificium”: kapłan ponieważ ofiara” (Sant”Agostino, Confessioni, 10, 43).


W roku 1972 pewien znany francuski myśliciel postawił tezę, zgodnie z którą „przemoc jest sercem i tajemną duszą sacrum” (por. R. Girard, La violence et le sacré, Paris, Grasset, 1972). Albowiem u początku i w centrum każdej religii znajduje się ofiara, a ofiara zakłada zniszczenie i śmierć. Dziennik „Le Monde” odniósł się do tej tezy, mówiąc, że uczyniła ona ten rok „rokiem, który należałoby szczególnie zaznaczyć w annałach ludzkości”. Ale już wcześniej, przed tą datą, myśliciel ten ponownie zbliżył się do chrześcijaństwa i w czasie Świąt Wielkanocnych 1959 roku publicznie ogłosił swoje nawrócenie, deklarując się jako wierzący i powracając do Kościoła. Pozwoliło mu to w dalszej pracy naukowej nie zatrzymywać się na analizie mechanizmu przemocy, ale wręcz wskazał, jak z niego wyjść. Niestety, wielu wciąż cytuje René Girarda jako tego, który ukazał ścisły związek istniejący między sacrum a przemocą, nie wspominając jednak ani słowem, że Girard pokazał, iż w misterium paschalnym Chrystusa nastąpiło całkowite i ostateczne zerwanie tego związku. Jego zdaniem, Jezus obnaża i niszczy ten mechanizm, który sakralizował przemoc, stając się dobrowolnie „kozłem ofiarnym” ludzkości, niewinną ofiarą wszelkiej przemocy. Chrystus nie przyszedł przez krew innych, ale przez swoją własną krew. Nie złożył własnych grzechów na barki innych – ludzi lub zwierząt – lecz On wziął grzechy innych na swoje barki: „On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża” (1 P 2, 24).


Proces, który prowadzi do powstania religii jest odwrotny w stosunku do wyjaśnień, jakie podaje Freud. W Chrystusie to Bóg staje się ofiarą, a nie ofiara (u Freuda, praojciec) – po tym, jak została złożona – jest stopniowo podnoszona do boskiej godności (Ojciec niebieski). To nie człowiek jest tym, który składa Bogu ofiary, lecz Bóg „poświęca się” dla człowieka, wydając na śmierć za niego swego Jednorodzonego Syna (por. J 3, 16). Ofiara nie jest już składana w tym celu, by ułagodzić Boga, ile raczej, by ułagodzić człowieka i skłonić go do odstąpienia od postawy wrogości w stosunku do Boga i bliźniego.


Czy w takim razie można jeszcze mówić o ofierze w odniesieniu do śmierci Chrystusa, a więc także Mszy świętej? Przez długi okres cytowany uczony odrzucał to pojęcie, uważając je za zbytnio naznaczone ideą przemocy, ale w końcu dopuścił jego możliwość, pod warunkiem, że w ofierze Chrystusa będzie się widzieć nowy rodzaj ofiary, a w tej zmianie znaczenia dostrzeże się „centralne wydarzenie w religijnej historii ludzkości”.


Ofiara Jezusa widziana w tym świetle zawiera wspaniałe orędzie dla współczesnego świata. Krzyczy światu, że przemoc jest archaiczną pozostałością, cofaniem się do stadiów prymitywnych i przezwyciężonych przez ludzką historię, a – gdy chodzi o wierzących – karygodnym i gorszącym opóźnieniem w przyjmowaniu do świadomości jakościowego skoku, dokonanego przez Chrystusa.


Przypomina także, że przemoc przegrywa. We wszystkich prawie starożytnych mitach ofiara jest przegranym, a oprawca zwycięzcą (por. R. Girard, Il sacrificio, Milano 2004, ss. 73 n). Jezus zmienił znaczenie zwycięstwa. Zapoczątkował nowy rodzaj zwycięstwa, który polega nie na zabijaniu ofiar, lecz stawaniu się samemu ofiarą. „Victor quia victima!” – zwycięzca, bo zwyciężony – tak Augustyn definiuje Jezusa na krzyżu (Święty Augustyn, Confessioni, 10, 43).


Nowożytne dowartościowanie obrony ofiar, słabych i życia zagrożonego, zrodziło się na gruncie chrześcijaństwa, i jest późniejszym owocem rewolucji dokonanej przez Chrystusa. Mamy tego dowód przeciwny. Gdy odrzuca się (jak to zrobił Nietzsche) chrześcijańską wizję, by wskrzesić tę pogańską, gubi się tę to osiągnięcie i powraca do pochwalania „silnego, potężnego, aż do jego najwyższej kategorii, nadczłowieka”, a tę chrześcijańską wizję określa się mianem „moralności niewolników”, owocem bezsilnych resentymentów słabych wobec mocnych.


Niestety jednak, ta sama dzisiejsza kultura, która potępia przemoc, z drugiej strony, sprzyja jej i pochwala ją. Rozdziera się szaty wobec pewnych krwawych wydarzeń, a nie zauważa się, że przygotowuje się dla nich grunt przez to, co jest reklamowane na sąsiedniej stronie gazety lub w kolejnym programie tego samego kanału telewizyjnego. Pewne upodobanie w rozwlekłym opisywaniu przemocy oraz prześciganie się, kto będzie pierwszy i bardziej okrutny w opisach, tylko jej sprzyjają. Rezultatem tego nie jest oczyszczenie ze zła, lecz raczej zachęta do niego. Niepokojącym jest, że przemoc i krew stały się jednym ze składników większości filmów i gier komputerowych jako elementy przyciągające uwagę i będące źródłem rozrywki dla tych, którzy je oglądają.


Ten sam wspominany wyżej uczony obnażył podłoże, na którym rodzi się mechanizm przemocy: mimetyzm, czyli naśladowanie, owa wrodzona skłonność człowieka do uważania za potrzebne rzeczy, których potrzebują inni, a zatem, powtarzania tego, co robią inni. Psychologia „stada” jest właśnie tą, która prowadzi do wyboru „kozła ofiarnego”, aby w walce przeciwko wspólnemu wrogowi – zwykle najsłabszemu elementowi, temu, kto jest inny – znaleźć sztuczne i chwilowe spoiwo.


Mamy tego przykład w niedawnych aktach przemocy młodzieży na stadionie, w przemocy w szkołach i w czasie niektórych manifestacji na placach, po których zostaje bałagan i zniszczenie. Pokolenie młodych, którzy posiadają rzadki przywilej, że nie zaznali wojny i nigdy nie byli powoływani pod broń, bawi się (ponieważ mówi się o zabawie, nawet jeśli głupiej i często tragicznej) w wynajdywanie małych wojen, poruszane tym samym instynktem, który poruszał pierwotną bandą.


Lecz jest przemoc jeszcze większa i bardziej rozpowszechniona od tej, jaką reprezentuje młodzież na stadionach i na placach. Nie mam tutaj na myśli przemocy doświadczanej przez dzieci, przemocy, którą na nieszczęście są również splamieni niektórzy duchowni. O tej przemocy mówi się wystarczająco wiele. Chcę powiedzieć o przemocy wyrządzanej kobietom. Jest to okazja, aby dać do zrozumienia osobom oraz instytucjom, które walczą przeciw niej, że Chrystus jest ich najlepszym sprzymierzeńcem.

Jest to tym bardziej ciężki rodzaj przemocy, że dokonuje się ona często w domu, bez wiedzy innych, gdy na dodatek nie jest ona usprawiedliwiana przez żadne pseudo-religijne i kulturowe uprzedzenia. Jej ofiary żyją w osamotnieniu, desperacji i są bezbronne. Dzisiaj, dzięki wsparciu wielu organizacji oraz instytucji, niektóre z tych kobiet znajdują siłę, aby wyjść z cienia i starać się pociągnąć do odpowiedzialności winnych. W wielu wypadkach przemoc ta dokonuje się na tle seksualnym. Mężczyzna myśli, że pokaże swoją siłę, występując przeciw kobiecie, nie zdając sobie sprawy, że pokazuje tylko swoje poczucie niepewności i nikczemność. Również w odniesieniu do kobiety, która popełniła błąd, istnieje różnica sposobu jej traktowania przez Chrystusa oraz traktowania jej przez pewne środowiska! Fanatyzm domaga się ukamienowania. Chrystus natomiast do tych, którzy przyprowadzili do Niego cudzołożnicę, zwraca się z odpowiedzią: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8, 7). Cudzołóstwo jest grzechem, który popełnia się zawsze we dwoje, lecz za który tylko jedna osoba była zawsze karana (w niektórych częściach świata pozostaje tak do dnia dzisiejszego).


Przemoc wobec kobiety jest najbardziej ohydna wtedy, gdy dokonywana jest w miejscu, gdzie powinien panować wzajemny szacunek i miłość – w relacji między mężem i żoną. Prawdą jest, że przemoc występuje w różnych formach. Można używać przemocy słownej, lecz nie można zaprzeczyć, że w większości przypadków jej ofiarą jest kobieta.


Istnieją rodziny (również we Włoszech), gdzie mężczyzna uważa, że posiada prawo do tego, aby podnosić głos i rękę na kobiety w domu. Żona i dzieci żyją często pod nieustanną presją „gniewu taty”. To takich mężów należałoby powiedzieć: „Drodzy koledzy mężczyźni, Bóg stwarzając nas jako mężczyzn, nie dał nam prawa do złoszczenia się i uderzania pięścią w stół z powodu każdej najmniejszej rzeczy. Słowa skierowane do Ewy po upadku: „Będzie panował nad tobą” (Rdz 3,16), były gorzką przepowiednią, a nie autoryzacją do czynienia tego.


Jan Paweł II rozpoczął praktykę zwracania się z prośbą o przebaczenie za zło popełnione publicznie. Jedną z najbardziej właściwych i koniecznych jest przebaczenie, o jakie połowa ludzkości powinna poprosić drugą połowę: mężczyźni względem kobiet. Nie powinna ona być ogólna i abstrakcyjna. Szczególnie w przypadku tych, którzy uważają się za chrześcijan powinna ona prowadzić do konkretnych gestów nawrócenia, do słów przeprosin i pojednania w obrębie rodziny i społeczeństwa.


Usłyszany przez nas fragment Listu do Hebrajczyków mówi dalej: „Za dni ciała swego, z głośnym wołaniem i płaczem zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci. Jezus doświadczył z całym okrucieństwem sytuacji ofiar, bezsilnego wołania i duszonych w ukryciu łez. Naprawdę, „nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom”. W każdej ofierze przemocy Chrystus w tajemniczy sposób przeżywa na nowo Swoje ziemskie doświadczenie. W odniesieniu do każdej z nich mówi On: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Przez rzadki zbieg okoliczności w tym roku nasze Święta Męki i Zmartwychwstania Pańskiego przypadają w jednym tygodniu z żydowską Paschą, która jest ich poprzedniczką i źródłem, w którym się uformowały. To nas mobilizuje aby zwrócić się do naszych braci Żydów. Oni wiedzą z własnego doświadczenia, co znaczy być ofiarami zbiorowej przemocy i także dlatego są gotowi rozpoznać jej powtarzające się objawy. Otrzymałem w tych dniach list od przyjaciela Żyda i za jego pozwoleniem podzielę się tutaj jego częścią. Tak pisze: „Z niesmakiem obserwuję gwałtowny i zmasowany atak przeciwko Kościołowi, Papieżowi i wszystkim wiernym ze strony całego świata. Używanie stereotypu, przechodzenie od odpowiedzialności i winy osobistej do zbiorowej, przypominają mi najbardziej niegodziwe aspekty antysemityzmu. Pragnę w związku z tym wyrazić osobiście ojcu, Papieżowi i całemu Kościołowi moją solidarność Żyda, będącego człowiekiem dialogu, i wszystkich tych, którzy w środowisku żydowskim (a są bardzo liczni) podzielają te uczucia braterstwa. Nasza i Wasza Pascha, bez wątpienia posiadają elementy odmienne, ale obie są przeżywaniem nadziei mesjańskiej, która z całą pewnością złączy nas na nowo w miłości wspólnego Ojca. Życzę zatem ojcu i wszystkim katolikom dobrej Paschy”.


Także my, katolicy, życzymy braciom Żydom, dobrej Paschy. Czynimy to słowami ich starożytnego nauczyciela Gamaliela, zawartymi w paschalnym żydowskim sederze i stąd przeniesionym do najstarszej literatury chrześcijańskiej:

„On przeprowadził nas z niewoli do wolności, ze smutku do radości, z płaczu do święta, z ciemności do światła, z poddaństwa do wykupienia”. Dlatego mówimy przed nim: Alleluja!” (Pesachim, x, 5 e Melitone di Sardi, Omelia pasquale, 68 [„Sources Chrétiennes” 123, s. 98]).

Tłumaczenie Radio Maryja

drukuj