Kazanie pasyjne („Zbawcza śmierć krzyżowa Pana Jezusa”) wygłoszone podczas Gorzkich Żali w Bazylice św. Krzyża w Warszawie

Uważna lektura Ewangelii wg. św. Jana wyraźnie pokazuje, że Żydzi już wcześniej, kilka razy, chcieli Jezusa pojmać, że porwali kamienie, aby Go ukamienować. Tak było np. przy okazji pobytu Pana Jezusa w Jerozolimie na Święcie Namiotów (por. J 7, 30 nn.; J 8, 59), czy podczas obchodów uroczystości Poświęcenia świątyni (por. J 10, 31 nn.). Ponieważ jednak „godzina Jezusa jeszcze nie nadeszła” (por. J 7, 30), to te usiłowania kapłanów i faryzeuszów nie doszły do skutku.

W takiej atmosferze wrogości wobec Jezusa, dociera do Niego i Jego uczniów wiadomość o śmierci Łazarza, określonego przez Jezusa jako „naszego przyjaciela” (J 11, 11). Wobec tego smutnego faktu, Pan Jezus oznajmia uczniom, o zamiarze pójścia do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz i jego siostry: Marta i Maria. Betania była położona ok. 3 km. na wschód od Góry Oliwnej – a więc blisko Jerozolimy. Udawanie się w te okolice Jerozolimy, gdzie niedawno Żydzi usiłowali Mistrza pojmać, a nawet ukamienować, musiało się uczniom Pana Jezusa wydawać – co łatwo zrozumieć – bardzo niebezpieczne. Jednak z drugiej strony, choć pewnie nie rozumieli jeszcze drogi Jezusa wiodącej ku zbawieniu przez śmierć, chcieli towarzyszyć swojemu Nauczycielowi w Jego działalności. Wyrazem tego, co było w ich sercach, były słowa, przekazane przez Czwartego Ewangelistę, wypowiedziane przez Tomasza, zwanego Didymos, który rzekł do współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11, 16).

Dzisiejsza Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, rozpoczyna w liturgii Kościoła czas szczególny: Wielki Tydzień. Będziemy w nim wspominali, i w Świętym Triduum Paschalnym przeżywali na nowo, największe tajemnice naszego zbawienia: misterium Wieczernika, tajemnicę zbawczej śmierci krzyżowej naszego Pana i Jego Zmartwychwstanie. Kolejne okresy roku liturgicznego, w których wspominamy różne wydarzenia związane z tajemnicą życia Pana Jezusa, niosą nam szczególne łaski. Dotyczy to zwłaszcza tych wyjątkowych dni Wielkiego Tygodnia, które niosą nam specjalną łaskę.

Niech także udział w tym dzisiejszym nabożeństwie Gorzkich żalów, pomoże nam zbliżyć się do Pana Jezusa, który chce nam dać Swoją moc i światło. „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć” (J 11, 16) – to spontaniczne wezwanie Apostoła Tomasza, skierowane kiedyś do współuczniów, niech znajdzie oddźwięk dzisiaj i w naszych sercach. Jeden z wielkich świętych początków Kościoła: Ignacy Antiocheński, biskup, który poniósł śmierć męczeńską ok. 107 roku, w Rzymie, wydany na pożarcie dzikim zwierzętom, przed męczeńską śmiercią napisał: „Jeśli na wzór Jego [Chrystusa] Męki nie jesteśmy gotowi umrzeć dla Niego, to nie ma w nas Jego życia” (z Listu do Magnezjan). Chcemy więc dzisiaj stanąć pod krzyżem naszego Zbawiciela, by potem nasze życie było rozświetlone przez Jego Zmartwychwstanie!

Miejscem wykonania wyroku ukrzyżowania była Golgota, po łacinie Kalwaria – Miejsce Czaszki, zwana tak z powodu specyficznego ukształtowania terenu; leżała ona poza granicami ówczesnej Jerozolimy i w ten sposób odpowiadała wymogom prawa rzymskiego, a także żydowskiego, odnośnie do wykonywania egzekucji. Egzekucję krzyżowania wykonywano publicznie i zwykle gromadziła ona sporo ludzi.

Na Wschodnich ikonach przedstawiających scenę Ukrzyżowania Chrystusa można dostrzec m.in. charakterystyczny szczegół. Otóż krzyż wznosi się nad czarną grotą, w której jest czaszka Adama, tak że krew nowego Adama – Chrystusa spływa na czaszkę praojca Adama, który odzyskuje życie. Śmierć, którą Adam – a jest on symbolem całej ludzkości – sprowadził na świat, została pokonana przez ofiarę Chrystusa.

W marcu 2000-go roku Jan Paweł II odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Były to dla Ojca świętego, jak sam wyznał, podsumowując tę szczególną pielgrzymkę, „dni głębokiego wzruszenia” (przemówienie z 26.03.2000 r.). A towarzyszący Papieżowi Arturo Mari wspomina, że „cała ta podróż była … jedną wielką modlitwą, [Ojciec święty] wydawał się nieobecny, prawie nie dotykał ziemi!” (Arturo Mari, Do zobaczenia w raju). Organizujący to papieskie pielgrzymowanie nie uwzględnili w planie wejścia Ojca świętego na Golgotę. Po powrocie z modlitwy w Bazylice Grobu Świętego i po odpoczynku, Ojciec święty wyraził zdecydowane pragnienie ponownego powrotu do Bazyliki, by nawiedzić to miejsce Ukrzyżowania Pana Jezusa, które jest zachowane dzisiaj w formie kaplicy: „Ja nie mogę wrócić do domu, dopóki tam nie pójdę”. Ks. Abp Mieczysław Mokrzycki, jeden z ówczesnych sekretarzy papieskich opowiada, że „tłumaczono nam, że tam trzeba iść po stromych schodach i że będzie to dla niego trudne. Ale Ojciec święty nie chciał nawet słyszeć, że na Golgotę nie pójdzie. Postanowił i poszedł. [I] dał radę” (Abp Mieczysław Mokrzycki, Najbardziej lubił wtorki).

Kaźń śmierci przez ukrzyżowanie rozpoczęła się od przybicia Pana Jezusa do krzyża. Tradycja ikonograficzna umieszcza gwoździe ukrzyżowania najczęściej w dłoniach. Wg. znawców anatomii, aby utrzymać ciężar ludzkiego ciała, gwóźdź musi przejść przez tzw. punkt Destota, który znajduje się w nadgarstku pomiędzy kosteczkami przegubu. Rana zadana w tym miejscu uszkadza nerw pośrodkowy, czym powoduje straszliwy ból, który kurczy kciuk do środka dłoni, a niekiedy powoduje infekcję tężcową. Na Całunie Turyńskim nie widać kciuków, a palce dłoni są bardzo wydłużone – być może z powodu zniekształcenia tężcowego lub naciągnięcia ścięgien zginających, które również zostały uszkodzone w punkcie Destota. Ślady na Całunie Turyńskim pokazują, że przebite są również stopy Człowieka z Całunu. Obecność krwi na całym spodzie pozwala przypuszczać, że prawa stopa przylegała do drzewa krzyża, natomiast lewa była na nią nałożona. Inne ślady na Całunie wskazują na długą i bolesną agonię, także na ruchy wykonywane na krzyżu przez Człowieka walczącego z duszeniem się, co wiązało się ze straszliwym cierpieniem.

Skazanym na ukrzyżowanie podawano mieszaninę mającą właściwości otępiające wrażliwość cierpiącego. Jezus nie przyjmuje tego napoju, bo chce w pełnej świadomości i do końca wypełniać wolę Ojca Niebieskiego.

Oprócz Jezusa ukrzyżowano jeszcze dwóch innych ludzi, których Ewangeliści przedstawiają jako złoczyńców. Ewangelista Łukasz nazwany „piewcą łaskawości Chrystusa” (Dante Alighieri) przekazał nam dialog umierającego na krzyżu Pana Jezusa z łotrami (por. Łk 23, 39 nn.). Jeden z nich powtarzał drwiny starszyzny żydowskiej i żołnierzy. Drugi – tzw. dobry łotr karcił swego nieszczęsnego współtowarzysza i z jego słów wynikało, że obaj dopuścili się poważnych przestępstw i że spotkała ich słuszna kara. Dobry łotr będąc przekonany, że Jezus cierpi niewinnie, zwraca się do Niego z ufną prośbą: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Zbawiciel wysłuchał tej prośby – modlitwy dobrego łotra i obiecał mu: „Dziś ze mną będziesz w raju” (Łk 23, 42 n.). Św. Jan Chryzostom, biskup, Ojciec Kościoła, tak to komentuje: „˝Dzisiaj – mówi Pan do złoczyńcy – będziesz ze Mną w raju˝. Zdumiewające to słowa. Zbawiciel ukrzyżowany, przybity do drzewa gwoździami, obiecuje raj. Tak jest, mówi Pan, poznaj moją moc na krzyżu … by … dać nam poznać moc Ukrzyżowanego, Jezus czyni cud bardziej od innych świadczący o Jego mocy. Bo nawrócił złoczyńcę nie widokiem człowieka wskrzeszonego do życia…, ale uczynił to przybity do krzyża, obrzucany obelgami i szyderstwem, znieważony i sponiewierany. I w tym ukazała się Jego moc wieloraka”. Kalendarz liturgiczny Kościoła pod dniem 26-tym marca przewiduje nawet możliwość wspomnienia św. Dobrego Łotra, a w apokryfach napotkamy jego imię: Dyzma.

Pod krzyżem Jezusa stał tłum; wielu z nich – to być może – ci sami ludzie, którzy wcześniej, pełni uznania wobec Jezusa mówili: „Czyż Mesjasz, kiedy przyjdzie, uczyni więcej znaków, niż on uczynił?” (J 7, 31). Którzy kilka dni temu, podczas uroczystego wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy, radośnie wołali: „Hosanna Synowi Dawidowemu” (Mt 21, 9). Ale też to ci, którzy pod namową starszych ludu, domagali się śmierci krzyżowej dla Jezusa. Teraz – stali i patrzyli (por. Łk 23, 35). Potem, wobec niezwykłych znaków towarzyszących śmierci Pana Jezusa „cały tłum ludzi, który zeszedł się na to widowisko… wracał bijąc się w piersi” (Łk 23, 48) – co oznaczało, że poczuwali się do winy. Natomiast nie opamiętali się członkowie Wysokiej Rady, którzy szydzili z Jezusa konającego na krzyżu, a do tych drwin dołączali się i żołnierze.

Pan Jezus wisząc na krzyżu, modli się za swoich oprawców. Prosi Boga: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Nawet straszna agonia na krzyżu, nie zgasiła Jezusowej miłości do ludzi, którzy pozbawiali Go życia w tak okrutny sposób. Pan Jezus nie tylko uczył o miłości nieprzyjaciół, ale teraz sam daje jakże wyraźny przykład tej miłości w wymiarze krzyża! Słowa Jezusowej modlitwy „nie wiedzą, co czynią”, które są jakby pewnym usprawiedliwieniem oprawców, nie oznaczają, że nie byli oni rzeczywiście świadomi swoich czynów i że nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności, ale dotykamy już tutaj tajemnicy Bożej sprawiedliwości i Bożego miłosierdzia.

Wszyscy Ewangeliści wspominają o obecności niewiast przy agonii Pana Jezusa na krzyżu. To wymowny znak ich oddania i wierności wobec Jezusa, któremu „towarzyszyły od samej Galilei” (Łk 23, 49). Natomiast Ewangelista Jan, który określił siebie jako „ucznia, którego Jezus miłował”, przekazuje nam Jezusowy testament z krzyża, a czyni to jako jedyny z grona Apostołów, który był pod krzyżem swego Mistrza. Stanął tam wraz z Maryją – Matką Jezusa i innymi niewiastami. I to na mocy tego szczególnego, testamentalnego dialogu, w którym padają słowa Jezusa: „Niewiasto, oto syn twój” oraz „Oto Matka twoja” (J 19, 25 nn.), z ustanowienia naszego Pana, Maryja – jest naszą Matką, a my, w osobie Jana, zostaliśmy Jej powierzeni jako dzieci. Potrzeba teraz, abyśmy, jak umiłowany uczeń Pański, „wzięli Maryję do siebie” – to wyraz nowej relacji, nowej wspólnoty życia, która ustala się pomiędzy Maryją i Apostołem Janem na mocy słów konającego Chrystusa.

Ojciec święty Jan Paweł II, którego życie i posługa miały także wyraźny maryjny wymiar, w Encyklice Redemptoris Mater (Matka Odkupiciela) – O Błogosławionej Maryi Dziewicy w życiu pielgrzymującego Kościoła wskazuje, że „U stóp Krzyża ma początek to szczególne zawierzenie człowieka Bogarodzicy, które w ciągu dziejów Kościoła na różne sposoby bywało podejmowane i wyrażane. … Kościół … widzi Ją jako Wspomożycielkę ludu chrześcijańskiego w nieustannej walce dobra ze złem, aby nie ˝upaść˝, a w razie upadku, aby ˝powstać˝” (Enc. Redemptoris Mater, nr 45 i 52).

Wśród zapisanych na kartach Ewangelii Siedmiu ostatnich słów Pana Jezusa na krzyżu jest też, tak bardzo poruszające nas wołanie Jezusa do Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!” (Mt 27, 46). Słowa tego Jezusowego wołania pochodzą z Psalmu 22 i wyrażają one samotność i lęk Jezusa, który jest przecież i prawdziwym Człowiekiem, w obliczu męki i agonii na krzyżu. Nie jest to wyraz jakiegoś odrzucenia przez Boga, ale modlitwa kogoś, kto w wielkim nieszczęściu ufnie szuka ratunku u Boga. Pan Jezus modląc się psalmami, miał świadomość, jaki jest dalszy ciąg tego psalmu, że prośba o pomoc, w chwili śmiertelnego niebezpieczeństwa, nie pozostaje bez echa i że kończy się ten psalm dziękczynieniem wobec Boga, który „wysłuchał biedaka, kiedy ten zawołał do Niego” (Ps 22, 25).

Stajemy tutaj wobec tajemnicy uczestnictwa Ojca i Ducha w Męce Syna. Cierpienie Wcielonego Syna Bożego dotyka – w nieznanej nam, ludziom, mierze – także Ojca i Ducha Świętego. Mimo, że brzmi to paradoksalnie, ale uznając w chrześcijaństwie Boga, który jest Miłością, możemy, przy pomocy naszych ograniczonych, ludzkich pojęć, powiedzieć, że choć z jednej strony Bóg jest niecierpiętliwy, nie ma w Nim cierpienia pochodzącego z braków Jego natury, to równocześnie jest w Nim zdolność do współcierpienia. Jest tak dlatego, bo Bóg jest Bogiem żywym, jest Miłością i to współcierpienie jest skutkiem Jego osobowej miłości. Bóg cierpi inaczej, gdyż istnieje i miłuje inaczej niż ludzie. I tak jak był blisko Męki Swego Syna, tak też i dzisiaj współcierpi z ludźmi (za ks. Wacławem Hryniewiczem).

Boże tajemnice, które trudno wyrazić w słowach, łatwiej może nam przybliżyć sztuka sakralna. Jedność Ojca i Ducha z Męką Syna często jest ukazywana w dekoracjach ołtarzowych w taki sposób, że oto Ojciec Niebieski podtrzymuje swymi rękami Krzyż Jezusa – Wcielonego Syna Bożego, a nad Nimi unosi się Duch Święty w postaci gołębicy. W Choszczówce, pod Warszawą, która była ulubionym miejscem wytchnienia, modlitwy i pracy Sługi Bożego Kard. Stefana Wyszyńskiego, prawie do ostatnich tygodni jego życia, w pięknej, drewnianej kaplicy, która jest obok domu, w którym zatrzymywał się Prymas Tysiąclecia, znajduje się bardzo charakterystyczna Droga Krzyżowa. Została ona namalowana przez zakopiańską artystkę – Ewelinę Pęksową, na szkle. Na każdej stacji tej duchowej Drogi Krzyżowej, są symbolicznie przedstawione wszystkie Osoby Trójcy Najświętszej!

Tuż przed skonaniem Jezus mówi: „Wykonało się” (J 19, 30) – co podkreśla, że w pełnej świadomości dokonuje On najwyższego aktu zbawczego i zwraca się w modlitwie do Ojca: „Ojcze, w twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46) – są to słowa całkowitego zdania się na wolę Ojca Niebieskiego.

Kiedyś, Pan Jezus w dialogu z Żydami powiedział: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem” (J 8, 28). Chrystus, jako jedyny i prawdziwy Zbawiciel, stosuje do siebie imię własne Boga i zapowiada, że tajemnica śmierci krzyżowej będzie Jego prawdziwym wywyższeniem, objawieniem Bożego Jestem – Bożej Pełni, także Pełni Miłości. Tę tajemnicę śmierci krzyżowej, która nie była klęską, ale wywyższeniem Wcielonego Syna Bożego znamiennie przedstawił polski malarz – Józef Mehoffer, w 12-tej stacji Drogi Krzyżowej, która znajduje się w Kaplicy Męki Pańskiej, w krakowskiej Bazylice Ojców Franciszkanów, gdzie bardzo często modlił się Kardynał Karol Wojtyła. Oto umierający na krzyżu Zbawiciel, jest umieszczony pomiędzy dwoma rzędami stojących aniołów, z zapalonymi świecami w rękach, jakby wyznaczających drogę w górę, ku niebu. Na tym wizerunku jest ciemna rzeczywistość wielkiego cierpienia i jednocześnie triumf i chwała Ukrzyżowanego!

W śmierci krzyżowej Pana Jezusa na Golgocie, zaczyna się też już spełniać prorocza zapowiedź Zbawiciela, który powiedział: „gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). Setnik i ci którzy pełnili straż przy Jezusie – pewnie rzymscy żołnierze, widząc, w jaki sposób skonał, i to, co się działo, mówili: „Prawdziwie, ten był Synem Bożym” (Mt 27, 54) – a więc to wszystko poruszyło ich wnętrze, czego przejawem było to ich, wiele znaczące, wyznanie.

Śmierci Pana Jezusa na krzyżu – wg. relacji Ewangelistów – towarzyszyły niezwykłe znaki na ziemi i na niebie. Miało miejsce trzęsienie ziemi, ziemia zaczęła pękać i grobowce pootwierały się, a w Świątyni Jerozolimskiej, rozdarła się na dwoje, od góry aż do dołu, zasłona świątyni, która zamykała dotychczas dojście do Świętego Świętych – miejsca obecności Bożej. To rozdarcie zasłony symbolizuje, że wraz ze śmiercią Jezusa, skończył się starotestamentalny kult świątynny i odtąd wszyscy ludzie mogą się zbliżyć do Boga. Zapanowały także ciemności i słońce się zaćmiło (por. Łk 23, 44 n.); nie było to jednak naturalne zaćmienie słońca, gdyż księżyc był wówczas w pełni jako, że działo się to w przeddzień świąt Paschalnych. Wszystkie te nadzwyczajne zjawiska były spełnieniem proroctw Starego Testamentu o „dniu Pańskim” (por. Am 5, 18; Jl 4, 15) – dniu sądu Bożego. Jednak nie dotyczy to tylko jakiejś odległej przyszłości, ale sąd nad tym światem – jak wcześniej powiedział Pan Jezus – odbywa się już teraz (por. J 12, 31) – a czymś decydującym w nim jest przyjęcie lub odrzucenie zbawczego posłannictwa Syna Bożego – Jezusa Chrystusa!

Po śmierci Jezusa, by upewnić się, że ona rzeczywiście nastąpiła, jeden z żołnierzy wysłanych przez Piłata, zadał Jezusowi cios lancą w okolice serce, i jak zaznacza naoczny świadek tego wydarzenia – św. Jan Apostoł – „natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 34). Ewangelista widzi w tym głębsze znaczenie symboliczne, niż tylko potwierdzenie śmierci Jezusa: oto z Ukrzyżowanego popłynie zbawienna łaska, dar Ducha Świętego z którego narodzi się Kościół. Krew i woda były odczytywane, od początku Kościoła, jako symbole sakramentów: Eucharystii i Chrztu świętego.

Na Całunie Turyńskim, który jest wstrząsającym dokumentem cierpienia Pana Jezusa, są także ślady okazałej rany na boku, z obfitym wyciekiem krwi i osocza, które podczas zdejmowania Ciała z krzyża i przy pochówku poplamiły także plecy.

Wyśpiewaliśmy, przed chwilą, w Hymnie, III-ciej części Gorzkich żalów m.in. takie słowa: „Niech Ci, mój Jezu, cześć będzie w wieczności/ Za Twe obelgi, męki, zelżywości/ Któreś ochotnie, Syn Boga jedyny,/ Cierpiał bez winy!”

Stając wobec tajemnicy Męki i Śmierci krzyżowej naszego Pana, mamy składać Mu uwielbienie i dziękczynienie. Jego Krzyż łączy niebo z ziemią: jedna nas Chrystus z Bogiem! Ale też swoimi ramionami łączy ludzi; te rozpięte ramiona Zbawiciela są otwarte, by przygarnąć wszystkich ludzi! Umarł po to, „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11, 52). I nikt nas nie umiłował tak, jak ukochał nas Pan Jezus. A tylko miłość ma moc odkupicielską. Zdumiewając się Bożą miłością, św. Paweł Apostoł podkreśla, „że Chrystus umarł na nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8). I to miłość ku rodzajowi ludzkiemu jest najpełniejszym i ostatecznym wyjaśnieniem Męki Zbawiciela. Chrystus kocha i cierpi dla naszego zbawienia, ponieważ nas ukochał. Cierpienie nabiera prawdziwej wartości, gdy zostaje przeniknięte miłością.

Św. Siostra Faustyna przekazała nam i takie słowa Pana Jezusa: „Jeśli nie przekonała was o miłości mojej śmierć moja, to cóż was przekona?” (Dz. 580). Stając pod życiodajnym krzyżem naszego Pana, pozwólmy się ogarnąć Chrystusowej miłości, by ona nas przemieniała i uzdalniała do życia w miłości – a więc wg. nowego przykazania naszego Pana. „W Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53, 5). A „Chrystus … umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić” (1P 3, 18).

Zbawiciel w tym prowadzeniu nas do Boga, posługuje się pasterzami, których daje swojego Kościołowi. Na końcu tych tegorocznych rozważań pasyjnych, raz jeszcze, spójrzmy na Jana Pawła II, który tak ofiarnie i wiernie spełniał posługę piotrową. Jego świętość, już za dwa tygodnie, będzie potwierdzona przez beatyfikację. Zapamiętaliśmy m.in. tak wymowny Jego obraz, gdy wspierał się na pastorale zwieńczonym Chrystusowym krzyżem. Ktoś trafnie zauważył, że „dwa gesty były charakterystyczne dla Jana Pawła II: szeroko rozpostarte ramiona, kiedy spotykał się z ludźmi, i złożone dłonie podczas modlitwy przed Bogiem”. Niech w naszej drodze za Chrystusem, do domu Ojca Niebieskiego, wspierają nas: modlitwa i przykład Papieża – Rodaka.

Panie Jezu, na Twoje pragnę, wypowiedziane podczas konania na krzyżu,

chcemy odpowiedzieć naszą miłością!

Dziękujemy Ci, że nie zszedłeś z krzyża, do czego nawoływali Cię

szyderczo Twoi prześladowcy.

Wyznajemy i my, że Ty jesteś Synem Bożym!

I każdy z nas prosi Cię, jak skruszony łotr: Jezu, wspomnij na mnie, w

Swoim Królestwie. Amen.

 

Ks. Piotr Rutkowski CM


drukuj