fot. flickr.com

Ewangelia na IV Niedzielę Wielkiego Postu

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otworzyły?” On odpowiedział: „Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” Odrzekł: „Nie wiem”. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”. Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?” I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To prorok”. Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego zapytajcie”. Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?” Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: „To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi”. Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Rzekli mu w odpowiedzi: „Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?” I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal”.

J 9, 1-41

* * *

Dzisiaj już czwarta niedziela Wielkiego Postu, zwana niedzielą „laetare”, zachęcającą do radości, gdyż połowa wielkopostnej drogi już za nami. Z tego względu ma ona mieć bardziej radosny charakter, kolor szat liturgiczny zamiast fioletowego może być różowy. Ale czy jest z czego się radować, gdy większość z nas nie może uczestniczyć w mszach świętych bezpośrednio w kościele, ze względu na stan zagrożenia epidemicznego. Rekolekcje wielkopostne w większości zostały odwołane. W wielu miejscach nie ma też wspólnej celebracji nabożeństw wielkopostnych: drogi krzyżowej czy gorzkich żali.
Z drugiej zaś strony nasze pozostawanie w domach, w rodzinach, może być dobrą okazją do postawienia sobie kilku pytań. Jak przeżywam czas Wielkiego Postu? Czy podejmuję ten temat w rodzinnych rozmowach? Czy korzystam z radiowych, telewizyjnych czy internetowych transmisji mszy lub nabożeństw, by móc choćby w ten sposób umocnić się duchowo w tym trudnym czasie zagrożenia? Czy zaglądam do Biblii, która jest na mojej półce lub stoliku albo w smartfonie?

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o ślepocie człowieka niewidomego od urodzenia oraz o ślepocie faryzeuszy. Bardzo smutną sprawą jest ślepota fizyczna, zwłaszcza, jeśli jest udziałem człowieka od urodzenia. Człowiek niewidomy nie może cieszyć się oglądaniem otaczającego go świata, kochanych osób, kwitnących krokusów i budzącej się do życia przyrody. Takiego właśnie człowieka spotyka Jezus i lituje się nad nim. Uzdrawia go i przywraca mu wzrok. Lecz Jezus chce uzdrowić nie tylko cielesne oczy niewidomego. On chce, by również oczy jego serca zostały uzdrowione. To błoto, które nakłada mu na oczy, jest zapewne symbolem wszystkiego, co ciąży człowiekowi na duszy.

Bowiem od ślepoty fizycznej smutniejsza jest ślepota duchowa. Faryzeusze zwłaszcza cierpieli na tę chorobę. Dotknięci nią nie dojrzeli w Jezusie obiecanego Mesjasza. Potwierdza to ich postawa opisana w dzisiejszej Ewangelii, w której czytamy, że w swym zaślepieniu nie chcieli uznać cudu zdziałanego przez Jezusa.

Oczy serca mogą utracić wzrok poprzez lęk, przemoc, izolację, grzech. Wówczas widzimy siebie, innych ludzi i świat w sposób negatywny, patrzymy ponurym spojrzeniem, z którego przemawia głęboki smutek, a czasem nawet negacja życia. Bez otwarcia serca na Boga można tkwić w ślepocie duchowej przez wiele lat, można nie widzieć drugiego człowieka, nie posiadać umiejętności bycia dla innych. Taka ślepota to czysty egoizm, to brak miłości. Można wtedy przeżywać czas Wielkiego Postu jak duchowy ślepiec, nie zmieniając w sobie niczego, nie dopuszczając do swojego serca Bożego światła, nie szukając osobistej relacji z Jezusem, nie pogłębiając jej przez modlitwę, słowo Boże, sakramenty.

Można też żyć w duchowej ślepocie, będąc pogrążonym w swojej nieomylności – jak faryzeusz z sobotniej Ewangelii – i nie widzieć potrzeby zmieniania siebie. Przy takim nastawieniu człowiek staje się coraz bardziej ślepy duchowo, nawet przez całe życie może trwać w iluzji i być przekonanym o swojej doskonałości. Ślepota duchowa jest bowiem zamknięciem się na prawdę o samym sobie i życiem w urojeniach, nie pozwala człowiekowi przyznać się do swoich ciemnych i brudnych spraw. A to może prowadzić do klęski życiowej.

Jednak obecność Boga na ziemi jest gwarancją, że Jego miłość zrobi wszystko, aby człowieka wyrwać z takiej ciemności, aby ukazać mu prawdziwy i piękny świat, świat prawdy, miłości i dobra. Bóg chce nam dać nowy wzrok i otworzyć nasze oczy na światło, którym jest Jezus. Prawdziwe przejrzenie i uzdrowienie jest możliwe tylko w świadomym, osobowym spotkaniu z Jezusem, który jest światłością i prawdą. Tylko On otwiera człowiekowi oczy i objawia mu całą prawdę, jak to widzimy w dzisiejszej Ewangelii. On swoją łaską i mądrością może oświecić nasze życie i wlać w nie promienie światła i prawdy.

Aby wyjść z duchowego zaślepienia, potrzeba z naszej strony otwarcia się na Jezusa i przyjęcia Jego światła, które pozwala nam odkryć prawdę o sobie. Lektura Ewangelii, osobista modlitwa, sakrament pokuty to dobre sposoby, by otrzymać od Jezusa nowy wzrok. Jeżeli zerwiemy z grzechem, z nałogami, i otworzymy się na dar nowego wzroku, to zobaczymy piękno naszego duchowego odrodzenia.

To otwarcie się na Boże światło pomoże nam lepiej zobaczyć, czym Bóg nas obdarował, co dla nas zaplanował i jaką drogę dzisiaj nam proponuje. Z pewnością jest to ta jedyna droga, na której możemy znaleźć prawdziwe dobro i szczęście na ziemi, i dojść tą drogą do pełnego szczęścia w wieczności.

Czy zechcesz otworzyć się na ten dar? Do ciebie należy wybór!

 

o. Sylwester Cabała CSsR
slowo.redemptor.pl

drukuj