fot. arch.

Żyjemy nadzieją, że to będą święta bez złowieszczych krzyków

„Żyjemy nadzieją, że kolejne Święta Narodzenia Zbawiciela będą rozbrzmiewać radosnym „Gloria”, a nie odgłosami wybuchów, wystrzałów z broni czy złowieszczych krzyków. Żyjemy nadzieją, że będzie to „cicha noc” narodzin Księcia Pokoju”. Wywiad z Małgorzatą Kiedrowską, świecką misjonarką pracującą w Afryce.

 

* * *

 

Jak wspominasz swoje pierwsze Święta Bożego Narodzenia na misjach?

Pierwsze Święta Bożego Narodzenia przeżyte pod afrykańskim niebem spędziłam w Bagandou, w Republice Środkowoafrykańskiej. Wszyscy staraliśmy się, aby w tym szczególnym czasie nie zabrakło „kawałka” polskości. Tak też z kuchni dochodził zapach pierogów, w salonie rozbrzmiewały dźwięki kolęd, a w kaplicy stanął tradycyjny żłóbek, robiony na migi i z salwami śmiechu co 5 minut, bo wówczas jeszcze język sango był dla mnie obcy, a moi pomocnicy tylko nim się posługiwali. Wraz z dziećmi, które przychodziły na misję przygotowaliśmy jasełka. Obowiązkowo po urlopie z Polski przywozi się opłatek, aby podzielić się nim z tymi, z którymi przeżywa się misyjną codzienność. Do wigilijnego stołu zasiedliśmy dość wcześnie, aby ksiądz mógł dojechać jeszcze do odległej wioski, by tam odprawić Eucharystię, a później jeszcze wrócić do kolejnej kaplicy. Oczywiście było tradycyjne dwanaście potraw, choć nie wszystkie dokładnie takie jak na polskich stołach. Po Mszy św. poszłyśmy na kamień, który znajdował się na środku  wioski, obok bananowców, bo tam od czasu do czasu można było złapać zasięg sieci telefonicznej i połączyć się z rodziną w Polsce. A przed kaplicą ludzie tańczyli całą noc, radość wyrażona tańcem ma w sobie pewien element misterium.

Co szczególnego dzieje się tego dnia w Afryce? Jak przeżywane są te święta?

Tej zewnętrznej otoczki, splendoru światełek i ozdób jest bardzo niewiele i tylko w co bogatszych domach można spotkać jakąś ozdobę. Chociaż wszyscy chcą wyglądać tego szczególnego dnia godnie i często przed świętami przychodzi na misję cały zastęp młodzieży proszących o jakąś pracę, żeby zarobić na nowe ubranie na święta. Dzieci jeśli tylko dostaną cokolwiek, lalkę albo piłkę, obowiązkowo przychodzą ze swoim prezentem do kościoła. Menu, jak co dzień, maniok, jeśli tylko znajdą jakieś drobne pieniążki, to jest z sosem.

Gdy opiekowałam się w stolicy obozem dla uchodźców, dostaliśmy przed świętami od jednej z parafianek pieniądze, żeby przyrządzić posiłek świąteczny dla uchodźców i, mimo że był to tylko ryż z czerwoną fasolą, było to coś pięknego. W trzech ogromnych garnkach od samego rana skwierczał olej, dusiły się pomidory, a później gotował ryż. Dzieci z domu dziecka na zmianę pilnowały ognia, mieszały, żeby się nic nie przypaliło…. a później przypadkowi ludzie, którzy wcześniej się nie znali, ale opuszczając swoje domy, ratując swoje życie przed strzałami rebeliantów, trafili do jednej sali katechetycznej, dzielili tego dnia swój chleb i nie zabrakło dla nikogo. Gdy usiedliśmy zmęczeni pracą do naszego talerza, dosiadło się jeszcze kilku przechodniów, którzy tego dnia byli głodni. Myślę, że tak właśnie było w Betlejemskiej grocie, bo czy Maryja była przygotowana na przyjęcie tak wielu gości?

Obecnie w środkowej części Afryki jest wiele niespokojnych miejsc. Czy możesz nam powiedzieć, jak wygląda dziś sytuacja?

Wszyscy mieszkańcy Republiki Środkowoafrykańskiej wiązali ogromne nadzieje na pokój, który zapanuje po wizycie Papieża w naszej ojczyźnie i rzeczywiście, został zrobiony milowy krok, ale to nie koniec drogi do pokoju trwałego, głębokiego. Gdy po spotkaniu w dzielnicy muzułmańskiej Ojciec Święty ruszył w stronę stadionu, gdzie czekało na Niego ponad 20.000 tysięcy wiernych, w towarzystwie młodych muzułmanów, ubranych odświętnie, z palmami w ręku, wiwatującymi na cześć pokoju, gdy dotarli pod stadion, chrześcijanie powitali ich gromkimi oklaskami, to był dźwięk zwiastujący przełom. W ubiegłą niedzielę odbyło się referendum konstytucyjne, nie obyło się jednak bez zamieszek. Czekają nas również wybory prezydenckie, od których wiele zależy. W ludziach jest sporo dobrej woli, ale jest też zmęczenie i zniechęcenie ciągle powtarzającą się historią. Mają oni jednak świadomość i zaczynają z odwagą głośno mówić o tym, że wojna, która ogarnęła naszą ojczyznę nie była u źródła wojną religijną, tylko manipulując rękami młodych, wielcy tego świata załatwiali swoje interesy. Siły międzynarodowe są postawione w stan gotowości, gdyż w naszym kraju częściej władzę zdobywa się za pomocą przewrotu, rebelii niż wolnych, demokratycznych wyborów. Na północy kraju jest też dość prężna grupa, która sprzyja idei odłączenia tamtego regionu i stworzenia niezależnego państwa. Jest to jednak idea bez poparcia społecznego, a dzieje się to wszystko w diecezji Kaga Bandoro, w której biskupem jest Polak, franciszkanin, ojciec Tadeusz Kusy. Żyjemy nadzieją, że kolejne Święta Narodzenia Zbawiciela będą rozbrzmiewać radosnym „Gloria”, a nie odgłosami wybuchów, wystrzałów z broni czy złowieszczych krzyków. Żyjemy nadzieją, że będzie to „cicha noc” narodzin Księcia Pokoju

Jak Europejczycy mogą pomóc mieszkańcom Afryki, ale też Wam misjonarzom?

Myślę, że podstawową i najskuteczniejszą formą pomocy, która nie natrafia na opór i żadne przeszkody, aby dotrzeć do celu jest modlitwa. Prawdą jest jednak, że bez materialnej pomocy z Polski, z Europy, bez organizacji, które wspierają nas swoimi projektami, pomoc tutejszym ludziom byłaby o wiele trudniejsza. Wiele parafii, wielu proboszczów z otwartymi ramionami przyjmuje misjonarzy podczas ich urlopów, by mogli podzielić się świadectwem posługi misyjnej i zebrać środki materialne. Jest też wiele akcji, które prężnie organizowane, pozwalają nam skutecznie pomagać. W okresie Świąt Bożego Narodzenia w Polsce jest organizowana przez dzieci Akcja Kolędników Misyjnych. W wielu parafiach dzieci pełnią misyjną posługę, nie wyjeżdżając do odległych krajów, lecz pukając wytrwale od drzwi do drzwi (nie zważając na często niesprzyjającą pogodę), prezentują przygotowane wcześniej krótkie scenki, a zebrane ofiary przekazują na potrzeby dzieci z krajów misyjnych.

Wróćmy jeszcze do ostatniego wydarzenia. Myślę tutaj o pielgrzymce papieża Franciszka na Czarny Ląd. Wiemy, że z bliska przyglądałaś się tej pielgrzymce.

To prawda, było to niesamowite przeżycie. Z jednej strony myślę tutaj o spotkaniu z Ojcem Świętym, a z drugiej o towarzyszeniu moim braciom, wśród których posługuję, którzy od tak długiego czasu są dotknięci brzemieniem wojny, a tego dnia była w nich jedynie radość, nadzieja, pokój, miłosierdzie. Nikt, zapytany przez dziennikarzy, nie mówił o bólu zadanym podczas wojny, o nienawiści, o spalonych domach, opuszczonych dzielnicach, wszyscy byli jakby heroldami orędzia pokoju, nadziei i miłosierdzia. Na swoim blogu napisałam, że przeglądałam wielokrotnie zdjęcia, a ponieważ dostałam na tę uroczystość akredytację jako fotograf, mam ich prawie 3000 i nie znalazłam na żadnym z nich, ani jednego smutnego oblicza. Prostym mieszkańcom Republiki Środkowoafrykańskiej było zwyczajnie przykro, że ktoś mógł pomyśleć, że Ojcu Świętemu stanie się coś złego w ich ojczyźnie. W dzielnicach nie milkła ułożona spontanicznie na tę okoliczność przyśpiewka, która mówiła z radością o tym, że Ojciec Święty nie tylko przyjechał do ich kraju, ale jeszcze spędził noc. Dla mnie najbardziej wzruszającym, ale też zawierającym najgłębsze przesłanie był dialog Papieża z młodzieżą przed banguiską katedrą i proste pytanie: „Czy się modlicie?” Myślę, że uświadomienie tego prostego faktu, że modlitwa jest pierwszym krokiem ku zaprowadzeniu stałego pokoju, że pokój wypływa z rozmodlonego serca, nie ze skutecznie przeprowadzonych akcji społecznych czy politycznych, jest dla nich nowym kierunkiem drogi. Pytanie to otworzyło im oczy, na fakt jak wiele zależy od nich samych. I mimo iż zastosowane środki bezpieczeństwa trzymały Ojca Świętego w dość sporej odległości od zebranych ludzi, on swoim sercem, swoim przesłaniem, pokonał tę odległość i dotarł do ich sumień. Chrześcijanie z dumą powtarzają jak echo, że ich stolicę Papież nazwał duchową stolicą świata, bo to właśnie tutaj otworzył pierwsze Drzwi Miłosierdzia.

Wielu z nich i tych, którzy z bliska brali udział w uroczystej Eucharystii na stadionie i tych, którzy śledzili wizytę Papieża przed telewizorami na misjach, bardzo przeżyło gest pobłogosławienia ziemi Środkowoafrykańskiej, zaniesionej Ojcu Świętemu przez kobietę. Jest w nich głęboka wiara w błogosławieństwo. Często ktoś puka do naszych drzwi prosząc o błogosławieństwo różnych przedmiotów. Wierzą w moc błogosławieństwa.

Czego chciałabyś życzyć swoim braciom i siostrom w Polsce na ten czas świąt Bożego Narodzenia.

Chciałabym, aby każdy z wielką prostotą zaufał, że najważniejszy w tym czasie jest nowonarodzony Jezus, że On nie zniechęca się i przychodzi każdego dnia, rodzi się w każdym sercu, które pragnie pokoju, pocieszenie, ukojenia, zmiłowania. Przychodzi świadomy tego, że nie raz zostanie odrzucony, sponiewierany, że przyjdzie Mu spędzić noc w ciemnej, zimnej grocie jak wtedy w Betlejem, że przyjdzie do swoich, a swoi Go nie poznają, że nie uwierzą Jego Słowom, że nie rozpoznają czasu swojego nawiedzenia, że zostanie skazany na śmierć. On i tak przyjdzie, bo jest Miłością Miłosierną. Nieistotne jest więc, że barszcz wyszedł za słony, że karp się przypalił, że czerwone bombki nie pasują do niebieskich łańcuchów, że kapcie, które tata znajdzie pod choinką jako prezent będą dwa numery za duże, że kartki wysłane na ostatnią chwilę dojdą po Nowym Roku. Nie istotne, bo narodziła się dla nas, w tym codziennym zamieszaniu, Miłość Miłosierna.

RIRM

drukuj