Zespół ds. zbadania katastrofy smoleńskiej nt. ostatnich działań prokuratorów

W Sejmie rozpoczęło się posiedzenie parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej. Głównym tematem spotkania są ostatnie działania prokuratorów, prowadzących śledztwo dotyczące katastrofy.

W piątek biegli przywieźli do kraju 300 próbek, pobranych z rządowego Tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem.

Ta sprawa wywołuje szereg niejasności, prowokuje do wielu pytań. Była też przedmiotem działania pełnomocników prawnych i wymaga wyjaśnień, czy też informacji ze strony prokuratury. Dlatego zaprosiliśmy ppłk Karola Kopczyka, który jest prokuratorem – referentem; prowadził badania na przełomie września i października 2012 r. Prowadził je także ostatnio. Nie widzę ppłk Kopczyka, ale będziemy odnosili się do jego pracy – powiedział Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu.

Na posiedzeniu zespołu przedstawione zostały najnowsze badania inż. Marka Dąbrowskiego, dotyczące czarnych skrzynek rozbitego Tu-154M. Te dwie sprawy łączą się z sobą – powiedział poseł Antoni Macierewicz. Wyjaśnił, że z czarnymi skrzynkami było tak jak ze znalezieniem materiałów wybuchowych.

 – Na samym początku czarne skrzynki znalazły się w rękach rosyjskich i to już o godzinie 10:00 rano. Dopiero później po raz drugi umieszczono je w tym samym miejscu, w którym znalazł je pan Wiśniewski. Wtedy polscy prokuratorzy mogli je triumfalnie znaleźć i zabezpieczyć. Tylko, że najpierw były przez 8 godzin w rękach rosyjskich, o czym zapomniano nam powiedzieć. Podobna historia darzyła się ze śladami materiałów wybuchowych, które znaleziono najpierw na przełomie września i października; później okazało się, że ich nie ma. Wrócono po nie, ale przez 8 miesięcy były w pełnej dyspozycji Rosjan. Tu mamy do czynienia z podobnym zachowaniem polskich organów ścigania i podobną niesolidnością w działaniu – podkreślił poseł Antoni Macierewicz.

Inż. Marek Dąbrowski, zwrócił uwagę na niewiarygodne zapisy parametrów w końcówce lotu Tu-154 M  z dnia 10 kwietnia 2010 r.  Przeanalizował on w tej sprawie pracę biegłych Prokuratury Wojskowej i współpracowników komisji Millera z firmy ATM.

 – Mimo, ze strona polska otrzymała od Anodiny kopię zapisu rejestratorów parametru lotu, to nie tylko nie zwrócili się do strony rosyjskiej  o przekazanie bezbłędnych danych, ale sami zarekomendowali  niewykonywanie dalszych kopii. Przyjęta przez ATM metodologia otrzymanych  od Rosjan parametrów lotu była bezużyteczna w ustaleniu prawidłowości. Wiarygodny zapis z całego lotu eksperci ATM uzupełnili materiałem o niezweryfikowanej wiarygodności. Eksperci ATM bez uzasadnienia usunęli  ostatnie prawidłowo zarejestrowane 0.5 sekundy, zastępując ją materiałem rosyjskim o niewiadomym pochodzeniu i wiarygodności – powiedział inż. Marek Dąbrowski.

Co więcej z analiz wynika, że eksperci ATM w swoich ekspertyzach zataili, że w TAWS 38, rejestrator ATM QUAIL miał problemy techniczne z prawidłowym zapisem.

Wytworzone w Polsce wykresy parametrów ostatnich sekund tuż przed zanikiem zasilania w samolocie, nie mogą służyć do wnioskowania o jego sprawności bez dodatkowej weryfikacji danych wyjściowych. W mojej opinii oznacza to, że 2 sekundy, które dograno do rejestratora ATM QUAIL, przy okazji zastępując poprawny zapis sekundowy są bezwartościowe. Po prostu nie możemy  zweryfikować ich prawdziwości, ani stwierdzić czy pochodzą z lotu 10 kwietnia i jaką mają liczbę błędów. W związku z czym wnioskowanie czegokolwiek na podstawie tych danych jest pozbawione podstaw merytorycznych – zaznaczył inż. Marek Dąbrowski.

RIRM

drukuj