Zbrodnia w Piaśnicy – niemieckie ludobójstwo polskiej elity na Pomorzu

Niemiecka zbrodnia w Piaśnicy była akcją przygotowywaną metodycznie, w przemyślany sposób. Przedstawicielom polskiej inteligencji przewidzianej do fizycznej eliminacji zakładano specjalne kwestionariusze. Były w nich dane personalne na temat rodziny, informacje odnośnie działalności publicznej. Czasem te dokumenty kończyły się dopiskiem „fanatyczny Polak” albo „wielki podżegacz” – mówił dr hab. Piotr Semków, kierownik Katedry Historii Wojskowości WNHiS AMW, profesor Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. W Rozmowach niedokończonych w TV Trwam gościł również Marcin Drewa, członek Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka, przewodniczący Motocyklowego Rajdu Piaśnickiego i Przewodniczący Rady Naukowej Olimpiady wiedzy o Martyrologii Piaśnickiej.

Piaśnica to miejscowość na Kaszubach położona około 10 km od Wejherowa. Masowe egzekucje okupant niemiecki przeprowadzał tam w okresie od października 1939 do kwietnia 1940 roku. Zbrodnie te Niemcy przeprowadzili w ramach tzw. akcji „Inteligencja” (niemieckie ludobójstwo na polskiej elicie, głównie inteligencji z terenów ziem polskich włączonych do III Rzeszy). Wykonawcami akcji byli funkcjonariusze SS oraz członkowie Selbstschutzu (formacja złożona z przedstawicieli mniejszości narodowej zamieszkującej ziemie II RP). Szacuje się, że okupant zgładził w lasach piaśnickich od 10 do 12 tys. osób.

Ludobójstwo w lasach piaśnickich jest szczególne, także dlatego, że Niemcy dokonali go jeszcze przed bardziej znanymi zbrodniami jak: Sonderaktion Krakau czy zbrodni w Palmirach.

Zbrodnia w Piaśnicy to fizyczna eksterminacja na Pomorzu warstwy inteligencji, duchowieństwa, urzędników, żołnierzy rezerwy, prawników, nauczycieli. Była to grupa uznawana za element buntowniczy pod kątem ewentualnego niebezpieczeństwa pacyfikacji terenu przez policję, przez władzę bezpieczeństwa Rzeczy. Oprócz lasu w Piaśnicy było też drugie miejsce zbrodni – Las Szpęgawski w pobliżu Starogardu Gdańskiego. Liczba ofiar tego ludobójstwa może sięgać 10-20 tysięcy, a nawet więcej. Tak naprawdę nie odkryliśmy wszystkich grobów tych masowych egzekucji – podkreślał dr hab. Piotr Semków, kierownik Katedry Historii Wojskowości WNHiS AMW w Gdyni.

Do przeprowadzenia tych zbrodni Niemcy byli bardzo dobrze przygotowani. Jeszcze przed wejściem na ziemie II RP mieli rozpracowany teren. Doskonale wiedzieli, po kogo przychodzą, to nie były przypadkowe egzekucje.

To była akcja przygotowywana metodycznie, w przemyślany sposób. Koloniści niemieccy z tych terenów, którzy utożsamiali się z niemieckością, z żywiołem narodowo-socjalistycznym, żeby nie wrzucać wszystkich do jednego piekielnego kotła, służyli jako bardzo dobre osobowe źródło informacji. Przedstawicielom polskiej inteligencji przewidzianej do fizycznej eliminacji zakładano specjalne kwestionariusze. Były w nich dane personalne na temat rodziny, informacje odnośnie działalności publicznej (czy dana osoba była aktywnym członkiem np. Polskiego Związku Zachodniego lub jakiejś polskiej organizacji wojskowej). Czasem te dokumenty kończyły się dopiskiem „fanatyczny Polak” albo „wielki podżegacz”. Takie kwestionariusze służyły do sporządzenia specjalnej księgi gończej – mówił profesor Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.

W Piaśnicy zostały rozstrzelane także całe rodziny, ale nie tylko.

Warto przypomnieć jeszcze jedną grupę. Niemcy określili ją jako „niewartych życia”. Byli to pacjenci szpitali dla nerwowo i psychicznie chorych. III Rzesza musiałaby ponieść koszty ich utrzymania i leczenia, dlatego dla Niemców byli „niewarci życia”. Zachowały się informacje, że pomimo swojej choroby, te osoby zdawały sobie sprawę z tego, co ich czeka. […] Jeden z SS-manów, który brał udział w zbrodni w Piaśnicy w latach 60 zeznał, że „rozkaz był straszny, ale sumienie SS-mana nie pozwalało mi go nie wypełnić, dlatego starałem się zapewnić najbardziej humanitarną śmierć, jaką mogłem” czyli w tym przypadku strzał w tył głowy – akcentował dr hab. Piotr Semków.

Niestety metody zabijania sprawców zbrodni w Piaśnicy to nie tylko wspomniany strzał w głowę.

Naoczny świadek tych wydarzeń Elżbieta Ellwart opowiadała, że widziała wiszącego na drzewie ks. Witkowskiego z Mechowej, który ubrany w sutannę miał ręce zawiązane z tyłu. Podawała, że widziała SS-manów, którzy rozdzielali dziecko i uderzali jego główka o pień drzewa. Niemcy często do zabijania dzieci nie wykorzystywali kul – podkreślał Marcin Drewa, członek Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka, przewodniczący Motocyklowego Rajdu Piaśnickiego i Przewodniczący Rady Naukowej Olimpiady wiedzy o Martyrologii Piaśnickiej.

W tym systemie nawet śmierć miała być wysoko wydajna, dlatego kula również miała swoją wartość. Wszystko zostało podliczone. Seria z karabinu maszynowego, oczywiście tak, ale tylko kiedy ustawiono ofiary jedna obok drugiej. Wówczas ewentualnie można było potem dobić niedobitki. Można też było tych ruszających się po prostu zasypać – dodawał kierownik Katedry Historii Wojskowości WNHiS AMW w Gdyni.

Zamordowani w Piaśnicy bardzo często przed samym mordem byli przetrzymywani w aresztach i torturowani. Jak wskazywali goście TV Trwam bardzo łatwo jest ustalić szczebel decyzyjny ludobójstwa na Pomorzu. Część z tych osób została po wojnie skazana. Natomiast jeśli chodzi o poszczególnych sprawców, to niektórzy z nich przeżyli zawieruchę wojenną i jako cywile pracowali w Niemczech, dożywając spokojnie swoich dni w charakterze np. urzędników. Jeden został nawet burmistrzem Hanoweru.

Przed tym ludzkim wymiarem sprawiedliwości część tych ludzi w ogóle nie stanęła – mówił dr hab. Piotr Semków.

Kiedy Niemcy zdawali sobie sprawę, że przegrają wojnę, zaczęli zacierać ślady swoich czynów.

Ciała były wydobywane i palone, kości niszczono specjalnymi maszynami do mielenia. Wykorzystywano do tego więźniów ze Stutthofu, których potem mordowano – podkreślał Marcin Drewa.

Historykom udało się ustalić tożsamość niektórych ofiar ludobójstwa w lasach piaśnickich. Życie straciła tam m.in. bł. s. Alicja Kotowska, zmartwychwstanka pochodząca z Warszawy. Była lekarką, która podczas wojny polsko-bolszewickiej pracowała w służbie medycznej. W 1938 roku zakonnica została skierowana do posługi w szkole w Wejherowie. Kiedy została zamordowana miała 38 lat, zgładzono ją tylko i wyłącznie dlatego, że była Polką.

Zamordowano ją 11 listopada. Była to data szczególna. W ten dzień zgładzono najwięcej osób. Niemcy chcieli jeszcze bardziej upokorzyć Polaków w święto narodowe. Szacuje się, że w tym dniu zamordowano od 300 do 400 osób. Kiedy s. Kotowska przebywała w wejherowskim więzieniu, które było ostatnim etapem przed wywózką do lasu, widziała tam błąkające się dzieci, przytuliła je do siebie i tak razem weszli do ciężarówki, która zawiozła ich na miejsce straceń. Mówiła ona, że wszystko oddaje Panu Bogu – akcentował Marcin Drewa, członek Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka.

Po wojnie Polacy nie zapomnieli o Piaśnicy. Już we wrześniu 1946 roku zorganizowano pierwsze uroczystości patriotyczne, a w dniach 7-22 października 1946 r. przeprowadzono pierwsze ekshumację.

RIRM

drukuj