Zamiast obrony – atak. Premier uderza w lekarza, który poinformował o nieprawidłowościach w warszawskim szpitalu
Premier Donald Tusk a za nim pozostali politycy Koalicji Obywatelskiej próbują podważyć wiarygodność lekarza sygnalisty, który informował o patologiach z Sorze w Szpitalu Południowym w warszawie. W dyskredytowanie doktora Emila Jędrzejewskiego włączyły się także prorządowe media.
Kanał Zero: Dawid Kacprzyk pana zdaniem odpowiada za to, że tam umierali ludzie?
Dr Emil Jędrzejewski: Tak.
Po tym stwierdzeniu byłego ordynatora Szpitala Południowego prokuratura natychmiastowo wezwała go na przesłuchanie. Lekarz stawił się na nim w roli świadka, ale nie chciał odpowiadać na pytania. Nie zdążył ustanowić obrońcy. Mimo to prokuratura zadała mu kilkadziesiąt pytań. A po przesłuchaniu rzecznik prok. Okręgowej w Warszawie próbował insynuować niewiarygodność.
– Już sam fakt dzisiejszego przesłuchania wskazuje, że zdecydowanie łatwiej jest przekazać pewne informacje w studiu, gdzie atmosfera jest zupełnie inna (…). Prokuratura jest organem ścigania, a nie organem głaskania – powiedział Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
I na tej samej konferencji rzecznik pominął fakt, że prokuratura okręgowa prowadzi postępowanie dotyczące podrobienia dwudziestu kart zgonu w warszawskim Szpitalu Południowym. Śledztwo trwa już półtora miesiąca. W ocenie prawnika Piotra Gaglika przesłuchiwany lekarz nie zrobił nic, co mogłoby pozwolić na jego dyskredytowanie.
– Świadek zachował się właściwie, bo określił, że on chce odpowiadać na te pytania. Bardzo istotna jest kwestia, że chce, ale w obecności swojego pełnomocnika. I to jest ta różnica. Czyli wbrew temu, co rozpowszechnia się publicznie, pan doktor nie odmówił zeznań – zwrócił uwagę prawnik.
Koalicja Obywatelska, w tym premier Donald Tusk, wykorzystali falę odmowy zeznań przez doktora Jędrzejewskiego i błyskawicznie podjęli próby podważania jego wiarygodności.
„Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się być wątpliwa (…)” – To wpis premiera Tuska.
Takimi stwierdzeniami premier wydał publiczny wyrok na lekarza-sygnalistę – komentuje postawę premiera Michał Urbaniak z Konfederacji.
– „Jacek Murański – postać znana” – to był gość, któremu zaufał, a tu nie chce zaufać bądź próbuje podważać wiarygodność człowieka, który nie chciał odpowiadać na pytania prokuratury bez swojego pełnomocnika – wskazał poseł.
Oskarżenia sygnalisty są adresowane głównie do młodego lekarza bez specjalizacji i jednocześnie byłego już działacza KO. Jednak do tej pory prokuratura nie wezwała byłego koordynatora SOR-u Dawida Kacprzyka na przesłuchanie w toczących się śledztwach. Co więcej, prokurator generalny Waldemar Żurek, który osobiście nadzoruje postępowanie nie wie, gdzie on obecnie przebywa.
– Tego nie jestem w stanie powiedzieć. Nie wiem, ale nie sądzę, żeby się ukrywał – stwierdził.
Z dostępnych informacji wynika, że śledczy nie zdążyli też zabezpieczyć jego narzędzi pracy w Szpitalu Południowym. Dla senatora KO Grzegorza Schetyny nie ma potrzeby, by się spieszyć.
– Kluczową osobę na końcu się przesłuchuje, kiedy ma się wiedzę zebraną w postępowaniu przygotowawczym – powiedział.
– To świadczy o kompletnej indolencji organów ścigania, o lekceważeniu tej sprawy, o roztaczaniu wręcz parasola ochronnego nad lekarzem milionerem. I to jest spowodowane strachem – zaznaczył Marcin Warchoł, poseł PiS, b. wiceminister sprawiedliwości.
Do odważnej postawy lekarza-sygnalisty zaczynają odnosić się inni lekarze. Dymitr Książek, ordynator SOR-u w warszawskim Międzylesiu przyznał w rozmowie z mediami, że w środowisku medyków od dłuższego czasu mówiło się o patologiach w Szpitalu Południowym.
TV Trwam News



