fot. PAP/Wojciech Olkuśnik

Wzajemne oskarżenia po Marszu Niepodległości

Tegoroczny Marsz Niepodległości miał polegać na przejeździe kolumny samochodów ubranych w biało-czerwone barwy. Spora grupa uczestników postanowiła jednak ruszyć pieszo, w tradycyjnej formie, – łamiąc krajowe obostrzenia. Doszło do starć z policją. Funkcjonariusze winią chuliganów. Twierdzą, że policjanci zostali zaatakowani. W odpowiedzi Stowarzyszenie Marsz Niepodległości oskarżyło o prowokacje funkcjonariuszy i chce dymisji Komendanta Głównego Policji.

Jak co roku, 11 listopada w Warszawie odbył się Marsz Niepodległości. Tym razem ze względów epidemicznych miał inną formę. Na ulicach Warszawy pojawiły się samochody, motocykle z flagami w narodowych barwach. Polacy w ten sposób chcieli  zamanifestować swój patriotyzm.

– Jeśli mam uczyć dzieci patriotyzmu, to trzeba im pokazać, czym jest Polska – zaznaczył uczestnik Marszu.

Na ulicach pojawiło się także wiele osób, bez samochodów. To, zdaniem organizatorów, efekt dezinformacji ze strony Policji

– Wczoraj mnóstwo kierowców, większość kierowców usłyszała od drogówki, że mają parkować na Woli i na marsz dostać się pieszo, stąd po 14.00 zaobserwowaliśmy tak dużą grupę pieszych – wyjaśnił Damian Kita, rzecznik Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Takie decyzje policji pokazują też nagrania w sieci.

Na ulicach pojawił się tłum, a wśród nich także prowokatorzy. Z relacji organizatorów Marszu wynika, że byli to bojówkarze Antify i grupa kibiców.  Ktoś z tłumu rzucił racę na balkon kamienicy, na której powiewała flaga LGBT. Doszło do pożaru. Wtedy reagował prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz.

– Proszę Was, idźcie stąd, po co wy się dajecie prowokować w tak prosty sposób. Kibice proszę was – apelował Robert Bąkiewicz.

Policjanci zaczęli pacyfikować Marsz Niepodległości, użyto gazu łzawiącego, a także broni gładkolufowej.

Zdaniem Rzecznika Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwestra Marczaka, takie działania policji wywołane były konkretnymi zachowaniami chuliganów.

– Ja – obserwując te wydarzenia – widziałem policjantów stojących w ognisku, bo tak naprawdę ilość rac, które poleciały, niebezpiecznych przedmiotów stanowiły realne zagrożenie dla życia tych policjantów i to jest podstawa takiego działania policjantów – przekonywał nadkom. Sylwester Marczak.

Policja nie oszczędziła także dziennikarzy.

W efekcie poważnie ranny został Tomasz Gutry, fotoreporter „Tygodnika Solidarność”, który postrzelony został w twarz.

Nie może być tak, żeby policja, wtedy gdy dochodzi do marszów i ataków na Kościół, mówiła, że jest neutralna, a kiedy czcimy pamięć naszej niepodległości i jej wielkich bohaterów, strzelała do polskich patriotów – mówił marszałek senior Sejmu IX kadencji Antoni Macierewicz.

Tak się złożyło, ze pan Gutry był także redaktorem „Głosu”, pisma, które w okresie podziemia ja redagowałem – znam go dobrze – został postrzelony w twarz z bliskiej odległości. To musi zostać wyjaśnione – zaznaczył Antoni Macierewicz.

Także Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda zapowiedział, że będzie domagał się wyjaśnień ws. postrzelenia reportera tygodnika „Solidarność”.

– Od wczoraj ta sprawa jest wyjaśniana z polecenia Komendanta Stołecznego Policji. Działa w tym przypadku wydział kontroli komendy stołecznej i wyjaśnimy wszystkie wątpliwości, które się pojawiły wczoraj w związku z działaniami policjantów – zapewnił nadkom. Sylwester Marczak.

Wobec wczorajszych działań policji prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz domaga się dymisji Komendanta Głównego Policji.

– Bo uważamy, że te wszystkie działania podjęte przez policję wczoraj, to był powrót z działań z Marszów sprzed 2015 r. – podkreślił Robert Bąkiewicz. 

Brutalne interwencje wobec uczestników marszu Niepodległości były nie zawsze zrozumiałe, tak jak niezrozumiała była bezczynność funkcjonariuszy w czasie, kiedy lewicowe marsze profanowały kościoły –  mówiła Anna Kołakowska.

– Kiedy te marsze epatowały niespotykanym w przestrzeni publicznej wulgaryzmem, kiedy w tych marszach uczestniczyły dzieci kilkuletnie i przez kilka godzi wysłuchiwały tych wulgarnych wrzasków, wtedy policja nie podejmowała żadnej interwencji – zwróciła uwagę Anna Kołakowska.

Medialne doniesienia wskazują, że Prawo i Sprawiedliwość powoła komisję, która będzie musiała wyjaśnić sprawę starć na marszu Niepodległości. Niewykluczone są dymisje. Nieoficjalnie mówi się o ministrze spraw wewnętrznych i administracji Mariuszu Kamińskim oraz Komendancie Głównym Policji Jarosławie Szymczyku.

TV Trwam News

drukuj