PAP/Radek Pietruszka

Wyścig wyborczy trwa

Kampania wyborcza w wyborach prezydenckich 2020 była długa i będzie trwać nadal – w drugiej turze zmierzą się prezydent Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Platforma w trakcie kampanii zmieniła kandydata, co pogrzebało szanse na drugą turę dla Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Przypomnijmy sobie, jak wyglądały ostatniej miesiące w polskiej polityce. Począwszy od 15 lutego, czyli oficjalnej inauguracji kampanii prezydenta Andrzeja Dudy.

Sala wypełniona po brzegi, pełno biało-czerwonych flag – tak swój wyborczy wyścig rozpoczynał prezydent Andrzej Duda.

– Niech żyje Polska! – wołał szef państwa polskiego.

Andrzej Duda narzucił mocne tempo. To tempo chcieli wytrzymać Platforma Obywatelska i ich kandydatka Małgorzata Kidawa-Błońska.

– Z tego miejsca w imieniu nas wszystkich mówię: Małgosiu, wszyscy jesteśmy twoim sztabem wyborczym – powiedział Borys Budka, przewodniczący PO, na początku kampanii.

Z tą kandydaturą Platforma wiązała ogromne nadzieje.

– Dzisiejsza Polska pogrąża się w chaosie – wskazywała Małgorzata Kidawa-Błońska.

Ale w chaosie tak naprawdę pogrążyła się Platforma. Po bojkocie wyborów korespondencyjnych Małgorzata Kidawa-Błońska musiała zrezygnować.

– Ponoszę odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, bo spadki sondażowe zostały spowodowane tym, że Polacy nie wiedzieli, czy biorę udział w tych wyborach czy nie – mówiła wówczas.

Wybory prezydenckie miały odbyć się początkowo 10 maja. I pewnie by się odbyły, ale wewnątrz obozu władzy jeden człowiek powiedział twarde: „Nie”.

– Podaję się do dymisji – oznajmił na początku kwietnia Jarosław Gowin, lider Porozumienia.

Wrzało w Platformie, wrzało wewnątrz PiS-u. Do Jarosława Gowina dołączyła opozycja, przychylni jej samorządowcy i Senat. Wybory zostały zablokowane. Rozpoczęło się szukanie winnych.

– Rachunek za nieprzeprowadzone wybory powinien zapłacić Senat i powinni zapłacić samorządowcy – podkreślał Marek Suski, poseł PiS.

Platforma winiła Jacka Sasina, który nadzorował Pocztę Polską. Ale sama przecież na blokadzie wyborów skorzystała. Zmieniła kandydata.

– Jednomyślną rekomendacją zarządu krajowego PO, przedstawioną naszym koalicjantom, jest rekomendacja dla prezydenta Rafała Trzaskowskiego – poinformował wówczas Borys Budka.

Rafał Trzaskowski szybko odzyskał zaufanie wyborców Platformy. Klęskę ponieśli ci, którzy jeszcze przed 10 maja liczyli na drugą turę.

– To nawet odniesienie się do mnie dzisiaj Andrzeja Dudy pokazuje, że obawia się mnie w drugiej turze najbardziej – wskazywał Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL, który ostatecznie w I turzewedług wyników exit poll – otrzymał 2,6 proc.

I Władysław Kosiniak-Kamysz, i Szymon Hołownia nie chcieli bojkotować wyborów. Także tych korespondencyjnych. Teraz już wiemy, że to oni, wtedy, kiedy Platforma zmieniła kandydata, stracili najwięcej.

– Nadal, po tych 15 latach, bardzo trudno jest przebić się nowemu kandydatowi, który pokonałby, czy to kandydata PO, czy to kandydata PiS – zaznaczył Bartosz Brzyski, politolog.

10 maja lokale wyborcze były zamknięte. W międzyczasie Jarosław Kaczyński porozumiał się z Jarosławem Gowinem, a PKW orzekła, że marszałek Sejmu ma ogłosić nowy termin głosowania.

– Datę wyborów wyznaczam na niedzielę dnia 28 czerwca 2020 roku – oznajmiła Elżbieta Witek.

Kampania Rafała Trzaskowskiego nabierała tempa. Była zbudowana wokół silnego sprzeciwu. Sprzeciwu wobec rządu PiS-u.

– Przede wszystkim mamy dość polityków, którzy się zachowują, jak kaznodzieje i próbują nas cały czas czegoś uczyć – wskazywał Rafał Trzaskowski.

Na sprzeciwie budował też prezydent Andrzej Duda. Ale sprzeciwie wobec tego wszystkiego, co działo się przed 2015 rokiem.

– Pała i kule były odpowiedzią na robotnicze protesty – taka prawda – na protesty górników – podkreślał prezydent Andrzej Duda.

Andrzej Duda oparł kampanię o to, co robił przez całą prezydenturę: o spotkania z rodakami. Ten wyścig wciąż się toczy. Przed nami dogrywka.

TV Trwam News

drukuj