fot. youtube.com

Wydalona z Polski L. Kozłowska była gościem specjalnym w niemieckim Bundestagu

Władze niemieckie przyznały Ludmile Kozłowskiej specjalną wizę, aby ta mogła wystąpić na konferencji w Bundestagu, mimo że polskie służby objęły ją zakazem wjazdu do Polski i Unii Europejskiej. Podstawą wydania wizy miał być „interes narodowy Niemiec”. Ukrainka jest szefową Fundacji Otwarty Dialog, której źródła finansowania pozostają niejasne.

Polska demokracja zmierza ku upadkowi – takie zarzuty w Bundestagu stawiała Kozłowska.

– To nie tylko wsparcie dla mnie i mojego męża, ale też dla wszystkich, którzy walczą o wolność w Polsce – mówiła prezes Fundacji Otwarty Dialog w podziękowaniu za zaproszenie.

Ukrainka w połowie sierpnia została wydalona z Polski i objęta zakazem wjazdu do strefy Schengen. Stało się, to po tym, jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uznała, że obecność Ludmiły Kozłowskiej na terenie naszego kraju jest związana – jak czytamy w opinii z „poważnymi wątpliwościami dotyczącymi finansowania kierowanej przez Ludmiłę Kozłowską Fundacji Otwarty Dialog”. A to miało płynąć m.in. z Rosji.

Zarzuty ABW podczas swojego wystąpienie w Bundestagu Kozłowska nazwała fake newsem. Przekonywała również, że polskie władze utrudniały działanie jej fundacji. W wystąpieniu nie zabrakło części emocjonalnej.

– Nie wiem jaka będzie moja przyszłość. Tym bardziej dziękuję za szansę, którą otrzymałam – akcentowała.

Zaskoczenie budzi jednak wydanie Kozłowskiej specjalnej wizy przez niemiecki rząd. Jak podkreśla ekspert ds. bezpieczeństwa dr Łukasz Kister, to ostentacyjne działanie na szkodę bezpieczeństwa europejskiego.

– To bardzo jawny sygnał do tego jak można wykorzystywać prawo, jak duży europejski gracz może to prawo interpretować w sposób korzystny dla siebie. Korzystny tak naprawdę dla partykularnych, krótkich interesów, które stoją w sprzeczności z bezpieczeństwem Unii Europejskiej – mówi dr Łukasz Kister.

Decyzja niemieckiego rządu jest niezrozumiała – wskazuje Jan Mosiński, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Prawo powinno być równe dla wszystkich. Nie tylko w Polsce, o co walczymy z opozycją i z częścią sędziów wymiaru sprawiedliwości, ale również na poziomie europejskim – traktatowym. Jeżeli kogoś wydalamy – bo jest osobą, powiedzmy niepożądaną, to wszystkie państwa, które są w Schengen, objęte tą umową – powinny te przepisy stosować. A tak się nie stało – akcentuje parlamentarzysta.

Inaczej na sprawę podważania prawa Unii Europejskiej przez naszych zachodnich sąsiadów patrzy posłowi Witoldowi Zembaczyńskiemu z Nowoczesnej.

– Widać w Bundestagu jest większy pluralizm niż w polskim parlamencie – uważa.

Poseł Adam Andruszkiewicza liczy na dalsze reakcję państwa polskiego w sprawie Ludmiły Kozłowskiej. Poseł oczekuje, że aktywistka będzie uznana za persona non grata i tym samym w ogóle nie będzie wpuszczana do Polski.

– Osoba, która jest niebezpieczna zdaniem państwa polskiego, która jest wypraszana z terenu Unii Europejskiej, aby nie zagrażała naszemu bezpieczeństwu – dzisiaj gości w Bundestagu, gdzie pluje na Polskę. Jest to sytuacja niedopuszczalna. Niemcy na pewno muszą się z tego wytłumaczyć – wskazuje poseł Wolnych i Solidarnych.

Ludmiła Kozłowska do polski przyjechała przed dziesięciu laty. Przez dwa lata była doktorantką Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów w Lublinie. Doktoratu nie zrobiła. Jej konsultantem naukowym był prof. Włodzimierz Osadczy.

– Jest to osoba, która oszukiwała Europejskie Kolegium płacące stypendium, wyłudzała można powiedzieć przez dwa lata stypendia w Polsce. Tym niemniej, mimo tak nagannego zachowania się, zrobiła bardzo szybka karierę – wspomina profesor.

Zniesienia zakazu wjazdu do Polski i Unii Europejskiej dla Ludmiły Kozłowskiej domagają się posłowie Platformy Obywatelskiej oraz między innymi Lech Wałęsa, czy komisarz unijna Elżbieta Bieńkowska.

TV Trwam News/RIRM

drukuj