Wyborcze wykluczanie Polaków

Zbliżają się wybory parlamentarne na Litwie. Polacy z Wileńszczyzny biją na alarm, gdyż Litwini po raz kolejny podejmują działania, które mają zmniejszyć siłę wyborczą polskiej mniejszości. Tym razem, jak przed poprzednimi wyborami, zmienili granice okręgów wyborczych.

 
Główna Komisja Wyborcza „oderwała” kolejne dwie dzielnice wyborcze od rejonu wileńskiego (61 proc. Polaków) i dołączyła je do rejonu malackiego (6 proc. Polaków), co spowoduje rozproszenie polskich głosów i zmniejszy szansę na polski mandat w jednomandatowym okręgu wyborczym. Zdaniem Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka, „zmiany granic okręgów wyborczych na Wileńszczyźnie naruszają prawa mniejszości polskiej”. Biuro zaleciło, aby wybory na Litwie były monitorowane przez obserwatorów międzynarodowych, co nie zdarza się już w krajach należących do Unii Europejskiej.

5-procentowy próg wyborczy
Od wielu lat polskie prawo wyborcze przewiduje preferencje dla mniejszości narodowych. Komitety wyborcze reprezentujące mniejszości m.in. nie muszą przekroczyć 5-procentowego progu wyborczego, jak inne partie w Polsce, aby zdobyć mandaty do Sejmu RP. Na Litwie jest inaczej, niekorzystnie dla mniejszości narodowych.
Do litewskiego Sejmu wybiera się 141 deputowanych, z czego 71 jest wybieranych w okręgach jednomandatowych, a 70 w jednym okręgu wielomandatowym. Od 1996 r. komitety wyborcze reprezentujące mniejszości narodowe obowiązuje 5-procentowy próg wyborczy. W wyniku tej niekorzystnej zmiany przy wyniku 2,98 proc. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie nie przekroczyła progu umożliwiającego udział w dzieleniu mandatów w okręgu wielomandatowym i zdobyła tylko 2 mandaty w okręgach jednomandatowych: Wilno – Soleczniki i Wilno – Szyrwinty. W wyborach, które odbyły się w 2000 r., również w tych okręgach AWPL zdobyła mandaty. W kolejnych wyborach w 2004 r. Akcja poprawiła wynik, osiągając 3,79 proc. poparcia społecznego, ale nie wpłynęło to na zwiększenie liczby mandatów. Dopiero mobilizacja w 2008 r. spowodowała znaczącą poprawę. Choć przy poparciu 4,79 proc. nie przekroczono progu wyborczego, jednak udało się zdobyć trzeci mandat w okręgach jednomandatowych. Mandaty wówczas wywalczyli: Waldemar Tomaszewski w okręgu Wilno – Soleczniki, Michał Mackiewicz w okręgu Wilno – Szyrwinty i – po raz pierwszy – Jarosław Narkiewicz w okręgu Wilno – Troki.
Tendencja z 2008 r. została utrzymana w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W 2009 r. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie dzięki olbrzymiej mobilizacji swoich wyborców uzyskała – idąc w koalicji z mniejszością rosyjską – 8,46 proc. poparcia i mandat eurodeputowanego dla jej lidera Waldemara Tomaszewskiego. Ale w poprzednich wyborach do PE w 2004 r., choć Akcja przekroczyła wymagany 5-procentowy próg wyborczy, uzyskując 5,71 proc. poparcia (w skali kraju na listę Akcji padło wówczas prawie 69 tys. głosów), mandatu nie otrzymała. Główna Komisja Wyborcza, rozdzielając 13 mandatów przypadających Litwie, stwierdziła, że choć lista Akcji przekroczyła wymagany ustawowo próg wyborczy, to nie spełniła dodatkowego warunku dla przydzielenia mandatu, tj. nie otrzymała wyliczonej przez GKW minimalnej kwoty głosów. Zatem w praktyce dla Akcji i jej koalicjanta podniesiono próg wyborczy powyżej wymaganych 5 proc. głosów poparcia, co było sprzeczne z prawem europejskim, które mówi, że próg wyborczy w wyborach do PE nie może być wyższy niż 5 proc. i wszystkie partie, które przekroczą ten próg, powinny partycypować w podziale mandatów. Jednak Litwini bez najmniejszych skrupułów zignorowali głosy prawie 69 tys. swoich współobywateli. Choć w wyborach samorządowych próg wyborczy nie obowiązuje, w ubiegłym roku AWPL uzyskała 6,5 proc. głosów poparcia, co było kolejnym dobrym prognostykiem przed tegorocznymi wyborami do Sejmu. Tendencje te potwierdzają także niektóre sondaże przedwyborcze, przeprowadzane w ostatnich tygodniach na Litwie. Wynika z nich, że AWPL może przekroczyć 5-procentowy próg wyborczy i zdobyć nawet 8 mandatów. Zresztą taki cel przed swoją partią postawił Tomaszewski na ostatnim zjeździe Akcji.

Manipulacje okręgami
Gdy tworzono okręgi wyborcze, skonstruowano je tak, by były maksymalnie niekorzystne dla polskiej mniejszości. Obowiązywała i do dziś obowiązuje jedna podstawowa zasada: rozpuścić polską mniejszość w morzu ludności litewskiej. Zgodnie z tą zasadą rejony wileński (75 tys. wyborców, 61 proc. z nich to Polacy) i solecznicki (31 tys. wyborców, 79 proc. Polaków) zostały podzielone na 5 części, z których 3 zostały dołączone do sąsiednich rejonów zamieszkanych w większości przez ludność litewską (np. Ejszyszki, gdzie mieszka największy procent Polaków na Litwie, „oderwano” od najbardziej polskiego rejonu solecznickiego i dołączono do etnicznie litewskiego rejonu orańskiego, przez co uzyskano w okręgu stosunek Polaków do Litwinów jak 1 do 3). W wyniku takiego podziału tylko w jednym okręgu wileńsko-solecznickim (20 tys. wyborców rejonu wileńskiego i 20 tys. wyborców rejonu solecznickiego) Polacy stanowią zdecydowaną większość i tylko w tym okręgu można mówić o niemal pewnym mandacie dla przedstawiciela polskiej mniejszości. W przypadku zgodnego ze standardami europejskimi podziału na okręgi wyborcze w 4 okręgach Polacy stanowiliby większość i mogli liczyć na tyle mandatów w jednomandatowych okręgach wyborczych.
Okręg wyborczy na Litwie może liczyć od 30 do 45 tys. wyborców. W Kownie, gdzie tradycyjnie zwyciężają litewscy konserwatyści, są okręgi z minimalną liczbą wyborców (ok. 30 tys.), a w Wilnie i na Wileńszczyźnie wszystkie okręgi wyborcze są maksymalnie duże i liczą po ok. 45 tys. osób. Oznacza to, że 90 tys. wyborców w Kownie, podzielonych na trzy okręgi jednomandatowe, będzie miało trzech przedstawicieli w parlamencie, a na Wileńszczyźnie, gdzie dominują Polacy, porównywalna liczba wyborców podzielonych na dwa okręgi wyłoni tylko dwóch swoich przedstawicieli. Skuteczna manipulacja granicami okręgów wyborczych miała miejsce przy okazji wyborów sejmowych w październiku 2008 roku. W Nowej Wilejce Główna Komisja Wyborcza podobnie arbitralnie zmieniła granice okręgu tuż przed mającymi się odbyć wyborami. W tym okręgu, jako jedynym w stolicy, dominują wyborcy stanowiący mniejszości narodowe. W sposób sztuczny dołączono do niego dzielnicę wyborczą Dworczany, w której z 4 tysięcy wyborców absolutną większość stanowią Litwini. Należy nadmienić, że Dworczany ani geograficznie, ani socjologicznie czy narodowościowo nie miały związku z Nową Wilejką i wcześniej przynależały do antokolskiego okręgu wyborczego.
Wyniki wyborów pokazały, że decyzja o przyłączeniu Dworczan do Nowej Wilejki bezpośrednio wpłynęła na wybór kandydata w tym okręgu. Z oficjalnych danych Głównej Komisji Wyborczej wynika, że w okręgu tym zwyciężył kandydat litewski, przedstawiciel partii liberałów i centrystów, który zdobył 4861 głosów i pokonał przedstawiciela Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, na którego głosy oddało 4394 wyborców. Sztuczne dołączenie Dworczan do okręgu nowowilejskiego dało kandydatowi litewskiemu 80 proc. głosów wyborców z Dworczan i tym samym zdecydowało o ostatecznym wyniku wyborów w tym okręgu. Gdyby do okręgu nowowilejskiego nie dołączono Dworczan, przewagę uzyskałby kandydat Akcji Tadeusz Andrzejewski i on zostałby posłem. Widać zatem, że ta metoda mieszania polskich głosów z litewskimi przynosi Litwinom rezultaty i dlatego także przed najbliższymi wyborami sięgnęli po ten instrument.

Dr Artur Górski jest wiceprzewodniczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej.

drukuj