fot. flickr.com

Wrze na linii Turcja – Rosja

Zaostrza się konflikt na Bliskim Wschodzie. Turcja przyłącza się do krytyki Putina i twierdzi, że rosyjskie naloty na cele Państwa Islamskiego w Syrii to wielkie kłamstwo. Ankara grozi Moskwie zerwaniem kontraktów za naruszenie przestrzeni powietrznej, a NATO składa deklaracje ochrony swojego sojusznika.

Rosja prowadzi naloty w Syrii od 30 września i konsekwentnie twierdzi, że bombarduje cele dżihadystów.

– Zdajemy sobie sprawę, jak trudne są takie operacje antyterrorystyczne. Oczywiście jest zbyt wcześnie, aby omówić wyniki bombardowań Państwa Islamskiego, ale to, co zostało zrobione do tej pory zasługuje na pozytywną ocenę – powiedział Władimir Putin, prezydent Rosji.

W te deklaracje wątpią już nie tylko Stany Zjednoczone, ale i NATO. W ich opinii Rosja prowadzi naloty także na oddziały rebeliantów walczących z siłami syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada.

Sytuację zaognia fakt, że w minioną sobotę rosyjski samolot wojskowy naruszył turecką przestrzeń powietrzną w pobliżu syryjskiej granicy. Maszyna została przechwycona przez dwa tureckie myśliwce F-16. Ponadto w poniedziałek myśliwiec nieznanego pochodzenia i stacjonujące w Syrii systemy rakietowe zakłóciły lot patrolowy ośmiu tureckich myśliwców. To poważnie rozgniewało Ankarę. W odpowiedzi na ostatnie wydarzenia  sekretarz generalny NATO zapowiedział, że będzie bronił każdego sojusznika przed ewentualnym zagrożeniem.

– Pokażemy raz jeszcze, że jesteśmy zjednoczeni w obronie naszych wartości – demokracji, praw człowieka i rządów prawa. Jesteśmy zobowiązani do wspierania naszych partnerów i jesteśmy gotowi do obrony każdego sojusznika przed każdym zagrożeniem – oświadczył Jens Stoltenberg.

Szef NATO dodał również, że Sojusz gotowy jest wysłać żołnierzy do Turcji.

Turcja twierdzi, że tylko dwa z 57 ataków prowadzonych przez rosyjskie lotnictwo w Syrii były wymierzone w tzw. Państwo Islamskie. Rosja kurczowo trzyma się swojego stanowiska i odpiera wszelkie zarzuty.


TV Trwam News/RIRM

drukuj