fot. PAP

Wola urzędnika najważniejsza

Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Magdalena Gaj twierdzi, że nie mogła przyznać Fundacji Lux Veritatis praw strony w rozprawie administracyjnej dotyczącej opuszczenia pierwszego multipleksu przez Telewizję Polską. Ale kodeks postępowania administracyjnego wskazuje, że taka decyzja była możliwa, tylko że UKE tak zinterpretował te przepisy, aby wykluczyć Fundację.

Według szefowej UKE, Fundacja Lux Veritatis nie ma interesu prawnego w tym, aby Urząd naprawił własny błąd i zmienił decyzję rezerwacyjną dla TVP, na podstawie której telewizja publiczna wciąż zajmuje miejsce na pierwszym multipleksie (MUX-1) należne Telewizji Trwam. Prezes UKE przyznaje wprawdzie, że w interesie Fundacji leży to, aby TVP zwolniła MUX-1, ale – w jej ocenie – nie można tego interesu powiązać z żadną normą prawa materialnego, która pozwalałaby Fundacji dochodzić przed Urzędem zmiany decyzji rezerwacyjnej wydanej na rzecz Telewizji Polskiej. Dlaczego? Ponieważ telewizję publiczną chroni zasada „ochrony praw nabytych”.

Tak można w skrócie przedstawić odpowiedź prezes Magdaleny Gaj na interwencję poseł Anny Sobeckiej (PiS). Poseł zażądała od UKE wyjaśnień, dlaczego nie przyznał on Fundacji Lux Veritatis praw strony w rozprawie administracyjnej zorganizowanej 10 grudnia ub.r., poświęconej skróceniu terminu rezerwacji częstotliwości dla TVP na MUX-1. Ktoś powie: było, minęło, nie warto kruszyć kopii, skoro Urząd przygotował po rozprawie projekt decyzji, który Fundacja gotowa jest zaakceptować. Niemniej wspomniana wymiana korespondencji ma szerszy wydźwięk. Pokazuje bowiem, że mimo pięknie brzmiących deklaracji pozycja obywatela i przedsiębiorcy wobec urzędu nadal żywo przypomina czasy PRL.

Świadek niewiele może

Status strony pozwala uczestnikowi rozprawy na wgląd do dokumentów, zgłaszanie wniosków dowodowych, zadawanie pytań uczestnikom, słowem – daje mu wpływ na wynik rozprawy i możliwość zaskarżenia decyzji. Fundacja została tych praw pozbawiona. I dlatego dwaj jej przedstawiciele zostali wezwani na rozprawę w charakterze tylko świadków. Natomiast o.Jan Król, który zasiada we władzach Fundacji Lux Veritatis, ale nie był świadkiem, nie został nawet wpuszczony na rozprawę.

Interweniując w tej sprawie, poseł Sobecka zacytowała deklarację umieszczoną na stronach internetowych UKE, w której widnieje m.in., że administracja publiczna „powinna być przyjazna obywatelom i przedsiębiorcom, którzy płacą podatki na jej utrzymanie”, oraz „przyjazna organizacjom pozarządowym, które realizują swoje częstokroć bardzo szczytne cele statutowe i nie chcą być traktowane jak przysłowiowe koło u wozu”. – Dlaczego prezes UKE potraktowała nadawcę Telewizji Trwam wbrew deklaracji? Przecież Fundacja Lux Veritatis realizuje szczytne cele, płaci podatki i nie może być traktowana jak piąte koło u wozu – stwierdziła Anna Sobecka.

Szefowa UKE odpowiada, jakoby nie mogła Fundacji przyznać praw strony w postępowaniu o zmianę rezerwacji TVP, ponieważ byłoby to złamaniem kodeksu postępowania administracyjnego.

Nie każdy pod ochroną

Ciekawie brzmią argumenty, które podaje Magdalena Gaj. „Co prawda możliwość rozpoczęcia wykorzystania częstotliwości przez Fundację jest faktycznie związana z terminem zakończenia wykorzystania tych częstotliwości przez Telewizję Polską SA, jest to jednakże związek o charakterze faktycznym” – wyjaśnia prezes UKE. „Przyjęcie przeciwnej interpretacji prowadziłoby bowiem do wniosku, iż w przypadku pozostawania określonego zasobu częstotliwości w dyspozycji jednego podmiotu, inny podmiot zainteresowany tym samym zasobem częstotliwości mógłby skutecznie żądać wszczęcia postępowania w przedmiocie zmiany tego uprawnienia, które zostało przyznane w decyzji administracyjnej. Przyjęcie takiej interpretacji wydaje się w ocenie prezesa UKE niedopuszczalne w świetle obowiązującej w naszym porządku prawnym zasady ochrony praw nabytych i wymagałoby istnienia przepisu prawa, który wprost przewidywałby taką możliwość” – utrzymuje Magdalena Gaj. Wychodzi więc na to, że interes Fundacji Lux Veritatis wynikający z przepisów ustawy nie daje jej prawa do żądania ochrony ze strony UKE, za to podlegają ochronie Urzędu „prawa nabyte” TVP uzyskane… wbrew ustawie.

Prawo sobie, Urząd sobie

Kodeks postępowania adminis- tracyjnego w art. 28 mówi, że „stroną postępowania administracyjnego jest każdy, czyjego interesu prawnego lub obowiązku dotyczy postępowanie albo kto żąda czynności organu ze względu na swój interes prawny lub obowiązek”. Ten fragment definicji pasuje jak ulał do sytuacji Fundacji Lux Veritatis, która wystąpiła do UKE z żądaniem dokonania czynności w postaci zmiany wadliwej decyzji rezerwacyjnej wydanej dla TVP. Skoro Fundacja miała prawo żądać od UKE dokonania czynności, powinna być także stroną w postępowaniu o zmianę rezerwacji wydanej na rzecz telewizji publicznej. Zwłaszcza że spełniony został także drugi warunek uzyskania przez Fundację statusu strony, jakim jest istnienie związku pomiędzy konkretną normą prawa materialnego a sytuacją prawną Fundacji. Nie ma wątpliwości, że gdyby UKE zastosował przepisy ustawy o cyfryzacji oraz ustawy o radiofonii i telewizji, to sytuacja prawna właściciela Telewizji Trwam uległaby całkowitej zmianie: katolicka stacja mogłaby rozpocząć emisję na MUX-1. W myśl wspomnianych przepisów TVP już 23 sierpnia ub.r. powinna była zejść z multipleksu 1, a zwolnione częstotliwości powinny zostać przyznane niezwłocznie Telewizji Trwam i innym nowym nadawcom wyłonionym w drugim konkursie koncesyjnym przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji.

Jeśli zatem prezes UKE nie przyznała Fundacji Lux Veritatis statusu strony w rozprawie administracyjnej, to nie wynikało to bynajmniej wprost z przepisów postępowania administracyjnego, lecz ze swoistej interpretacji tych przepisów zastosowanej przez Urząd. Interpretacja prawa zaś, jak wiadomo od czasów prof. Lecha Falandysza i jego słynnej „falandyzacji prawa”, zależy w znacznej mierze od dobrej lub złej woli i tego, co się chce osiągnąć.

Małgorzata Goss

drukuj