Wojsko zgubiło 200 min przeciwpancernych. Kierownictwo MON ucieka przed odpowiedzialnością, przerzucając winę na żołnierzy
Niebezpieczna „mina”, na którą nadepnęli wojskowi – armia zgubiła 200 sztuk min przeciwpancernych. Stanowisko stracił odpowiedzialny za logistykę w armii szef Inspektoratu Wsparcia. Winę próbowano zrzucić na szeregowych żołnierzy. Jeden z nich popełnił samobójstwo. Kto ponosi odpowiedzialność polityczną?
4 lipca ze składu amunicji w Hajnówce wyrusza ostatni z trzech kolejowych transportów min. Pociąg jedzie 800 kilometrów – do składu w Mostach pod Szczecinem. Tego samego dnia przed północą wagony z minami docierają na miejsce. Od następnego dnia trwa rozładunek i pojawia się problem. Zajmują się tym nieprzygotowani żołnierze. To rzecz karygodna – zaznaczył Sebastian Trojak, ekspert ds. bezpieczeństwa.
– Ci żołnierze nie znali procedur, nie wiedzieli, jak się zachować. Popełniali podstawowe błędy. To rzecz wskazująca na całkowity paraliż zarządzania, dowodzenia – mówił Sebastian Trojak.
Wyładowane miny złożono na rampie kolejowej, a nie w magazynie. Rozładunek trwał szybko, aby wojsko zwolniło wagony i nie płaciło PKP „osiowego”. Po sześciu dniach okazało się, że w składzie brakuje 200 min. Rozpoczęły się poszukiwania. To pokazuje całkowity bajzel w armii – ocenił poseł Prawa i Sprawiedliwości, Andrzej Śliwka.
Jeżeli po Polsce wzdłuż i wszerz jeździ pociąg, gdzie jest 5 palet min, ponad 200 sztuk min przeciwpancernych, to pokazuje, że nikt nie panuje nad tym, co się dzieje w polskiej armii – wskazał Andrzej Śliwka.
Wagon z minami dotarł m.in. do Szczecina, Warszawy czy Białegostoku. Ładunek namierzono dopiero 16 lipca w magazynie dużej sieci handlowej niedaleko Hajnówki. Kto za ten skandal odpowiada? Minister obrony narodowej, Władysław Kosiniak-Kamysz, odwołał odpowiedzialnego za logistykę w armii szefa Inspektoratu Wsparcia, gen. Artura Kępczyńskiego.
– Tak naprawdę to nadzór cywilny w tej sprawie odegrał kluczową rolę, bo uruchomiliśmy wszystkie procedury – tłumaczył Władysław Kosiniak-Kamysz.
Przewóz ładunków wybuchowych, a szczególnie tak duży transport, powinna nadzorować Żandarmeria Wojskowa i Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Zagubienie 200 min jest czymś niespotykanym – zauważył płk Mieczysław Struś.
– To bardzo groźny incydent. Jest szczególnie niebezpieczny, zwłaszcza dzisiaj, w napiętej sytuacji militarno-politycznej w naszej strefie geograficznej – zwrócił uwagę płk Mieczysław Struś.
Do dymisji natychmiast powinien podać się szef Żandarmerii i szef SKW generał Jarosław Stróżyk – podkreślił były minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak.
– Na czele SKW stoi człowiek, który zajmuje się atakowaniem opozycji, a nie zajmuje się np. zabezpieczeniem bezpieczeństwa transportu amunicji – wskazał Mariusz Błaszczak.
Generał Stróżyk jest bardzo obciążony pracą. Poza kierowaniem Służbą Kontrwywiadu Woskowego wykłada na wojskowej uczelni oraz kieruje komisją do badania rzekomych wpływów rosyjskich za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Minister Kosiniak-Kamysz nie dostrzega błędów generała Stróżyka w sprawie zagubienia 200 min.
– Ja wysoko oceniam działanie czy generała Stróżyka, czy płk Duszy i działania SKW – stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz.
Nie będą także wyciągnięte konsekwencje wobec odpowiedzialnego za logistykę wiceministra obrony narodowej, Cezarego Tomczaka.
– Jestem bardzo zadowolony z działania pana ministra Tomczyka i tutaj jego żadnego zaniedbania w tym względzie nie było – przekonywał szef MON.
O ile w sprawie zagubienia min wina wiceministra Tomczyk może być dyskusyjna, o tyle odpowiada za to, co działo się w wojsku już po ujawnieniu afery. Jak pisze Onet, który opisał cały skandal, winę za zgubienie min próbowano zrzucić na szeregowych żołnierzy. Jeden z nich popełnił samobójstwo, a drugi próbował odebrać sobie życie. Ta sprawa powinna być szybko wyjaśniona. Odpowiedzialność polityczną za całą aferę ponosi też Władysław Kosiniak-Kamysz – zaznaczył Marcin Ociepa, były wiceszef resortu obrony.
– On powinien odpowiedzieć przed opinią publiczną, dlaczego przez kilka miesięcy ukrywał fakt zgubienia min – zauważył Marcin Ociepa.
Opinia publiczna dowiedziała się o aferze pół roku po zniknięciu pięciu palet z 200 minami przeciwpancernymi, które mogłyby wysadzić 2 wieżowce.
TV Trwam News



