fot. pixabay.com

W polskiej debacie publicznej pojawiają się głosy o konieczności utworzenia stałych baz USA w naszym kraju w obliczu zagrożenia ze strony Rosji

Polska powinna wykorzystać reorganizację wojsk USA w Europie – zauważa prezydencki minister Marcin Przydacz. Efektem tego miałaby być stała baza amerykańskich sił w naszym kraju. Tymczasem Państwa Bałtyckie mierzą się z kolejnymi prowokacjami ze strony Rosji.

Stany Zjednoczone reorganizują swoje siły w Europie. W ostatnich dniach powstał szum informacyjny dotyczący liczebności amerykańskich żołnierzy w Polsce. Od rzecznika prezydenta, Rafała Leśkiewicza, słyszmy, że ich liczba nie  zmniejszy się.

– Prezydent uzyskał zapewnienie o niezmniejszaniu sił amerykańskich w Polsce od prezydenta Donalda Trumpa – zaznaczył Rafał Leśkiewicz.

Tylko w środę szef BBN, Bartosz Grodecki, rozmawiał z podsekretarzem ds. polityki w Departamencie Wojny USA – Elbridge’m Colbym, zaś wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdzał obecność wojsk USA w Polsce po rozmowie z gen. Christopherem Mahoney’em. Doniesienia o wstrzymaniu rotacji amerykańskiej brygady pancernej w Polsce mają mieć wyłącznie charakter tymczasowy, co jest normalne przy reorganizacji wojsk.

„Nie ma żadnych decyzji o zmniejszeniu zaangażowania wojsk amerykańskich w Polsce” – zapewnił Władysław Kosiniak–Kamysz.  

Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, docenia współpracę na linii Pałac Prezydencki – resort obrony dotyczącą rozmów z Waszyngtonem. Ale zdaniem prezydenckiego ministra rotacyjna brygada wojsk USA w Polsce to ciągła niepewność. Przekonuje więc, że z chaosu informacyjnego wyłania się temat stałej bazy amerykańskiej w naszym kraju.

– Stała baza jest naszym interesem. My zabiegamy o to, aby te wojska nie wracały do Stanów, tylko zostały na wschodniej flance. I jest ku temu szansa. Tym się zajmuje także i dyplomacja pana prezydenta – zaznaczył Marcin Przydacz.

Senator i generał w stanie spoczynku, Mirosław Różański, nie widziałby efektów stałej bazy amerykańskiej w Polsce.

– Dla mnie ważniejsze byłoby, gdyby na terenie Polski stacjonowały jednostki o charakterze operacyjnym: czy to systemy obrony powietrznej, rakietowej czy w końcu lotnictwo – nawet, jeśli miało by to mieć charakter rotacyjny – wskazał Mirosław Różański.

Z kolei były wiceminister obrony, Wojciech Skurkiewicz z PiS, chciałby stałej bazy USA w Polsce. Niemniej istnieje linia porozumienia między rządzącymi a opozycją. Wyłącznie Stany Zjednoczone są gwarantem bezpieczeństwa, za które m.in. w kontraktach zbrojeniowych słono płacimy.

– Pojawiały się informacje, że Niemcy chcieliby przejąć odpowiedzialność za ochronę wschodniej flanki NATO. Bądźmy absolutnie poważni – tylko Stany Zjednoczone, tylko Amerykanie są gwarantem bezpieczeństwa – akcentował Wojciech Skurkiewicz.

Tymczasem narasta zagrożenie ze Wschodu. Tym razem musiała zmierzyć się z nim Litwa. W środę w parlamencie litewskim, gdy trwała konferencja prasowa, ogłoszono alarm. Członkowie rządu, parlamentarzyści i dziennikarze musieli udać się do schronu.

– Mamy wtargnięcie do litewskiej przestrzeni powietrznej. Aktywowana jest misja akcji powietrznej NATO, której celem jest dron – poinformował Robertas Kaunas, minister obrony Litwy.

W tym samym czasie ogłoszono alarm i zamknięto przestrzeń powietrzną nad dużą częścią Litwy, a mieszkańcom Wilna nakazano się schronić. Dron wleciał znad Białorusi, gdzie od wtorku trwają wspólne manewry z siłami rosyjskimi m.in. z użyciem broni nuklearnej. Sekretarz generalny NATO nie ma pewności, czy dron był białoruski, czy może ukraiński.

– Jeżeli drony pochodzą z Ukrainy, to nie dlatego, że Ukraina chciała je wysłać na Litwę, Łotwę czy Estonię, ale z powodu nielegalnego pełnoskalowego rosyjskiego ataku – tłumaczył Mark Rutte.

Ostatnio podobne incydenty miały miejsce nad Estonią i Łotwą. Po analizach okazało się, że są to ukraińskie, zagubione drony. Według analityków Rosja celowo zagłusza radary ukraińskim bezzałogowcom, by te później wlatywały nad kraje NATO. W efekcie Rosja oskarża Łotwę, że z jej terytorium to Ukraina wystrzeliwuje drony. Przedstawiciel Rosji na forum ONZ zagroził Rydze odwetem.

– Przynależność do NATO nie ochroni popierających terroryzm przed uzasadnioną zemstą – stwierdził Wasilij Niebienzia, stały przedstawiciel Rosji w ONZ.  

Politolog Paweł Wróblewski nie ma wątpliwości, że Polska czy państwa bałtyckie będą coraz częściej narażone na tego typu prowokacje ze strony Rosji. Dlatego Polska powinna starać się o rozbudowywanie sojuszu nie tylko na poziomie deklaracji.

– A właśnie na zacieśnieniu wspólnej współpracy i – co najistotniejsze -ponoszenia realnie wspólnych kosztów. To poczucie ponoszenia kosztów wzajemnie powinno się przekładać proporcjonalnie na wzajemne zyski – podkreślił dr Paweł Wróblewski.

Już w piątek powinniśmy zobaczyć jeden z efektów współpracy. Do bazy w Łasku trafią dwa pierwsze egzemplarze myśliwców F-35. Polska będzie pierwszym krajem ze wschodniej flanki NATO z myśliwcem piątej generacji.

TV Trwam News

 

 

drukuj