fot. PAP/Adam Warżawa

W pobliżu portu w Gdańsku trwa protest rybaków rekreacyjnych

Rybacy rekreacyjni rozpoczęli dziś rano protest. Armatorzy pływają w pobliżu portu w Gdańsku, ale nie blokują dostępu. Akcja protestacyjna ma trwać do odwołania.

Właściciele kutrów domagają się odszkodowania dla armatorów jednostek rybołówstwa rekreacyjnego za wprowadzenie przez Komisję Europejską zakazu połowów dorsza.

Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej zapowiedziało, że do końca II kwartału do wędkarzy trafi 20 mln zł.

Według protestujących to za mało. Wskazują, że potrzeba blisko 150 mln zł. Pieniądze mają trafić m.in. na złomowanie jednostek i rekompensaty dla załóg.

MGMiŻŚ jest otwarte na dialog, jednak – jak podkreśla szef resortu Marek Gróbarczyk – kwoty zaproponowane przez protestujących są niemożliwe do zrealizowania. Minister zaapelował też, by w tym trudnym czasie rybacy odstąpili od blokowania portów.

– Słowa, które używają w zakresie blokowania i oddziaływań siłowych, w zakresie blokowania strategicznych dla Polski portów i innych przedsiębiorstw, innych operatorów, którzy nie dostają wsparcia państwowego w ramach swojej działalności w portach, jest ogromnym nadużyciem i łamaniem prawa; nie powinno mieć miejsca. Jeszcze raz do nich kieruję apel, aby zaniechali tego typu działalności, tego typu protestów, w tak trudnym dla Polski momencie – powiedział Marek Gróbarczyk.   

Tzw. rybacy rekreacyjni są w ciężkim położeniu po decyzji UE, które wprowadziły od stycznia br. zakaz połowu dorsza we wschodniej części Bałtyku. Rygory zostały wprowadzone w związku z fatalnym stanem populacji tego gatunku w wodach Bałtyku.

 

RIRM

drukuj