fot. pixabay.com

W niedzielę odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech

Już w niedzielę przy urnach wyborczych węgierscy obywatele zdecydują o przyszłości swojego kraju. Wybory przez ekspertów są uznawane za jedne z najbardziej nieprzewidywalnych w ostatnich latach.

Węgierski system wyborczy ma charakter mieszany. Każdy wyborca dysponuje dwoma głosami – jednym na kandydata w jednomandatowym okręgu, drugim na listę partyjną. Jak podkreślają eksperci, rozwiązanie to znacząco wpływa na końcowy wynik wyborów.

– Bardzo promuje mniejsze ośrodki, mniejsze miasta, wsie – wskazuje politolog dr Marek Popieralski.

System ten sprzyja dużym ugrupowaniom, ale jednocześnie – poprzez konstrukcję okręgów – daje relatywnie większy wpływ wyborcom z mniejszych miejscowości. W efekcie końcowy rezultat nie zawsze odzwierciedla dokładnie procentowe poparcie znane z sondaży.

Głosowanie odbędzie się w godzinach od 6.00 do 19.00. Na rezultaty czeka nie tylko krajowa opinia publiczna, ale również środowiska polityczne w całej Europie.

– Viktor Orban jest postacią nie tyle ważną jedynie dla Węgier, co dla całej europejskiej prawicy, może nawet światowej. Z tego względu nic dziwnego, że oczy tejże prawicy są zwrócone teraz na Węgry – mówi dr Marek Popielarski.

Istotną różnicą między systemem węgierskim a polskim jest brak klasycznej ciszy wyborczej. Kampania może trwać niemal do końca głosowania, z wyjątkiem bezpośredniego otoczenia lokali wyborczych. W Polsce natomiast agitacja kończy się na 24 godziny przed wyborami, a publikacja sondaży jest zabroniona – tłumaczy politolog dr Aleksander Kozicki.

– Można to określić na kilka dni przed wyborami, że różnice na pewno nie są duże. Natomiast reszta już jest publicystyką – mówi dr Aleksander Kozicki.

Według ekspertów tegoroczny wynik pozostaje otwarty, a różnice między głównymi siłami politycznymi są niewielkie. Ostatnie sondaże pokazują, że realną szansę na zwycięstwo ma opozycyjna partia TISZA kierowana przez Petera Magyara. Pojawiają się także scenariusze zakładające zdobycie przez nią większości konstytucyjnej. W kampanii nie brakuje ostrych wypowiedzi. Premier Orban mobilizuje swoich zwolenników, podkreślając rosnącą siłę swojego obozu.

– Byliśmy zastraszani, atakowani, obrażani i traktowani niegrzecznie w przestrzeni cyfrowej. (…) Nawet wtedy było nas więcej. Oni byli głośni, a my cisi. Stanowiliśmy milczącą większość. W ciągu ostatnich trzech tygodni to się zmieniło. Jesteśmy głośną większością. Pokażmy im! Naprzód, Fidesz! – zaznacza premier Viktor Orban.

Szef rządu przekonuje, że jego polityka pozwoliła Węgrom zachować niezależność w kluczowych obszarach, takich jak migracja, energetyka czy relacje międzynarodowe. Ostrzega również, że zwycięstwo opozycji może oznaczać większy wpływ instytucji unijnych na sprawy wewnętrzne państwa. Z kolei lider opozycji wskazuje na historyczny charakter nadchodzących wyborów i apeluje o mobilizację wyborców.

– To będą decydujące wybory. Nikt nie może teraz siedzieć w domu. Nie wiemy, od ilu głosów będzie zależała całkowita zmiana ustroju – mówi Peter Magyar.

Wśród głównych tematów kampanii znalazły się kwestie suwerenności, relacji z Unią Europejską, a także polityki wobec wojny na Ukrainie. Zwolennicy rządu podkreślają potrzebę utrzymania niezależnego kursu, natomiast opozycja zapowiada większą współpracę z Brukselą i odblokowanie funduszy unijnych.

Tegoroczne wybory przynoszą także zmiany proceduralne. Każdy wyborca otrzyma kartę z indywidualnym oznaczeniem wodnym, a koperty będą wydawane na żądanie. Ma to usprawnić zarówno proces głosowania, jak i późniejsze liczenie głosów. Niedzielne głosowanie może okazać się momentem przełomowym nie tylko dla samych Węgier, ale również dla układu sił politycznych w całej Europie.

TV Trwam News

drukuj