fot. pl.wikipedia.org

Ursus podbija zachodnie rynki

Polskie ciągniki Ursus wyruszają na podbój zachodnich rynków. Po usunięciu administracyjnych barier liczba sprzedawanych za naszą zachodnią granicę traktorów z lubelskiej fabryki zwiększyła się czterokrotnie.

Ciągniki Ursus miały do tej pory problemy z homologacją w Niemczech. Wicepremier Mateusz Morawiecki zainterweniował w tej sprawie u swojego niemieckiego odpowiednika. Każdy przedsiębiorca może liczyć na wsparcie polskiego rządu – także wojewodów. Koniec z obojętnością mówi wojewoda lubelski prof. Przemysław Czarnek.

Te problemy zostały rozwiązane przez pana wicepremiera Morawieckiego, jego osobiste wsparcie Republiki Federalnej Niemiec. Spowodowano odblokowanie rynku niemieckiego dla ciągników „Ursus”.  Dla ciągników, które są sprzedawane już nawet w Tanzanii, na rynkach Dalekiego Wschodu. W Polsce na przestrzeni czterech ostatnich lat osiągnęły 8,5 procent udziału w rynku krajowym. Teraz wchodzą one na rynek niemiecki. Zamówień jest coraz więcej, w zasadzie one czterokrotnie się zwiększyły od momentu odblokowania rejestracji w Niemczech – mówi prof. Przemysław Czarnek.

Ciągniki powstające w lubelskiej fabryce Ursus to samodzielna produkcja. Pomysł, wygląd i technologia są autorskim osiągnięciem inżynierów i pracowników Ursus-a. Produkowanych jest tu wiele podzespołów m.in. kabiny ciągnikowe oraz układy przeniesienia napędu, które są oczkiem w głowie fabryki. Ursus nie jest jedynie montownią – podkreśla dyrektor handlowy Marek Włodarczyk.

– Jesteśmy w tej chwili, w trakcie montażu skrzyń biegów, tylnych mostów do naszych ciągników. Są one produkcji Ursus. A za chwilę uruchamiamy bardzo zaawansowaną technologicznie transmisję do ciągników ciężkich. Ona u nas nazywa się WIGUS i bije na głowę wszystkie dostępne w tej chwili na świecie transmisje, jakie są montowane w ciągnikach – zaznacza Marek Włodarczyk.

Jedynym elementem sprowadzanym do ciągników Ursus są silniki dwóch renomowanych firm: „Perkins” i „Dojs”. Ciągniki to nie jedyny hit fabryki Ursus-a. Testowany jest obecnie supernowoczesny autobus elektryczny, który bez ładowania może przejechać do 150 km, zabierając 75 osób.

– Cały szkielet, tworzywa, plastiki, wyposażenie, siedzenia i inne elementy są wyłącznie z Polski. Natomiast kupujemy baterie, przetwornicę i silnik elektryczny – mówi Jan Wielgus, prezes Ursus Bus.

Ten autobus to jednak jednostka testowa. Obecnie przygotowywany jest już kolejna wersja tego pionierskiego pojazdu o napędzie wodorowym dla której pokonanie 400 km – bez ładowania – nie będzie stanowiło żadnego problemu. Ursus chce także wystartować do przetargu na dostawę średniej wielkości samochodów opancerzonych dla armii.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj