Umowę trzeba zmienić

Z Piotrem Woźniakiem, ministrem gospodarki w rządzie PiS, rozmawia Paweł
Tunia

Umowa gazowa między Polską a Rosją ma być zgodna z europejskimi regulacjami,
co zapowiedział unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger. Czy przyjęcie
tych regulacji może spowodować, że umowa będzie bardziej korzystna dla Polski?

– Komisarz Oettinger po spotkaniu z delegacją z Polski powiedział, że jest
optymistą i wierzy w to, iż Polska i Rosja są w stanie zawrzeć umowę na zasadach
zgodnych z prawem europejskim. A to znaczy, że odesłał strony do dalszych
negocjacji w celu dostosowania tej umowy do podstawowych praw, które zostały
złamane, a mówię to na podstawie listu komisarza Oettingera do ministra
gospodarki Rosji Siergieja Szmatko. Z tego, co tam jest, wynika, że zapisy w
umowie są kuriozalne. Wyraźnie nie zajęli się sprawą fachowcy, jeśli chodzi o
naszą stronę. Usiłuje się złamać prawo europejskie, które ma za zadanie zbudować
jeden rynek na energię. Można tu zrozumieć pozycję Gazpromu, któremu to psuje
plany i jest wbrew jego interesom. Najwyraźniej zabrakło po polskiej stronie
fachowców, bo tu nie chodzi o jakieś detale, ale zupełnie podstawowe sprawy.
Trudno oceniać kwestię korzyści z tej umowy, bo my jej nie znamy. Komisarz
europejski ją zakwestionował. Nie można zakładać, że Polska strona nie wiedziała
o tym, iż łamie podstawowe przepisy rynkowe.

Prezydent Lech Kaczyński był zaniepokojony umową. Obecny prezydent Bronisław
Komorowski i koalicja rządząca, której przewodzi premier Donald Tusk, wydają się
nie być tym zmartwieni…

– Nie znam dokładnie nastrojów rządzących. Komisarz odesłał strony do stołu
negocjacyjnego i dał do zrozumienia, że mają się dogadać, by nie łamać prawa
europejskiego.

Komu zależy na tym, żeby Polska kupowała gaz w Rosji przez długie lata i
drożej za niego płaciła?

– Głównym zainteresowanym jest oczywiście Gazprom. Jego celem jest
zmonopolizowanie rynku europejskiego. Wszystkie liberalizacyjne pakiety
klimatyczno-energetyczne idą w poprzek ich interesów. Nie mogą tego oficjalnie
zwalczyć, bo trudno, żeby jeden kraj dyktował drugiemu lub grupie krajów, jaką
ma prowadzić politykę, wobec tego próbują to demontować na poziomie technicznym.
Pakiety i determinacja KE są takie, by utworzyć jednolity rynek gazu i energii,
by doprowadzić do absolutnej swobody obrotu tymi towarami dla wszystkich
podmiotów: sprzedających, kupujących i pośredników. Jeżeli Gazprom będzie chciał
się temu przeciwstawiać, to mamy próbę sił między nim a UE, ale akurat padło to
na nasz kontrakt gazowy.

Czy ta umowa nie powinna zostać wycofana, skoro pojawia się wokół niej tyle
kontrowersji?

– Umowa się sama zablokowała, bo w tym kształcie, w jakim jest, nie może być
zawarta i Komisja na to nie pozwoli. My mamy swobodę zawierania umów handlowych,
ale w granicach europejskiego prawa. Jeśli Komisja mówi: łamiecie podstawowe
prawo, no to albo trzeba od tego odstąpić, albo to naprawić. KE patrzy przede
wszystkim na takie rzeczy, jak uprawnienia operatora systemu przesyłowego czy
sposób dostępu strony trzeciej, a tu w tych fundamentalnych sprawach prawo może
być naruszone.
Włochy czy Niemcy mają zdywersyfikowany portfel dostaw. To nie jest taka
sytuacja, że 90 procent importu idzie z jednego kierunku. Niemcy mają modelowo
zdywersyfikowany portfel dostaw: po 30 procent dostaw ze Skandynawii, z własnego
wydobycia i z Rosji. Gdybyśmy mieli taki portfel, to nie byłoby problemu. Wtedy
jest swoboda w negocjowaniu ceny, długości umowy, ma się świetną pozycję
negocjacyjną, a ktoś, kto ma 90 procent dostaw od jednego partnera, jest pod
kreską. Trudno mi odczytać to, co rząd robi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj