fot. facebook.com

Ukraina: uszkodzono polski autobus na jednym z parkingów na obwodnicy Lwowa

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin potępił w niedzielę uszkodzenie polskiego autobusu na jednym z parkingów na obwodnicy Lwowa. Ocenił, że była to prowokacja, której celem jest zerwanie środowej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie.

Do incydentu doszło w sobotę późnym wieczorem. Pod autobus z polskimi numerami rejestracyjnymi, zaparkowany przed hotelem pod Lwowem, rzucono najprawdopodobniej ładunek wybuchowy – doniosły lwowskie media.

Polscy dyplomaci na Ukrainie powiedzieli PAP, że autobusem podróżowała grupa turystów z Polski. W momencie zdarzenia w pojeździe nikogo nie było. Media piszą, że autobus ma uszkodzoną karoserię i jedną z bocznych szyb.

„Stanowczo potępiam prowokację wobec polskiego autobusu na parkingu w pobliżu Lwowa. Obeszło się bez ofiar!” – skomentował na Twitterze szef ukraińskiej dyplomacji.

„Ktoś usilnie stara się skłócić nas z Polską i zerwać wizytę prezydenta Andrzeja Dudy. Zrobimy wszystko, by wyjaśnić okoliczności tego incydentu. A prowokatorów zapewniam, że nic im z tego nie wyjdzie” – napisał Pawło Klimkin.

Głos w sprawie zdarzenia zabrał także szef państwowej administracji obwodowej we Lwowie Ołeh Syniutka.

„Uważam, że robi się to po to, by zerwać wizytę prezydenta Polski na Ukrainie i doprowadzić do pogorszenia stosunków między sąsiadami” – oświadczył, cytowany przez portal Zaxid.net (czyt. Zachid.net).

Prezydent Andrzej Duda odwiedzi Ukrainę w środę 13 grudnia. Uda się do Charkowa, gdzie spotka się z prezydentem Petrem Poroszenką. Głównym tematem rozmów będzie polityka bezpieczeństwa w kontekście sytuacji na wschodniej Ukrainie, gdzie trwa konflikt ze wspieranymi przez Rosję separatystami – podała kancelaria prezydencka.

Prezydent Duda spotka się także z obserwatorami Specjalnej Misji Monitoringowej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i złoży hołd polskim żołnierzom zamordowanym przez NKWD, którzy pochowani są na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie.

PAP/RIRM/TV Trwam News

drukuj