UE – Japonia: Nie ma porozumienia o wolnym handlu

Dawid Nahajowski rozmawia z prof. Mirosławem Piotrowskim, posłem do Parlamentu Europejskiego

DN: W parlamentarnym kalendarzu kolor zielony oznacza zewnętrzne działania posłów. Jest to czas, w którym eurodeputowani pracują w swoich okręgach wyborczych, ale nie tylko. W tym okresie zaplanowane są również spotkania międzyparlamentarne w krajach nienależących do Unii Europejskiej. Nie tak dawno odbyło się 34 międzyparlamentarne spotkanie Unia Europejska – Japonia, w którym Pan uczestniczył. Czego ono dotyczyło?

MP: Posłowie do PE już po raz 34 spotkali się z posłami dwóch izb, niższej i wyższej parlamentu Japonii w Tokio. To, że parlamentarzyści japońscy przyjeżdżają do Brukseli, a następnie eurodeputowani składają im rewizytę, jest już tradycją. Podczas ostatniego spotkania poruszano wiele problemów dotyczących UE i Japonii. Jednym z najbardziej istotnych tematów było podpisanie porozumienia o wolnym handlu z Japonią.

DN: Tego porozumienia jeszcze nie ma. Jakie jest stanowisko japońskiego rządu w tej sprawie?

MP: Władze Japonii nie kwapią się do podpisania tego porozumienia. Większość posłów w japońskim parlamencie jest sceptyczna względem tego porozumienia z powodów tradycyjnie izolacjonistycznych. Przypomnieć należy, że Japonia niechętnie wpuszcza do siebie obcych inwestorów, koncentrując się na własnych produktach, tzn. samochodach, elektronice (np. magnetofonach, telefonach komórkowych). Japończycy opierają się po prostu trendom globalizacji.

DN: Wiadomo, że UE szuka strategicznych partnerów, ale nie robi tego bez przyczyny. Jak pan ocenia strategiczne relacje pomiędzy UE a Japonią, mając na uwadze różnice interesów obydwu stron?

MP: UE występuje jako całość, zwłaszcza po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego, czyli reprezentuje 27 krajów i ponad 500 mln obywateli. Dla UE Japonia jest drugim co do wielkości krajem w Azji (po Chinach) z którym prowadzi dobre interesy. Politycy japońscy nie ulegają trendom ani modom politycznym, czyli tzw. political correctness. Oni po prostu dbają o interes własnego kraju. Uważają, że Japonia świetnie się rozwija, pomimo zadłużenia (które ma u własnych obywateli) i że taki stan należy zakonserwować.

DN: Kto kogo bardziej potrzebuje, UE Japonii, czy Japonia UE?

MP: Aktualnie UE potrzebuje Japonii. Patrząc jednak od strony Japonii, rząd tego kraju ma podejście pragmatyczne i nawiązuje kontakty z najsilniejszymi krajami UE, takimi jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy czy Włochy odrębnie i próbuje intensyfikować swoje działania w tych kierunkach, lekko omijając UE.

DN: Niektóre osoby zarzucają, że tego typu wyjazdy europosłów są po prostu wycieczkami. Mają rację?

MP: Parlament Europejski utrzymuje kontakty z niemal wszystkimi parlamentami na świecie, stąd też posłowie do PE wizytują najdalsze zakątki świata. Europarlament chcąc bronić się przed tego typu zarzutami nadmiernie napina swój program. Podczas takich wyjazdów każdy dzień jest zaplanowany od rana do późnego wieczora, a w ciągu dnia odbywa się po kilka – kilkanaście spotkań roboczych (np. z parlamentarzystami, z przedstawicielami biznesu). Nawet jeżeli jesteśmy zapraszani na lunch, to jest to lunch roboczy. W trakcie wyjazdu nie ma przewidzianego czasu np. na zwiedzanie.

DN: Komunikacja w Tokio musi być świetnie zorganizowana. Jest to wielomilionowe miasto. Superszybką koleją podróżuję się tam na porządku dziennym…

MP: Władzom japońskim udało się przekonać obywateli, że używanie samochodu jest niedobrym rozwiązaniem m.in. dlatego, że trudno jest znaleźć miejsce do parkowania w ciągu dnia. Dlatego ludzie przesiedli się do metra i pociągów. Szybkie pociągi tzw. Shinkanseny, poruszające się z prędkością do 300 km/h, naprawdę robią ogromne wrażenie. Są to bardzo szybkie i wygodne pociągi. Według oficjalnych danych wszystkie szybkie pociągi w ciągu roku spóźniają się łącznie 36 sekund. Nasza parlamentarna delegacja korzystała z nich, udając się do Fukushimy, gdzie miało miejsce trzęsienie ziemi i katastrofa związana z elektrownią atomową, a także dalej, aby zobaczyć jak władze Japonii radzą sobie ze skutkami tsunami.

DN: No właśnie, jak rząd Japonii radzi sobie ze skutkami trzęsienia ziemi czy tsunami?

MP: Jako delegacja PE mieliśmy okazję zapoznać się ze skutkami tsunami, ale także rozmawialiśmy z osobami odpowiedzialnymi za odbudowę. Japończycy radzą sobie świetnie. Natychmiast zorganizowali sobie domki campingowe, ale o nieporównywalnie wyższym standardzie nie tylko w stosunku do Polski, ale także do UE. Zabezpieczono te obszary przed kolejnymi katastrofami i już buduje się nowe osiedla, rozdziela się też finanse dla osób, które chcą same budować. Są to kwoty nawet rzędu 1 miliona złotych na rodzinę.

DN: W ubiegłym roku Parlament Europejski odrzucił porozumienie ACTA (umowę handlową dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrobionymi), nie czekając na orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który miał stwierdzić czy umowa ta jest zgodna z prawem europejskim. ACTA dotyczy m.in. spraw Japonii. Jak władze tego kraju postrzegają decyzję Parlamentu Europejskiego w tej kwestii?

MP: Władze Japonii są bardziej niż niezadowolone z takiej decyzji Parlamentu Europejskiego. Pomimo, że przywódcy niektórych państw członkowskich, w tym Donald Tusk, przyjęli zapisy ACTA, Parlament powiedział „nie” umowie i ACTA nie obowiązuje na terenie całej UE. Strona japońska niejednokrotnie wyrażała swoje oburzenie, z kolei delegacja PE chciała skłonić parlamentarzystów i rząd japoński do podpisania umowy o wolnym handlu. Przewodniczący naszej delegacji ciągle to podkreślał, natomiast strona japońska odbijała piłeczkę, tłumacząc, że nie mogą tego zrobić, jeżeli UE dopuszcza na swoim terenie obrót towarami podrobionymi. My natomiast argumentowaliśmy odrzucenie ACTA obawą o zablokowanie swobody przekazywania informacji w Internecie.

DN: Widać wyraźnie, że różnice poglądowe UE i Japonii przeszkadzają w bilateralnych stosunkach, prawda?

MP: Z jednej strony hasłem UE jest Jedność w różnorodności i w związku z tym oficjalnie UE akceptuje tę różnorodność także na gruncie zewnętrznym. Japonia jest krajem dość specyficznym, dlatego potrzeba prowadzenia intensywnej wymiany w perspektywie długoterminowej. To było już 34 międzyparlamentarne spotkanie UE i Japonii. Rozmawiając z japońskimi politykami, podkreślałem, że pomimo dystansu wiele nas łączy. Polskę i Japonię dzieli tylko jeden kraj – Rosja, a w przeszłości mieliśmy bardzo dobre kontakty zarówno w czasie
I Wojny Światowej, przed I Wojną i w czasie II Wojny Światowej, kiedy Japonia nie zamknęła polskiej ambasady, mimo, że Niemcy toczyły wojnę z Polską.

DN: Jako poseł do PE był Pan też członkiem delegacji do spraw stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, Australią i Nową Zelandią. Cel Pana wizyty w Nowej Zelandii był podobny?

MP: Program tamtej wizyty nie odbiegał od tego, który mieliśmy w Japonii. Były spotkania z parlamentarzystami, na uniwersytecie (celem nawiązania kontaktów naukowych) oraz ze środowiskami biznesowymi. Warto dodać, że Polska w Nowej Zelandii postrzegana jest jako kraj niezwykle interesujący, a Polacy są tam bardzo cenieni. Polska powojenna emigracja budowała Nową Zelandię, dała podwaliny elitom, zorganizowano tam szeroko rozumianą kulturę czy też związki sportowe i społeczne. Kiedy tam byłem w ramach delegacji PE i dowiedziano się, że wśród członków delegacji jest Polak, bardziej interesowano się mną niż europosłami z Niemiec, Anglii czy z Francji. W Nowej Zelandii Polak ma markę, lepszą niż mercedes w Europie. Dochodzi tam nawet do tego, że jeśli ktoś w towarzystwie chce się pochwalić, to mówi, że zna Polaka, a jeśli nie zna Polaka, to chwali się, że zna kogoś, kto zna Polaka.

DN: Jak długo leci się z Warszawy do Nowej Zelandii?

MP: Podróż trwa bardzo długo. Sam lot z Europy trwa ponad dobę.

DN: Dziękuję za rozmowę.

RIRM

drukuj