
Autorstwa Nieznany - Fotografia z Archiwum Zgromadzenia FSK - skan mój, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12492082
[TYLKO U NAS] S. R. Podgórska: Matka Elżbieta Czacka nigdy nie traciła nadziei. Wszystko zawierzyła Panu Bogu i ofiarowała Mu swoje przyszłe, przeszłe i teraźniejsze krzyże
Matka Elżbieta Róża Czacka była hrabianką, arystokratką, która w wieku 22 lat straciła całkowicie wzrok. „Jako młoda osoba miała wiele kłopotów zdrowotnych, a potem (gdy założyła już Zgromadzenie) w 1921roku miała dwie operacje nowotworowe. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi istnieje od 10 lat, Zgromadzenie od 3 lat i nagle jakby wszystko się przycina, przepaść, a Matka Elżbieta nie traci nadziei. W tym momencie przed operacjami zawierza wszystko Panu Bogu i ofiarowuje swoje krzyże przeszłe, przyszłe i teraźniejsze, i rzuca się w tę głębię oceanu zaufania Panu Bogu” – powiedziała s. Radosława Podgórska FSK, odpowiedzialna za sprawy procesu i beatyfikacji Matki Elżbiety Róży Czackiej.
Róża Czacka zanim stała się siostrą, zanim stała się franciszkanką – była arystokratką, hrabianką – powiedziała s. Radosława Podgórska FSK.
– Urodziła się w 1876 roku w Białej Cerkwi na Ukrainie. Ten pałac istnieje do tej pory. Mieści się w nim obecnie szkoła muzyczna. Róża Czacka była chrzczona w tamtejszym kościele. W tym momencie jest on przerobiony na salą koncertową, ale od czasu do czasu można odprawić tu Mszę św. Ich dobra rodzinne znajdowały się bardziej na zachód, natomiast po szóstym roku życia Róży rodzice zdecydowali, że przyjadą do Warszawy, żeby dać lepsze wykształcenie swoim dzieciom. Róża Czacka miała jeszcze trójkę rodzeństwa (siostrę i dwóch starszych braci), ona była najmłodsza, może najbardziej delikatna, najbardziej wrażliwa, od dzieciństwa trochę słabiej widziała – wyjaśniła.
Brak dobrego wzroku naznaczyło życie Róży Czackiej.
– Już jako Matka Elżbieta wspominała, że gdy byli na przejażdżkach konnych przez piękne bezkresne przestrzenie na Ukrainie, bracia opowiadali o jakiś szczegółach, których Róża nie zauważała i potem się zorientowała, że już od najmłodszych lat wzrok miała słabszy od innych. Mówiła, że od dzieciństwa była bardzo wrażliwa, często płakała przez co starsze rodzeństwo się z niej śmiało. Wspominała też, że jej dzieciństwo było dosyć trudne i przykre – zaznaczyła siostra odpowiedzialna za sprawy procesu i beatyfikacji Matki Elżbiety Róży Czackiej.
W Warszawie rozpoczęły się kolejne piękne, ale również trudne epizody w jej życiu – wspominała s. Radosława Podgórska FSK.
– U boku babki Pelagii, która była mamą kard. Włodzimierza Czackiego, uczyła się czytać po francusku przez naśladowanie. Babka uczyła ją wielu modlitw na pamięć, jakby intuicyjne wiedziała, że Róża może mieć problemy ze wzrokiem (…) Nadszedł czas, kiedy Róża będąc na przejażdżce ze swoimi braćmi spadła niefortunnie z konia. Ten wypadek sprawił, że w ciągu trzech lat zaczęła tracić wzrok. Odklejały się najprawdopodobniej siatkówki, ale do tego były jeszcze inne komplikacje. Rodzice, jak i Róża, przeżywali swoisty dramat, że ich córka nie będzie widzieć, więc w ich życiu nastąpiła diametralna zmiana. Wcześniej Róża uczestniczyła w różnych przyjęciach arystokracji, pięknie tańczyła, a potem stało się tak, że zaczęła unikać tych spotkań. Powodem były różne przykre sytuacje, gdy np. zaczęła potykać się o krzesła – przypomniała s. Radosława.
W wieku 22 lat Róża Czacka otrzymała surową diagnozę.
– Młody lekarz, okulista Bolesław Ryszard Gepner (może młodzi ludzie mają więcej odwagi) powiedział: „Niech panna hrabianka nie jeździ do okulistów, bo to nic nie da, niech się zajmie sprawą niewidomych, którymi nikt się nie zajmuje” – przytoczyła historię siostra ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża.
Jak zaznaczyła s. Radosława, postawa lekarza ogromnie ją zaskoczyła, ponieważ pomimo przekazania tak trudnej sprawy, nie pozostawił jej bez nadziei.
– Miał tę odwagę i Matka Elżbieta zawsze uważała go za drugiego założyciela dzieła, którego się podjęła – dodała.
Róża Czacka zajęła się opieką nad niewidomymi, ale najpierw sama rozpoczęła rehabilitację.
– Uczyła się brajla, nauczyła się życia jako osoba niewidoma i w tym czasie jeździła do różnych ośrodków w Europie, które były o wiele bardziej rozwinięte i tam poznawała, jak można pracować z osobami niewidomymi, a jednocześnie sama będąc niewidomą wiele się uczyła – dodała s. Radosława Podgórska FSK.
Oprócz utraty wzroku Matka Róża Czacka była wątłego zdrowia – zwróciła uwagę siostra odpowiedzialna za sprawy procesu i beatyfikacji Matki Elżbiety Róży Czackiej.
– Jako młoda osoba miała wiele kłopotów zdrowotnych, a potem (gdy założyła już Zgromadzenie) w 1921 roku miała dwie operacje nowotworowe. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi istnieje od 10 lat, Zgromadzenie od 3 lat i nagle jakby wszystko się przycina, przepaść, a Matka Elżbieta nie traci nadziei. W tym momencie przed operacjami zawierza wszystko Panu Bogu i ofiarowuje swoje krzyże przeszłe, przyszłe i teraźniejsze, i rzuca się w tę głębię oceanu zaufania Panu Bogu – dodała.
Pierwsza działalność Towarzystwa rozpoczyna się w Warszawie.
– Zaczęło się niepozornie, bo od kilku morgów ziemi podarowanych przez państwa Daszewskich, i Laski wyrastały w bardzo skromnych warunkach. Budowano dom za domem, aż rozrosły się do – można powiedzieć – małego miasteczka, bo obecnie to jest ok. 70 budynków na kilkudziesięciu hektarach. W Laskach uczy się ok. 200 dzieci. Już nie tylko z całej Polski, ale także z zagranicy. Mamy wychowanków również zza wschodniej granicy i dzieciaki mogą się uczyć już od przedszkola aż do ukończenia szkoły średniej, czyli możemy zapewnić im ten rozwój aż do przygotowania ich do pełnoletności, aby mogli iść w dorosłe życie, do podejmowania samodzielnych ról w życiu społecznym – wskazała s. Jana Maria Ściga FSK, kierowniczka Internatu Dziewcząt w Laskach.
Jak przyznała Jadwiga Borek, absolwentka i pracownik Biblioteki dla Niewidomych, Laski to miejsce zwyczajne, ale wyjątkowe.
– Laski są miejscem, gdzie żyją zwykli ludzie, gdzie wszystko jest wykonywane, robione w prostocie, gdzie po prostu ludzie uśmiechają się, mają swoje trudności, mają swoje troski, bo nigdy ich nie brakowało nawet wtedy, kiedy Matka Elżbieta żyła, to tak samo tych trudności nie brakowało, a były jeszcze większe. Wiele osób może o tym zaświadczyć. To jest przede wszystkim dom, do którego się wraca, do którego można chętnie wracać – dodała.
radiomaryja.pl


