fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. W. Osadczy o nominacji Bartosza Cichockiego na nowego ambasadora RP na Ukrainie: Jest to tylko zmiana kosmetyczna

Jestem przekonany, że jest to tylko zmiana kosmetyczna. Natomiast na pewno nie zajdą jakieś konkretne zmiany w polityce zagranicznej – powiedział prof. Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum Ucrainicum KUL, w rozmowie z portalem Radia Maryja. Historyk odniósł się do nominacji Bartosza Cichockiego na ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej na Ukrainie.

Jeżeli chodzi o pana Bartosza Cichockiego, to miałem dość wątpliwą przyjemność spotkania się z nim – powiedział prof. Włodzimierz Osadczy.

– Bartosz Cichocki pełnił wówczas rolę wiceministra na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w trakcie konferencji poświęconej stosunkom polsko-ukraińskim. Podczas zadawania pytań panu ministrowi, który bardzo krótko zaszczycił to spotkanie swoją obecnością, dotyczących chociażby dyskryminacji Polaków, którzy dostają zakaz wjazdu na Ukrainę ze względu na działalność na rzecz pamięci Kresów, był tam obecny m.in. pan Zdzisław Koguciuk, któremu strona ukraińska dała zakaz wjazdu na Ukrainę. Powiedział, że to jest sprawa suwerenna Ukrainy, natomiast o suwerenności państwa polskiego i o dbałości o swoich obywateli nic nie wspomniał. Również zbył i zdawkowo odpowiedział na pytanie dotyczące dyskryminacji Kościoła Rzymskokatolickiego i w sprawie dotyczących pogrzebu szczątków pomordowanych Polaków w trakcie akcji ludobójstwa. Potem demonstracyjnie opuścił salę, odgrażając się też organizatorom tej konferencji, że „poszło to nie po jego myśli”. Po tym wydarzeniu ja dostałem zakaz wypowiadania się na konferencjach polsko-ukraińskich organizowanych przez MSZ – mówił historyk.

Realizowany jest ten sam kurs polityczny w relacjach z Ukrainą, czyli kurs nieuczciwy w relacjach polsko-ukraińskich – akcentował prof. Włodzimierz Osadczy.

– Oczywiście obecność pana Piekły w Kijowie, przez całą kadencję PiS-u, jest to wielka niesława, jeżeli chodzi o rząd i formację polityczną, która kończy obecnie swoją kadencję. Myślę, że z tego powinna zdać sprawozdanie wobec wyborców – dlaczego doszło do tak skandalicznej sytuacji, iż przez cały okres rządów PiS-u osobą reprezentującą państwo polskie w Kijowie był pan Piekło, postać jednoznacznie odbierana w różnych kręgach, nawet tych najbardziej wyrozumiałych. Trudno liczyć tutaj na jakieś większe zmiany, aczkolwiek pan minister Cichocki pozwolił sobie na kilka ostrzejszych wypowiedzi w sytuacjach, kiedy nie wolno było nam milczeć. Tylko pan Cichocki zabierał wówczas głos. Jestem natomiast przekonany, że jest to tylko zmiana kosmetyczna. Natomiast na pewno nie zajdą jakieś konkretne zmiany w polityce zagranicznej – stwierdził dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum Ucrainicum KUL.

Zdaniem prof. Włodzimierza Osadczego problemem w dobrych relacjach polsko-ukraińskich jest odradzający się banderyzm.

– Mamy obecnie bardzo trudną sytuację, ponieważ banderyzm na Ukrainie stał się ideologią oficjalną. Pan prezydent Petro Poroszenko, z którym chętnie się spotyka pan prezydent Andrzej Duda, w tej chwili odbywa swoje spotkania wyborcze na całej Ukrainie pod dźwięki hymnu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, czyli jest to osoba, która wprost zachwala organizację winną ludobójstwa Polaków, a dla rządu polskiego nie jest to żaden problem. Wciąż obowiązuje zakaz pochówku szczątków pomordowanych Polaków. Możemy więc zapytać rząd dobrej zmiany: ile państwo pogrzebali ofiar przez 5 lat swoich rządów? Nic się nie zmieniło i żadna osoba nie została pogrzebana. Jest to bardzo nieprzyjazny gest w stosunku do Polski ze strony Ukrainy – powiedział historyk.

Prof. Włodzimierz Osadczy ustosunkował się do tego, czy Polska powinna wspierać Ukrainę w dążeniach o dołączenie tego kraju do Unii Europejskiej.

– Jest to pytanie retoryczne, które nie wymaga odpowiedzi. Premier Viktor Orban powiedział jednoznacznie, że będzie oczekiwał na kolejną ekipę, z którą się da rozmawiać. Z pewnymi środowiskami się nie rozmawia z zasady. Nie wiem jak prezydent Duda może się spotykać z panem Poroszenką, który zachwala Banderę. Po prostu nie wiem. Czy z panią Merkel, która odnosiłaby się z jakimiś pozytywnymi odniesieniami do Adolfa Hitlera, prezydent Duda też podjąłby się rozmowy? Jest to więc pytanie retoryczne. W kraju suwerennym, posiadającym odrobinę takich cnót jak honor czy szacunek wobec siebie, takich problemów by nie było. Jest to w tej chwili kraj skażony potężną infekcją, która jest niebezpieczna zarówno dla Polski, już ponosimy tego konsekwencje jako naród, bo zostaliśmy w oczach świata upodleni, bo zabroniono nam pogrzebać 130 tys. szczątków naszych rodaków. Jest to wielkie upodlenie na arenie międzynarodowej – podsumował nasz rozmówca.

Jakub Gronczakiewicz/RIRM

drukuj