fot. youtube.com

[TYLKO U NAS] Prof. P. Skrzydlewski: Równość wszystkich ze wszystkimi we wszystkim jest fikcją i niesprawiedliwością. (…) Rozum podpowiada, by oddawać to, co się komu słusznie należy, nie zaś, by dawać wszystko wszystkim po równo

Równość wszystkich ze wszystkimi we wszystkim jest fikcją i niesprawiedliwością, ale także groźnym zaczynem zła w życiu publicznym, bo często prowadzi do osłabienia dobra i wzmocnienia zła, które pasożytuje na dobru, niszcząc sprawiedliwość i sprawiedliwość i wielkoduszność. Rozum podpowiada, by oddawać to, co się komu słusznie należy, nie zaś, by dawać wszystko wszystkim po równo. W dawaniu musimy być sprawiedliwi. Moralnym jest dawać to, co samemu się posiada, nie zaś dysponować dobrem bliźniego – powiedział w felietonie „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja prof. Paweł Skrzydlewski.

Wciąż przeżywamy świąteczny czas narodzin naszego Pana Jezusa Chrystusa, a także czas noworoczny, dla wielu z nas radosny. Nie znamy wprawdzie przyszłości, ale tak po ludzku potrafimy wiele o niej powiedzieć i w pewnym zakresie przewidzieć, co przyniesie. Będzie na pewno czasem trudu i pracy, różnych zmagań i starań, w których warto przestrzegać pewnych zasad. Jedna z nich mówi o tym, by być wiernym sprawiedliwości i oddawać to, co się innym słusznie należy, bo to nie tylko przynosi pokój, ale także nas samych czyni dobrymi.

Szukając tego, co sprawiedliwe, nie popełniajmy poważnego błędu, jakim jest pomylenie sprawiedliwości z równością wszystkich we wszystkim. To prawda, że każdemu z nas, niezależnie od wieku, stanu płci, wykształcenia, zasług czy innych racji, przysługuje równa innym godność przyrodzona stanowiąca podstawę wszelkich naszych praw i wolności. Godność tę pozyskaliśmy od chwili naszego zaistnienia na mocy naszego człowieczeństwa, daru od Pana Boga. Ale oprócz tej godności ludzkiej przyrodzonej, każdy z nas stoi przed zadaniem pozyskania godności nabytej wynikającej z dobrego życia, pracy i zasług. Ta godność nabyta zależna od naszego trudu i starań może być większa lub mniejsza. Nie jest ona równa dla wszystkich. Wręcz przeciwnie, ludzie się nią różnią. Dlatego szanujemy każdego dobrego fachowca wywiązującego się na czas ze swoich zadań, a omijamy z daleka tego, kto jest partaczem, człowiekiem byle jakim i do tego zniewolonym nałogami.

Doświadczenie poucza, że istnieją dobrzy lekarze, sędziowie, nauczyciele, pracownicy, szefowie i politycy. Istnieją też ludzie kiepscy, którzy bez odpowiedzialności, często niechlujnie, lekceważąc swoje powinności, robią wszystko byle jak. Czy należy im się za to takie samo uznanie jak tym pierwszym? Ależ nie, bo nie ma między nimi równości. Równość wszystkich ze wszystkimi we wszystkim jest fikcją i niesprawiedliwością, ale także groźnym zaczynem zła w życiu publicznym, bo często prowadzi do osłabienia dobra i wzmocnienia zła, które pasożytuje na dobru, niszcząc sprawiedliwość i sprawiedliwość i wielkoduszność. Rozum podpowiada, by oddawać to, co się komu słusznie należy, nie zaś, by dawać wszystko wszystkim po równo. W dawaniu musimy być sprawiedliwi. Moralnym jest dawać to, co samemu się posiada, nie zaś dysponować dobrem bliźniego.

Nie brak dziś jednak w przestrzeni publicznej tych, którzy głoszą swoisty kult równości wszystkich we wszystkim. Komunizm i socjalizm ze swoja bałamutną ideologią, promotorzy LGBT, zawodowi rewolucjoniści posunęli się dziś w walce o równość do tego, by zrównać człowieka i zwierzę. Wszystko to zaczyna przypominać rzeczywistość z żartów rodem z PRL. Mówiło się wtedy, że socjalizm, w którym zrównano władzę z dyrektorami fabryk, dyrektorów z robotnikami, a robotników z chłopami, chłopów z ziemią. Żart ten uzmysławia, że kult równości wszystkich ze wszystkimi prowadzi do pomniejszenia i poniżenia. W normalnym porządku naśladuje się najlepszych i Pana Boga.

Dziś ideologia równości stara się także pomniejszyć prawdę historyczną o tym, że nie ma równości katów i ofiar. Przykładem są choćby słowa prezydenta Rosji. Dochodzimy tu do pytania o to, gdzie leżą ostateczne przyczyny tejże ideologii równości. Bez wątpienia w rozwoju chorej miłości siebie samego, miłości ponad wszystko, która faktycznie jest pychą. Miłość ta nie pozwala dostrzec dobra większego niż dobro własne. Nie pozwala go uszanować i uhonorować. Tam, gdzie nie ma sprawiedliwości, nie będzie pokoju.

radiomaryja.pl

drukuj