fot. PAP/Marcin Gadomski

[TYLKO U NAS] Prof. M. Golon o 100. rocznicy powrotu Pomorza do Polski: Fakt, że Polska się odrodziła był efektem tego, że Polacy potrafili się zjednoczyć ponad podziałami politycznymi

Większość Pomorza utraciła już wolność w I rozbiorze i to było rzeczywiście 148 lat. To była bardzo długa i ciężka niewola. Pamiętajmy, że z perspektywy całego kraju, na całym terytorium I RP, dokonał się od końca XVIII w. proces krzywdzenia polskiej ludności – mówił w „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam prof. Mirosław Golon, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.

Mija sto lat od zaślubin Polski z Bałtykiem. Uroczystości upamiętniające to wydarzenie odbyły się w Pucku, Władysławowie i Wejherowie. W obchodach udział wziął prezydent Andrzej Duda. Współorganizatorem wydarzeń był Instytut Pamięci Narodowej. [czytaj więcej]

Prof. Mirosław Golon zwrócił uwagę, że ks. Józef Wrycza pod koniec września 2019 r. został pośmiertnie uhonorowany należnym awansem generalskim.

– Ks. Józef Wrycza był bohaterem wojny polsko-bolszewickiej i wielkim bohaterem II wojny światowej. Był ścigany przez Niemców. Niemcy próbowali go zabić, próbowali wykonać na nim wyrok śmierci. Był jednym z tych liderów polskiej społeczności, którzy niewątpliwie przyczynili się do odzyskania niepodległości. To kazanie wygłoszone 10 lutego na zwieńczeniu procesu powrotu Pomorza do Polski, tego fizycznego procesu, który trwał od 17 stycznia do 10 lutego 1920 r., to kazanie było taką kolejną cegiełką do tych zasług dla polskości a zarazem powodem, dla którego niemieccy nacjonaliści i ci od Adolfa Hitlera, chcieli się na ks. Józefie Wryczy zemścić – powiedział dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.

Takie postacie jak ks. Józef Wrycza, a także tradycje kaszubskie, sprawiały, że widać było tę miłość do ojczyzny, do Polski.

– Większość Pomorza utraciła już wolność w I rozbiorze i to było rzeczywiście 148 lat. To była bardzo długa i ciężka niewola. Pamiętajmy, że z perspektywy całego kraju, na całym terytorium tej I RP dokonał się od końca XVIII w. proces krzywdzenia polskiej ludności, polskich obywateli, niekoniecznie tylko z powodu jakby czystonarodowościowego, a więc nie tylko krzywda językowa, ale krzywda religijna, rozmaite ograniczenia szczególnie w tych dwóch zaborach, które były obce, czy wręcz niechętne, a czasami otwarcie wrogie katolicyzmowi. Ci zaborcy z Berlina – pruscy i rosyjscy z Petersburga dokonywali rozmaitych szykan, utrudnień, ograniczeń. Polacy, obywatele polscy, czy osoby pochodzenia polskiego stawały się obywatelami drugiej kategorii – przypomniał prof. Mirosław Golon.

– I wojna światowa pokazała, jak straszna była zbrodnia rozbiorów, bo co się dla Polaków stało? Polacy zostali powołani do obcych armii, które walczyły ze sobą, czyli ci Polacy, którzy byli w armii pruskiej, strzelali do tych Polaków – czasami były przy bliskiej granicy węzły pokrewieństwa – strzelali do siebie. To było kilka milionów zmobilizowanych etnicznych Polaków. Strzelali do armii Cesarstwa Rosyjskiego, austro-węgierskiej czy niemieckiej. I to była rzeczywiście katastrofa. Nie nasza wojna, nie o naszą sprawę, o ich imperialne interesy: Berlina, Wiednia, Petersburga. Strzelali do siebie Bogu ducha winni Polacy – dodał.

Jak zaznaczył dyrektor IPN w Gdańsku ta wojna okazała się szczęśliwa dla Polski, bo przegrali wszyscy trzej okupanci. Pod zaborami, na polu kultury, Polacy tę wojnę wygrali, dla tej części Polaków, którzy „nie dali się wynarodowić i nie ulegli rusyfikacji czy germanizacji” – podkreślił.

– Niemcy bardzo byli niezadowoleni z traktatu wersalskiego. Ponad pół roku opóźniania, pół roku debaty, tylko pamiętajmy, wisiała nad Niemcami jak miecz Damoklesa, możliwość sankcji militarnej i operacji wojskowej. (…) 10 stycznia 1920 r. jest definitywne rozstrzygnięcie. Niemcy zgadzają się, czyli nie będzie walki. Pomorze – w tym szerokim rozumieniu, także z okręgiem bydgoskim – zostanie włączone do Polski w sposób pokojowy – wspominał gość TV Trwam.

Do samej ratyfikacji, która nastąpiła 10 stycznia 1920 r. przyczynił się gen. Józef Haller.

– Korpus Pomorski, którym dowodził Józef Haller, maszerował przez większą część Pomorza, szczególnie środkowe, wschodnie i na północy aż do: Helu, Pucka, Wejherowa i do Kartuz. A drugi front, front wielkopolski m.in. w 17-18 stycznia w bardzo krótkim okresie zajął: Rawicz, Leszno, Międzychód, Nakło, Wyrzysk i wkroczył do Bydgoszczy. Bardzo ważne jest wydarzenie z 20 stycznia, którego dowódcą był gen. Józef Dowbor-Muśnicki. (…) 10 lutego w Pucku robi się uroczystość, która ma ogromną i ważną wymowę – mówił prof. Mirosław Golon.   

Dziesięciolecia powrotu Pomorza do Polski bardzo doceniano i warto o tym pamiętać.

– Sam fakt, że Polska się odrodziła był efektem tego, że Polacy potrafili się zjednoczyć ponad podziałami politycznymi. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, to się w pełni sprawdziło. Przecież przepaść dzieliła środowiska chłopskie – te spod znaku Wincentego Witosa – i zupełnie inną grupę związaną ze środowiskiem Józefa Piłsudskiego czy Kazimierzem Sosnkowskim, jego jednym z najbliższych współpracowników, a tymi socjalistami od chociażby Ignacego Daszyńskiego czy Stanisława Wojciechowskiego, czy innych działaczy. A po drugiej stronie przedział klasowy, ale i majątkowy – środowiska narodowej demokracji. Ludzie od Romana Dmowskiego czy Ignacego Jana Paderewskiego, czy gen. Hallera   – podsumował dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.  

radiomaryja.pl

drukuj