fot. Instytut Prymasowski

[TYLKO U NAS] Prof. G. Kucharczyk: Prymas S. Wyszyński swoim życiem, nauczaniem, ale przede wszystkim swoją postawą był przeciwieństwem rewolucji

Prymas swoim życiem, swoim nauczaniem nie tylko słowami, ale przede wszystkim czynami, postawą był przeciwieństwem rewolucji. On nas uodparniał na rewolucję. Nie chcę mówić, że był kontrrewolucjonistą, bo to się kojarzy partyjnie. Prymas wielokrotnie mówił, że on rozumie swoje posłannictwo przede wszystkim jako pasterza Kościoła, a wszystko inne jest dodatkiem do tego. Pod koniec swojego życia mówił, że on jest nauczycielem narodu w Kościele i dlatego nie jest tutaj po to, żeby komukolwiek schlebiać. To jest właśnie budzenie zdrowych mocy ducha jako najlepszego antidotum na zagrożenie rewolucyjne, które jest przygotowywane poprzez ewolucję wewnętrzną w dół, czyli obniżenie standardów moralnych – podkreślał prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk w „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam.

Prymas wielokrotnie powtarzał, że „nie jestem rewolucjonistą” i jeżeli odwoływał się do rewolucji to tylko do „rewolucji miłości”.

Prymas, jeszcze jako ks. dr Stefan Wyszyński zajmujący się profesjonalnie jako człowiek nauki przed II wojną światową analizą różnych przewrotów rewolucyjnych, przede wszystkim tym, co działo się za naszą wschodnią granicą, czyli rewolucją komunistyczną, bolszewicką, on rzeczywiście miał wybitny zmysł analityczny, potrafił dostrzec też uniwersalne zjawiska związane z tym, co historycy, politolodzy nazywają procesem rewolucyjnym i to dowodzi jego wybitnej umysłowości nie tylko jako pasterza Kościoła w przyszłości, jako przyszłego Prymasa Polski, ale także jako człowieka, który sprawnie odwoływał się do wiary i do rozumu – wskazał prof. dr hab. Grzegorz Kucharczyk.

Gość TV Trwam zwrócił uwagę, że całe dzieło życia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego to budzenie zdrowej mocy ducha całego społeczeństwa.

Prymas swoim życiem, swoim nauczaniem nie tylko słowami, ale przede wszystkim czynami, postawą był przeciwieństwem rewolucji. On nas uodparniał na rewolucję. Nie chcę mówić, że był kontrrewolucjonistą, bo to się kojarzy partyjnie. Prymas wielokrotnie mówił, że on rozumie swoje posłannictwo przede wszystkim jako pasterza Kościoła, a wszystko inne jest dodatkiem do tego. Pod koniec swojego życia mówił, że on jest nauczycielem narodu w Kościele i dlatego nie jest tutaj po to, żeby komukolwiek schlebiać. To jest właśnie budzenie zdrowych mocy ducha jako najlepszego antidotum na zagrożenie rewolucyjne, które jest przygotowywane poprzez ewolucję wewnętrzną w dół, czyli obniżenie standardów moralnych – podkreślił.

Ks. Prymas był bardzo konsekwentny w swoim nauczaniu – wskazał profesor.

To, co pisał przed II wojną światową, jeżeli porównamy z tym, co pisał w ostatnich tygodniach życia w 1981 roku w kontekście, jak radzić sobie z zagrożeniem rewolucyjnym, to jest pełna ciągłość. Nie możemy wyróżnić w życiu Prymasa tzw. wczesnego Wyszyńskiego, późnego Wyszyńskiego. To jest ciągle ten sam człowiek, którego można nazwać człowiekiem cywilizacji katedr i uniwersytetów, czyli tej cywilizacji, która łączyła wiarę i rozum – dodał.

Prof. Grzegorz Kucharczyk zauważył, że „Prymas Tysiąclecia miał żywą świadomość, że problem rewolucji nie tylko polega na tym, że jest siłą niszczycielską”.

Jeszcze większy problem polega na tym, co rewolucja tworzy, jakie konstrukty ideologiczne, które idą za każdą rewolucją, jak wypaczają prawdziwą naturę człowieka, cel istnienia człowieka, czyli odrywają człowieka od Boga, od jego wiecznego przeznaczenia, i przez ten pryzmat kard. Wyszyński patrzył na wszelkie odmiany rewolucji, które uderzały w cywilizację, jaka wyrosła jako produkt uboczny ewangelizacyjnej pracy Kościoła. My tę cywilizację nazywamy cywilizacją chrześcijańską – wyjaśnił.

Ks. kard. Stefan Wyszyński doświadczył zinstytucjonalizowanej rewolucji (PRL). Dzięki zapiskom więziennym dowiadujemy się, z czym musiał zmierzyć się duchowny.

Z jednej strony mamy restrykcje władzy komunistycznej, różne szykany, kolejne kampanie propagandowe wymierzone w Prymasa, a z drugiej strony mamy obóz katolików postępowych w Polsce, czyli środowisko „Znaku”, „Tygodnika Powszechnego”, które zarzucało Prymasowi, chociażby przy okazji Wielkiej Nowenny czy obchodów milenijnych, że za bardzo odwołuje się do tzw. katolicyzmu ludowego, że za bardzo w centrum stawia naród, że może to grozić stoczeniem się w stronę jakiegoś nacjonalizmu, że za bardzo  to wszystko jest maryjne – przypomniał historyk.

To wszystko było okupione tytaniczną pracą ks. Prymasa – ocenił profesor.

Jak obliczył prof. Paweł Skibiński, ks. Prymas wykonywał obowiązki, które dzisiaj są wykonywane przez jedenastu ludzi. On wtedy wszystko załatwiał sam. To była rzeczywiście tytaniczna praca. Jego porządek pracy był zorganizowany w porządku piętnastominutowym, czyli co 15 min. kolejne zajęcie (…) Czynił to z wielkim, głębokim namaszczeniem modlitewnym. To wszystko było przesycone żywą wiarą i dlatego to było najlepsze antidotum przeciw rewolucji – zaznaczył gość „Rozmów niedokończonych”. 

radiomaryja.pl

drukuj