fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Prezes Fundacji Światło: Rodziny pacjentów z hospicjum dostają pytanie, czy wyrażają zgodę na pobranie narządów. To temat, który w ogóle nie powinien się pojawiać. Ci pacjenci żyją

74 osoby w naszym zakładzie wybudziło się ze śpiączki, z czego trzy wróciły do pracy, jeden chłopak skończył szkołę. Wszyscy są świadomi. To dowód na to, że nie powinno się mówić o eutanazji. Niektóre rodziny pacjentów dostają pytanie, czy wyrażają zgodę na pobranie narządów. To temat, który w ogóle nie powinien się pojawiać. Ci pacjenci żyją – podkreśliła Janina Mirończuk, prezes Fundacji Światło, w programie „Rozmowy niedokończone” w TV Trwam.

Hospicja musiały zmienić zasady funkcjonowania w dobie pandemii. W tym kontekście Janina Mirończuk powiedziała, że „sama choroba jest dużym balastem w życiu każdego człowieka, a w obecnej sytuacji opieka nad pacjentem jest o tyle utrudniona, że nie ma on kontaktu z rodziną”.

– W naszym zakładzie, gdzie mamy pacjentów w śpiączce, musieliśmy dość wcześnie zerwać kontakt z rodzinami, dlatego że jej członkowie przychodzili przeziębieni, chorzy i nie chcieliśmy naszych pacjentów narażać. Później weszły obostrzenia. Dzięki temu żaden z naszych pacjentów nie zachorował. (…) Brak kontaktu z rodziną jest bardzo trudny dla naszych pacjentów, którzy mają różny stopień świadomości. Oni potrzebują tego kontaktu. W nienormalności zdrowotnej i społecznej musimy im zapewnić maksimum życia – wskazała prezes Fundacji Światło.

Pacjentom brakuje też wolontariuszy, którzy w obecnej sytuacji również nie mogą przychodzić do hospicjum. Podopieczni inaczej się zachowują z wolontariuszem, a inaczej bez niego – kontynuowała.

– Tłumaczymy, dlaczego tak jest. Zbliżają się święta, więc będziemy łączyć się z rodzinami. Chodzi o to, by był kontakt, choćby wzrokowy, słuchowy, bo to są bodźce. W święta przyjdzie do nas też pani psycholog, która pomoże w łączeniu się pacjentów z rodzinami, żeby oni też mieli namiastkę świąt – powiedziała gość Telewizji Trwam.

Janina Mirończuk powiedziała, że „Fundacja Światło jest chyba jedynym zakładem, który nie analizuje, czy pacjent wybudzi się ze śpiączki, czy nie. Przyjmujemy też pacjentów w najtrudniejszym stanie zdrowotnym”.

– Przyjmujemy często w sytuacjach, kiedy lekarze mówią, że nie mogą nic więcej zrobić. 74 osoby w naszym zakładzie wybudziło się, są zupełnie świadome, z czego trzy wróciły do pracy, jeden chłopak skończył szkołę. Wszyscy mają wspólny mianownik – są świadomi. Niektórzy chodzą sami, niektórzy o kulach, inni jeżdżą na wózkach inwalidzkich. To dowód na to, że nie można mówić, że „nie da się nic zrobić z danym człowiekiem”. Trzeba próbować, dawać bodziec i obserwować – wskazała.

Prezes Fundacji Światło zaznaczyła, że „zakład jest dowodem na to, żeby nie mówić o eutanazji”.

– Niektóre rodziny naszych pacjentów dostają pytanie, czy wyrażają zgodę na pobranie narządów. To temat, który w ogóle nie powinien się pojawić. Pacjenci to osoby, które żyją. Nie każdy będzie śpiewał, tańczył, biegał. Oni żyją innym życiem, ale żyją i musimy dostosować się do nich – podkreśliła Janina Mirończuk.

radiomaryja.pl

drukuj