fot. twitter.com

[TYLKO U NAS] P. Kłosiński: Na bezdomnych zwierzętach zarabiają pseudoekolodzy

Polskie gminy wydają nawet 280 mln złotych na schroniska dla zwierząt. Nie wszystkie pieniądze trafiają jednak na pomoc zwierzętom. Jak twierdzi Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego, część profitów z nieszczelnego systemu trafia do pseudoekologów.

Rozmówca portalu Radia Maryja przedstawił plan zlikwidowania bezdomności zwierząt i oszustw z tym związanych. Nad rozwiązaniem problemu błąkających się bezpańskich zwierząt lider środowiska kynologicznego pracował m.in. z Marią Sowińską, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System.

Zostanie powołany specjalny fundusz do walki z bezdomnością zwierząt. Nie będzie on oparty na pieniądzach państwowych, lecz na zyskach hodowców. Nie trzeba sięgać po pieniądze podatników. My od państwa nic nie chcemy. Państwo ma nie przeszkadzać, tylko wspierać. Hodowcy będą wpłacać pieniądze ze swoich hodowli. W zamian za wyswobodzenie zwierząt z łańcucha z uzyskanych środków będą one całkowicie za darmo sterylizowane i otrzymają kojce – wskazał kynolog.

Do likwidowania schronisk może przyczynić się umiejętna adopcja, która, zdaniem Piotra Kłosińskiego, w wielu schroniskach prowadzonych przez pseudoekologów jest utrudniana, ponieważ pies w schronisku jest źródłem dochodów dla nieetycznych aktywistów prozwierzęcych.

Zamiast schronisk szukać ludzi. Zwierzęta trzeba wyadoptować umiejętnie dla ludzi, którzy się nimi zajmą. Zawsze podaję przykład schroniska na Paluchu w Warszawie, które ma świetnie rozwinięty system adopcyjny – tłumaczył prezes Kłosiński.

Z oszustwami pseudoekologów wiąże się także brak funkcjonowania w Polsce systemu identyfikacji zwierząt.

System identyfikacji w Polsce nie działa. Rocznie dla tych, którzy żyją ze schronisk i przetrzymywania zwierząt, budżety gminne wydają od 250 do 280 mln złotych na utrzymanie bezdomnych zwierząt. Są to też te zwierzęta, które są wielokrotnie oddawane i wielokrotnie wypuszczane i oddawane ponownie w innej gminie – dodaje prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Czerpanie korzyści z bezdomnych zwierząt to nie jedyne działania pseudoekologów. Kolejnym katastrofalnym w skutkach działaniem są tzw. interwencje, w których tzw. inspektorzy ds. ochrony zwierząt (zazwyczaj młodociani aktywiści prozwierzęcy) bez przedstawiciela inspekcji weterynaryjnej konfiskują całe hodowle pod pretekstem stwierdzenia braku dobrostanu zwierząt. Zdaniem Kłosińskiego, łupem wielu organizacji padły zwłaszcza hodowle rasowych psów, które stanowiły dużą wartość finansową.

Niestety, bywało też tak, że tzw. obrońcy zwierząt przywłaszczali sobie zwierzęta, sprzedawali je, zarabiali na nich. Na szczęście w Polsce zapadają już pierwsze wyroki dla ludzi, którzy pod płaszczykiem miłości do czworonogów stworzyli sobie świetny biznes żerujący na naszej naturalnej empatii i zaufaniu (…). Powinna zostać aktywowana profesjonalna komórka policji ds. zwierząt. Tylko osoby mające uprawnienia powinny móc kontrolować gospodarstwa czy fermy. Nie dajmy sobie zabrać zwierząt, dzwońmy po drugi patrol, róbmy dokumentacje, żądajmy powołania lekarza weterynarii, nagrywajmy interwencje różnych dziwnych organizacji – apelował Kłosiński.

Kynolog zwrócił uwagę, jak ważne jest uregulowanie aktualnej sytuacji zwierząt w Polsce.

Razem z rolnikami, którzy także są hodowcami, chcemy unormować Ustawę o ochronie zwierząt. Trzeba także od zaraz normować sytuację bezdomności zwierząt. W Europie są systemowe rozwiązania, da się to przełożyć na Polskę. Będziemy przekonywać posłów wszystkich stron w tej kadencji, aby wprowadzić te wszystkie rzeczy – akcentował prezes, dodając, że dużo zależy także od dobrej woli ministra rolnictwa, Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który poznał rozwiązania proponowane przez Polskie Porozumienie Kynologiczne.

Polskie Porozumienie Kynologiczne jest jedną z dwóch największych organizacji kynologicznych w Polsce. Jest także członkiem międzynarodowej organizacji World Kennel Union.

Emilia Gromczak/radiomaryja.pl

drukuj