fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Mec. M. Chodkowski o procesie wytoczonym przez Watchdog Polska zarządowi Fundacji Lux Veritatis: Prezes Watchdog Polska nie był w stanie podać żadnych okoliczności faktycznych, które uzasadniałyby akt oskarżenia

Na moje pytania, które dotyczyły bezpośrednio zarzutów wobec członków zarządu, pan prezes (Watchdog Polska ) nie był w stanie podać żadnych okoliczności faktycznych, które uzasadniałyby akt oskarżenia. Zarzut jest sformułowany w taki sposób, że członkowie zarządu Fundacji działając wspólnie i w porozumieniu, wydając polecenia swoim pracownikom w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, nie udzielili informacji publicznej – poinformował mec. Marcin Chodkowski, pełnomocnik Fundacji Lux Veritatis, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Nadal trwa proces przeciwko Fundacji Lux Veritatis. Stowarzyszenie Watchdog Polska oskarżyło członków zarządu o rzekome nieudzielenie informacji publicznej. 12 sierpnia br. odbyła się kolejna rozprawa przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Woli. Podczas rozprawy przesłuchiwany był prezes Stowarzyszenia Watchdog Polska, który nie potrafił udzielić odpowiedzi na część pytań dotyczących subsydiarnego aktu oskarżenia.

– Na ostatniej rozprawie kontynuowane było postępowanie dowodowe. Przesłuchiwaliśmy trzech świadków m.in. prezesa Stowarzyszenia Watchdog Polska. I rzeczywiście na moje pytania, które dotyczyły bezpośrednio zarzutów wobec członków zarządu, pan prezes nie był w stanie podać żadnych okoliczności faktycznych, które uzasadniałyby akt oskarżenia. Zarzut jest sformułowany w taki sposób, że członkowie zarządu Fundacji działając wspólnie i w porozumieniu, wydając polecenia swoim pracownikom w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, nie udzielili informacji publicznej – wyjaśnił pełnomocnik Fundacji Lux Veritatis.

Mecenas zwrócił uwagę na fakt, że wystosowanie aktu oskarżenia i postawienie kogoś przed sądem niesie za sobą negatywne skutki dla osób oskarżonych.

– Na początku postępowania karnego, jeśli mamy podejrzenie, że ktoś mógł popełnić przestępstwo, składamy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Dopiero potem trwa postępowanie wyjaśniające, kiedy nie ma podejrzanych, a badany jest sam proces. I dopiero wtedy, kiedy są okoliczności potwierdzające podejrzenie, to wtedy stawiane są zarzuty – poinformował gość audycji.

W przypadku Fundacji „Lux Veritatis” nie zostały spełnione te warunki, ponieważ prokuratura stwierdziła, że nie ma podstaw do zarzutów, w związku z czym umorzyła postępowanie. Jednak Stowarzyszenie Watchdog Polska wytoczyło dalsze zarzuty wobec członków zarządu.

– To postępowanie toczyło się w innym zakresie, ponieważ prokuratura badała zarzut, że zarząd nie udzielił informacji publicznej. Nie było poruszonych żadnych kwestii dotyczących tego, czy członkowie działali wspólnie w porozumieniu, czy osiągnęli korzyść majątkową i czy popełnili inny czyn zabroniony? Zatem skoro prezes Watchdoga nie wie, czy było porozumienie, kiedy zostało ono zawarte, na czym ono polegało i jaka była jego treść, to pojawia się pytanie, dlaczego jest stawiany taki zarzut? Jeżeli nie mam wiedzy faktycznej, to nie mogę stawiać zarzutów – podkreślił mecenas.

Gość „Aktualności dnia” przypomniał, że przez wiele lat Stowarzyszenie Watchdog uzyskiwało informacje od Fundacji Lux Veritatis, jednak nie przekazywał dalej tych informacji opinii publicznej.

– Trudno nie mieć wrażenia, że Stowarzyszeniu zależy na utrzymywaniu wrażenia, że Fundacja Lux Veritatis ma coś do ukrycia. Gdyby rzetelnie poinformowali społeczeństwo, że na inne wnioski udzielono pełnej odpowiedzi, to nie można byłoby podtrzymywać twierdzenia, że redemptoryści chcą coś ukryć – dodał.

Obserwując działania oskarżyciela, można dostrzec, że sprawa przeciwko Fundacji Lux Veritatis ma na celu pozyskanie korzyści finansowych dla Watchdog Polska.

– Bez wątpienia jest tak, że twarz Ojca Dyrektora została użyta do kampanii skierowanej przeciwko zakonnikowi. Kiedy spojrzymy na liczby, to widzimy, że dochody Stowarzyszenia Watchdog z 1 proc. przed sprawą sądową były o połowę niższe i wynosiły ok. 400 tys. zł, a po kampanii bazującej na procesie wpłaty wyniosły ok. 1 mln zł. Mamy do czynienia z sytuacją, gdzie skutkiem wytoczenia procesu przeciwko Fundacji jest przysporzenie majątkowe dla Stowarzyszenia (…). Sąd jest zobowiązany do końca doprowadzić postępowanie dowodowe, potem powinien wydać wyrok i nie wyobrażam sobie, żeby przy takich zeznaniach i braku dowodów mógłby zapaść inny wyrok, jak uniewinniający  – powiedział mecenas.

Cała rozmowa z mecenasem Marcinem Chodkowskim z „Aktualności dnia” dostępna jest [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj