fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr W. Bodnar: Gdyby w Polsce nie było tylu leczących się amantadyną – szpitale prawdopodobnie dawno byłyby już zapełnione. Masa lekarzy leczy nią pacjentów z COVID-19 i są efekty

W tej chwili jest płacz, że szpitale są pełne, że pacjenci umierają. Tych pacjentów się w ogóle nie monitoruje i nie leczy się na pierwszym etapie choroby. Gdyby nie było tylu leczących się amantadyną w Polsce, szpitale prawdopodobnie dawno byłyby zapełnione – mówił dr Włodzimierz Bodnar, specjalista od chorób płuc postulujący stosowanie amantadyny w leczeniu COVID-19, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

29 marca br. ruszyły badania kliniczne nad amantadyną. Obejmują one ok. 200 pacjentów, którzy zostaną poddani terapii lekiem w celu sprawdzenia, czy może on skutecznie wyleczyć COVID-19 we wczesnej fazie. Pulmonolog wyjaśnił, czym jest lek poddawany obecnie badaniom.

– Jest to organiczny związek chemiczny z grupy adamantanu. Jako związek amantadyna ma ciekawe właściwości, bo jej struktura krystaliczna jest zbliżona do struktury diamentu, więc samo to może nas intrygować w tym leku – tłumaczył dr Włodzimierz Bodnar.

Leki z tej grupy – jak wskazał lekarz – są wykorzystywane w leczeniu cukrzycy, jako środki przeciwzapalne, a także mają zastosowanie w neurologii. Chlorowodorek amantadyny może za to służyć w leczeniu chorych na COVID-19.

– Jeśli mówimy konkretnie o chlorowodorku amantadyny, jest to lek, który był stosowany pierwotnie w chorobach wirusowych, później – z racji tego, że zaniechano dalszych badań – przyjął się bardziej w schorzeniach neurologicznych. Aczkolwiek wszystko wskazuje na to, że niesłusznie go wycofano w pewnym momencie, gdyż – moim zdaniem – sprawdza się doskonale w chorobach koronawirusowych. Przez 30 lat sprawdził mi się we wszelkich rodzajach grypy i oczywiście sprawdza mi się w leczeniu COVID-19, czyli choroby wywołanej SARS-CoV-2 – mówił gość Radia Maryja.

Dr Włodzimierz Bodnar zwrócił uwagę, że nie jest jedynym lekarzem w Polsce, który opowiada się za stosowaniem amantadyny do leczenia COVID-19.

– Masa lekarzy w Polsce nią leczy i ma efekty. To nie jest sytuacja, że ktoś w Przemyślu rzucił sobie hasło i leczy raptem jednego pacjenta, sto czy tysiąc. Ci lekarze widzą efekty. W inny sposób by jej nie przepisywali – podkreślił pulmonolog.

Wielu pacjentów chorych na COVID-19 zmaga się z ciężkim przebiegiem choroby, ponieważ zbyt późno poddali się leczeniu. Przez to wymagają leczenia wielokierunkowego. Aby zapobiec takiej sytuacji, konieczne jest szybkie reagowanie w przypadku  zachorowania.

– Przede wszystkim należy zacząć od podstaw. Te podstawy w Polsce w żaden sposób nie są realizowane. W tej chwili jest płacz, że szpitale są pełne, że pacjenci umierają. Tych pacjentów się w ogóle nie monitoruje i nie leczy się na pierwszym etapie. Gdyby nie było tylu leczących się amantadyną w Polsce, szpitale prawdopodobnie dawno byłyby zapełnione – zaznaczył gość „Aktualności dnia”.

Dr Włodzimierz Bodnar przypomniał, że w przypadku żadnej wcześniejszej choroby nie miały miejsce praktyki podobne do tych, które obserwujemy dzisiaj.

– Wcześniej były choroby o łagodniejszym przebiegu niż COVID-19 i nie do pomyślenia było, żeby pacjenta nie monitorować na pierwszym etapie, nie badać, a czekać, aż jego stan się pogorszy i trafi on do szpitala – zwrócił uwagę.

Wskazał też, że pozbawiona obserwacji lekarskiej izolacja w przypadku łagodnego przebiegu choroby nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy stan pacjenta się nie pogorszy. Niezależnie od przebiegu choroby mogą także wystąpić opóźnione w czasie powikłania.

– Część osób, mimo lekkiego przebiegu, ma olbrzymie problemy zdrowotne, potężne powikłania – wskazał lekarz.

Jak mówił dr Włodzimierz Bodnar, włoscy naukowcy udowodnili, że wirus SARS-CoV-2 potrafi kolonizować obecne w organizmie bakterie. Być może to właśnie jest powodem często występujących reinfekcji.

– Pacjenci nieleczeni – w szczególności amantadyną – mają te nawroty. Nie wiem, z czego to wynika. Po amantadynie nie obserwujemy na razie takich przypadków – mówił gość Radia Maryja.

Pomimo potwierdzonych przez środowiska lekarskie dowodów na skuteczność terapii amantadyną, nadal promowane są szczepionki, zaś bardzo mało – o ile w ogóle – mówi się o leczeniu. Szczepionki zdają się być jednak mało skuteczne przy dynamice wirusa większej nawet niż w przypadku grypy.

– Nie neguję szczepionek, które mogą być pomocne, ale w medycynie nie możemy opierać się wyłącznie na jednym leku. To jest absurd, który nie załatwia sprawy – zwrócił uwagę pulmonolog.

Niektórzy zarzucają, że stosowanie amantadyny może prowadzić do nowych mutacji koronawirusa.

– To nie jest bakteria, że się uodporni na antybiotyk. Wirus samoistnie mutuje, on się nawet nie może uodpornić, bo to nie ten mechanizm. Jeżeli ktoś mówi o uodpornieniu się wirusa na lek, to jest to jakiś absurd – wyjaśnił lekarz.

Dodał, że wiedzę pozwalającą zdementować tego typu stwierdzenia można uzyskać już w szkole średniej, a każdy naukowiec, który formułuje podobne zarzuty, ośmiesza się.

Apelując do ministerstwa zdrowia, gość „Aktualności dnia” podkreślił, że pacjentów nie należy pozostawiać samym sobie.

Całość rozmowy jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj