fot. ipn.gov.pl

[TYLKO U NAS] Dr P. Wójtowicz: Na dobrą sprawę odbudowanie i przywrócenie pamięci i świadomości walki antykomunistycznego podziemia niepodległościowego to przełom tysiącleci

W latach 90-tych pojawiały się pierwsze osoby, które podejmowały tę kwestię, ale na dobrą sprawę odbudowanie i przywrócenie pamięci i świadomości walki antykomunistycznego podziemia niepodległościowego to przełom tysiącleci – symbolicznie powstanie Instytutu Pamięci Narodowej- mówił o upamiętnianiu Żołnierzy Wyklętych w „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam dr Przemysław Wójtowicz z delegatury IPN w Bydgoszczy, wykładowca WSKSiM.

1 marca, czyli Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych – jak zaznaczył gość „Rozmów niedokończonych” – stanowi upamiętnienie szerszej grupy polskich patriotów, niż tylko Żołnierzy Wyklętych, którzy stanowili zaledwie jej wycinek.

– Warto wskazać, że tego dnia upamiętniamy również członków antykomunistycznego podziemia niepodległościowego, którego istotnym elementem byli Żołnierze Wyklęci – podkreślił.

Wykładowca WSKSiM wyjaśnił, kim były osoby, których pamięć kultywujemy 1 marca.

– To byli zarówno członkowie grup zbrojnych, jak i wszelkiego typu organizacji, ale również i osoby, które nie zaprzestały walki, nie zaprzestały działań po zakończeniu II wojny światowej. Walczyły o suwerenność Polski w nowych warunkach, gdzie przeciwnikiem był Związek Sowiecki oraz jego poplecznicy w Polsce, w uproszczeniu nazywani komunistami – mówił dr Przemysław Wójtowicz.

Gość „Rozmów niedokończonych” zwrócił uwagę, ze trudno jednoznacznie odpowiedzieć, kiedy zaczęło się formować podziemie antykomunistyczne.

– Jest kilka dat, które można wskazać jako bezpośrednie początki działalności Żołnierzy Wyklętych. Warto o jednej rzeczy mocno, wyraziście powiedzieć: Żołnierze Wyklęci to bezpośredni kontynuatorzy międzywojennego Wojska Polskiego, ale także Armii Krajowej. Bardzo często żołnierze, który wcześniej służyli w międzywojennym Wojsku Polskim, później we wrześniu 1939 roku brali udział w wojnie obronnej Polski, następnie byli członkami Armii Krajowej, niejako naturalnie stali się członkami oddziałów Żołnierzy Wyklętych. To była kontynuacja, to była ciągłość. To byli po prostu żołnierze Wojska Polskiego – podkreślił.

Dr Przemysław Wójtowicz zwrócił uwagę, że Polacy w połowie wojny mogli się już spodziewać, że po wyeliminowaniu zagrożenia ze strony Niemców, przyjdą czasy kolejnej okupacji.

– I tak rzeczywiście się stało. Pamiętajmy: w połowie 1945 roku, Polska – owszem – odzyskała niepodległość, pojawiła się ponownie na mapach świata, ale nie odzyskała suwerenności. Naród polski nie miał absolutnie żadnej możliwości wyboru swoich władz – ta władza została narzucona – przypomniał.

Nie nastąpiło to jednak natychmiast, lecz było dokładnie zaplanowanym procesem.

– Sowietyzacja Polski następowała etapami. To nie był natychmiastowy proces. Bardzo zręcznie zostało to w pewnym momencie określone jako tzw. taktyka salami. Ona została zastosowana nie tylko na terenie Polski, ale również na terenie innych krajów, które znalazły się po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. Mówiąc obrazowo, komuniści, żeby zawładnąć tymi rejonami, nie od razu narzucili system sowiecki w każdej możliwej dziedzinie, ale robili to stopniowo, eliminując kolejne przeszkody. Jeżeli chodzi o Polskę, dla komunistów były trzy najważniejsze przeszkody, które po kolei musieli wyeliminować – wyjaśnił gość „Rozmów niedokończonych”.

Jedną z nich był rząd emigracyjny.

– Pierwsza, z którą poszło najłatwiej, to wpływy rządu polskiego na uchodźstwie. To się stało bezpośrednio po II wojnie światowej. Jak pamiętamy, 5 lipca 1945 roku, za namową Stalina, mocarstwa zachodnie – Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – cofnęły uznanie dla legalnego polskiego rządu, natomiast uznały tzw. rząd tymczasowy, który funkcjonował w Warszawie z nadania Moskwy – mówił dr Przemysław Wójtowicz.

Przeszkodę dla Sowietów stanowiły też siły polityczne w Polsce, które miały poparcie większości obywateli.

– Drugim elementem, który należało wyeliminować, była legalna opozycja, która działała na terenie kraju, przede wszystkim w postaci Polskiego Stronnictwa Ludowego ze Stanisławem Mikołajczykiem na czele. Jak wiemy, to również się udało, przede wszystkim przez sfałszowanie wyborów – zaznaczył wykładowca WSKSiM.

Ostateczny element stojący na drodze do pełnej sowietyzacji Polski stanowiły zbrojne grupy oporu.

– Trzecią, najistotniejszą przeszkodą, z którą komuniści musieli sobie poradzić, był opór antykomunistycznego podziemia i  Żołnierzy Wyklętych. Jak wiemy, de facto opór Żołnierzy Wyklętych trwał do połowy lat 50-tych, a ostatni Żołnierz Wyklęty został wyeliminowany 21 października 1963 roku. Dlatego, że Żołnierze Wyklęci najdłużej walczyli, starali się o suwerenność Polski po II wojnie światowej, byli przez komunistów grupą najbardziej znienawidzoną i z tego powodu postanowili wymazać ich z pamięci – wskazał gość „Rozmów niedokończonych”.

Wyjaśnił przy tym, na czym owo „wymazanie” polegało.

– Jak wymazać człowieka z pamięci? Nie może mieć grobu. I to się de facto stało – podkreślił.

Patrzenie na historię przez pryzmat obecnych standardów nasuwa pytania, czy sytuacji w powojennej Polsce nie dało się rozwiązać w sposób pokojowy, na drodze dialogu. Jest to jednak założenie błędne, zważywszy na charakter ówczesnej geopolityki Związku Sowieckiego.

– Dialog można prowadzić z przeciwnikiem, który ma honor i zasady. Natomiast komuniści, ludzie ze Związku Sowieckiego, tzw. sowietnicy, którzy byli instalowani na terenie Polski, nie mieli zasad, nie mieli honoru. To był wróg, który miał jeden cel: wyeliminowanie wszelkich grup opozycyjnych w stosunku do nich oraz wyeliminowanie ludzi, którzy w przyszłości – bliższej lub dalszej – mogliby działalność antykomunistyczną podjąć – tłumaczył dr Przemysław Wójtowicz.

Dodał, że Żołnierze Wyklęci byli poprzez to zmuszeni do walki, bowiem wielu z nich było zmęczonych sześcioma latami wojny i pragnęło powrotu do normalnego życia. Niestety w czasach sowieckiej okupacji było to niemożliwe.

Gość „Rozmów niedokończonych” mówił także o tym, w jaki sposób pamięć o Żołnierzach Wyklętych, mimo usilnych starań komunistów, przetrwała czasy PRL-u.

– Byli bardzo często grzebani w poniżających miejscach, które często były wysypiskami gdzieś przy cmentarzach. Zdarzały się także bezimienne jamy. Znam co najmniej jeden przypadek, że później na terenie takiego miejsca władze celowo budowały na przykład szalety miejskie. Chodziło o to, żeby pamięć o tych ludziach nie przetrwała, żeby w ogóle o tym fenomenie nie wspominać. Co najistotniejsze i najsmutniejsze, ta sytuacja trwała nie tylko do 1989 roku, ale ona właściwie przedłużyła się do przełomu tysiącleci. Oczywiście, w latach 90-tych pojawiały się pierwsze osoby, które podejmowały tę kwestię, ale na dobrą sprawę odbudowanie i przywrócenie pamięci i świadomości walki antykomunistycznego podziemia niepodległościowego to przełom tysiącleci – symbolicznie powstanie Instytutu Pamięci Narodowej. W 2000 roku członkowie IPN-u podjęli badania naukowe na szerszą skalę, mają środki, możliwości i docierając do osób, które wówczas jeszcze żyły i pamiętały tę historię – zwrócił uwagę dr Przemysław Wójtowicz z bydgoskiej delegatury IPN.

Odniósł się także do krytyki, która rokrocznie spada na Żołnierzy Wyklętych i osoby kultywujące ich pamięć. Zwrócił uwagę, że zarzuty bandytyzmu i ludobójczych zapędów, które nadal pojawiają się w stosunku do Żołnierzy Wyklętych, nie pokrywają się z rzeczywistymi danymi dotyczącymi tego rodzaju zbrodni.

– Pamiętajmy o właściwych proporcjach. Na kilkanaście, a nawet kilkaset dużych oddziałów możemy mówić o kilku przypadkach zbrodni wojennych, typu Pawłokoma lub Zaleszany. To nie jest tak, że my historycy to ukrywamy, to nie jest tak, że my historycy o tym nie mówimy. Nawet w ramach IPN-u są już o tego typu rzeczach publikacje i książki. To promil negatywnej działalności, która trzeba potępić, która nie była zgodna z honorem, z mundurem żołnierza polskiego. Takie rzeczy miały miejsce, ale to był promil. Natomiast cała reszta, kilkadziesiąt wielkich dowódców, zachowywała się godnie, walczyła o suwerenność państwa polskiego – zaznaczył gość „Rozmów niedokończonych”.

radiomaryja.pl

drukuj