fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr M. Szołucha: Zbliżamy się do etapu, kiedy trzeba będzie powiedzieć imigracji zarobkowej: „stop”

Myślę, że zbliżamy się do etapu, kiedy trzeba będzie powiedzieć imigracji zarobkowej: „stop”, by nie powtórzyć błędów krajów zachodnioeuropejskich – akcentował dr Marian Szołucha z Akademii Finansów i Biznesu Vistula podczas środowego „Polskiego punktu widzenia” w TV Trwam.

Od przyszłego roku minimalne wynagrodzenie wyniesie 2250 zł brutto. Z kolei minimalna stawka godzinowa w 2019 r. została ustalona na poziomie 14,70 zł. Dr Marian Szołucha wskazał, iż jest to rekordowa płaca minimalna, gdyż nigdy tak wysokiej w Polsce nie mieliśmy.

– Cieszymy się, że ona rośnie i zbliża się do 50 proc. płacy średniej, która jest czymś naturalnym, wynikającym z uwarunkowań rynkowych. Dzisiaj ten procent jest dla gospodarki do udźwignięcia, ale w momencie dekoniunktury, spowolnienia gospodarczego – zwłaszcza w biedniejszych regionach Polski, gdzie płaca średnia jest znacznie niższa niż statystyczna dla całego kraju – oraz sytuacji dekoniunktury, to może być problem. Z kolei Światowa Organizacja Pracy zaleca, by aż do 60 proc. podnosić płacę minimalną w stosunku do średniego wynagrodzenia – mówił ekonomista.

Gość TV Trwam zwrócił uwagę, że mamy w kraju rekordowo niskie bezrobocie, ale także niedobór rąk do pracy oraz masową imigrację zarobkową. Od przyszłego roku ma zacząć obowiązywać nowa ustawa o rynku pracy. Rząd przewiduje wprowadzenie wielu udogodnień dla osób zatrudnianych spoza Polski. [czytaj więcej] 

– Z tego, co wiemy, w zeszłym roku przyjechało 24 tys. osób, a mieszkańcy Warszawy odnoszą wrażenie, iż ta liczba może być większa. Już nie tylko Ukraińcy, Białorusini czy obywatele Mołdawii przybywają do Polski w poszukiwaniu zatrudnienia, ale także mieszkańcy Azji (…). Z jednej strony trzeba zrozumieć potrzeby rynku pracy (…), jednak z drugiej strony, tak masowy i gwałtowny napływ z tak odległych kierunków – nie tylko geograficznie, lecz także mentalnie, cywilizacyjnie, kulturowo czy religijnie – niesie ze sobą zagrożenia, a w dłuższej perspektywie również koszty – tłumaczył Marian Szołucha.

Ekspert mówił, że priorytetem powinno być sprowadzanie do naszej ojczyzny repatriantów oraz tych, którzy wyjechali z kraju po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

– Dopiero w dalszej kolejności powinno być czerpanie zasobów rąk do pracy z krajów możliwie bliskich nam. Myślę, że z Ukraińcami większych problemów nie będzie, ale jeśli masa emigrantów przekroczy pewną akceptowalną przez Polaków liczbę – jest trudno uchwytna, lecz myślę, że zaczynamy się do niej zbliżać – i w pierwszym pokoleniu raczej z Polską oraz Polakami się nie zasymilują, to zacznie generować problemy – podkreślił.

Gość „Polskiego punktu widzenia” zaznaczył, że uchwalone w czerwcu dwa akty prawne bardzo przyspieszają możliwość przyjazdu i podejmowania pracy w Polsce.

– Wprowadzają listę 283 tzw. zawodów strategicznych, których przedstawiciele są wyłączeni z jurysdykcji starosty, jeśli chodzi o wydawanie pozwoleń na pracę. To pierwsze bardzo ryzykowne rozwiązanie. Drugie ryzykowne rozwiązanie polega na tym, że te osoby, jeśli złożą wniosek o przedłużenie pozwolenia na pracę i pobyt w Polsce, to automatycznie zalegalizują swój pobyt w naszym kraju na czas oczekiwania na decyzję, a już dziś jest to średnio ponad 2 lata. Inercja biurokracji będzie powodowała, że ich pobyt i prawa w Polsce staną się legalne (…). Myślę, że zbliżamy się do etapu, kiedy trzeba będzie powiedzieć tej imigracji „stop”, by nie powtórzyć błędów krajów zachodnioeuropejskich – akcentował dr Marian Szołucha.

RIRM

drukuj