fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Dr J. Hajdasz o warunkach pracy w Polska Press: „Ukochana praca stała się największym koszmarem w moim życiu” – takie cytaty pokazują mechanizm sterowania dziennikarzami w wolnej Polsce

Pomyśleliśmy, że trzeba zrobić coś w rodzaju bilansu zamknięcia Polski Press. Nie myśleliśmy, że to były aż tak złe warunki pracy. Pierwsza wypowiedź z ankiety: „Ukochana praca, w czasie gdy gazeta została sprzedana, stała się największym koszmarem w moim życiu. Miałam myśli samobójcze”. Takie cytaty pokazują, jak była stosowana zasada pluralizmu i w jakich warunkach pracowali dziennikarze. Udało się pokazać mechanizm sterowania dziennikarzami w wolnej Polsce – zaznaczyła dr Jolanta Hajdasz, w sobotnich „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam. Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP odniosła się do badań przeprowadzonych wśród dziennikarzy pracujących w mediach regionalnych Polska Press po przejęciu ich przez niemieckie wydawnictwo.

Pod koniec ubiegłego roku Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen, poinformował o zamiarze zakupu Polska Press, które było własnością niemieckiego wydawnictwa Verlagsgruppe Passau. 1 marca br. podpisano umowę kupna spółki, co czyni PKN Orlen formalnym właścicielem grupy wydawniczej, do której należy zdecydowania większość prasy regionalnej w Polsce. Transfer umożliwi repolonizację mediów w naszym kraju poprzez uwolnienie ich od zagranicznych wpływów.  [czytaj więcej]

– W swoich rękach wydawnictwo Verlagsgruppe Passau skupiało ponad 20 największych gazet regionalnych w Polsce. Można mówić o monopolu, ponieważ chyba tylko dwa z większych tytułów nie należały do wydawnictwa. Do tego dochodziły portale regionalne, branżowe, a w przeszłości drukarnie. Na rynku regionalnym był to niewątpliwie potentat. (…) Obowiązują przepisy antymonopolowe i antykoncentracyjne, które są bardzo rygorystycznie przestrzegane na rynku mediów, zatem nie można doprowadzić do sytuacji, w której mamy do czynienia z jakimś monopolistą. Niestety na rynku gazet i portali regionalnych do takiej sytuacji doszło – opowiadała dr Jolanta Hajdasz.

– Po dość specyficznej prywatyzacji na rynku gazet w Polsce w latach 90., w 2013 roku własność skonsolidowała się, kiedy Verlagsgruppe Passau kupowało ostatnią z gazet regionalnych. Było już ewidentnie widać, że jest to naprawdę monopol na rynku prasy regionalnej, bo jedno wydawnictwo miało w rękach wszystkie gazety – od „Głosu Wielkopolskiego”, „Dziennika Bałtyckiego”, „Dziennika Zachodniego”, poprzez gazety w Łodzi, Szczecinie, Katowicach, Krakowie – wskazywała.

Przejęcie Polski Press przez PKN Orlen wywołało falę krytyki ze strony wielu środowisk w Polsce, a także w Europie. Opozycja zarzucała, że uwolnienie polskich gazet spod niemieckiego wpływu spowoduje utworzenie tuby propagandowej Prawa i Sprawiedliwości.

– W momencie gdy znajduje się jakiś podmiot i chce zrobić dokładnie to samo, co ktoś (Verlagsgruppe Passau – red.) zrobił kilka lat temu, to raptem podnosi się tak wielki krzyk, że tym razem transakcja nie powinna dojść do skutku i jest zamachem na wolność słowa. Zdaniem polityków i dziennikarzy, którzy to kwestionują, lepiej by było, aby gazety po prostu padły – zwracała uwagę dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

– Wydawnictwo poszukiwało nabywcy od dwóch lat i nie mogło go znaleźć. Wydawało się, że sytuacja jest korzystna, żeby media regionalne utrzymać przy życiu, a wtedy rozpętała się ogromna nagonka przeciwko transakcji. Opowiedziała się nawet Komisja Europejska, bo taki apel wystosował Niemiecki Związek Dziennikarzy. To była do bólu kuriozalna sytuacja, że w ten sposób chcą ingerować w rynek prasy w Polsce, kontrolować go i wpływać na niego. Wtedy w Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich pomyśleliśmy, że trzeba zrobić coś w rodzaju bilansu zamknięcia – jak wyglądały relacje w redakcjach, jak pracowali dziennikarze. Chcieliśmy dowiedzieć się, co tam naprawdę się działo, na ile była respektowana zasada pluralizmu, niezależności dziennikarskiej. (…) Wiedza, która dzisiaj znajduje się w konkretnym opracowaniu, przeszła nasze najśmielsze obawy. Nie myśleliśmy, powiem szczerze, że to były aż tak złe warunki pracy – zaznaczyła.

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wraz z „Kurierem WNET” zrealizował projekt badawczy, który objął dziennikarzy pracujących w mediach regionalnych po przejęciu ich przez wydawnictwo Verlagsgruppe Passau. Przygotowany został „Raport z projektu badawczego dotyczącego warunków pracy dziennikarzy, wolności słowa oraz stosunków redakcyjnych w grupie medialnej Polska Press”.

„Dziennikarz stał się robotem, niewolnikiem za coraz mniejsze pieniądze.”  Nastąpiło „systematyczne odchodzenie od lokalności”. Obowiązywała „narracja poprawna politycznie”, prawica przedstawiana była jako „zaściankowa, nietolerancyjna, homofobiczna, faszystowska”, a Kościół jako „siedlisko pedofilii” – tak opisują pracę pod kierownictwem Verlagsgruppe Passau uczestnicy badania.

Raport dostępny jest [tutaj].

– Pierwsza wypowiedź z ankiety nr 2: „Ukochana praca, w czasie gdy gazeta została sprzedana, stała się największym koszmarem w moim życiu. Miałam myśli samobójcze, rozpoczęłam leczenie u psychiatry i psychologa, które trwa do tej pory. Utraciłam zdrowie i radość życia. Byłam szykanowana i poniżana. Kolega z redakcji przypłacił pracę w redakcji załamaniem psychicznym. Po wielu latach leczenia depresji zmarł w minionym roku”. (…) Takie cytaty pokazują, jak była stosowana zasada pluralizmu, w jakich warunkach pracowali dziennikarze. W pierwszym tego typu badaniu w naszym kraju udało się pokazać mechanizm sterowania dziennikarzami w wolnej Polsce, w teoretycznie wolnych i niezależnych gazetach opartych na zasadzie wolnego rynku. (…) Ci, którzy protestowali, odchodzili z pracy bądź byli z niej wyrzucani, byli marginalizowani – podkreślała gość programu.

– Uderzające są też opisy pracy pod względem socjalnym. Dziennikarze nie mieli zabezpieczenia socjalnego. Przez wiele lat pracowano na umowach o dzieło, które nie dawały ubezpieczenia zdrowotnego ani emerytalnego. Kiedy rozstawano się z nimi po 10 czy 12 latach pracy, nie przedłużając umowy, okazywało się, że człowiek odchodził z niczym i zmarnował swoje najlepsze lata – zaznaczyła.

radiomaryja.pl

drukuj