fot. PAP/Tomasz Gzell

[TYLKO U NAS]. A. Pietraszek o ks. prał Z. Jastrzębiec Peszkowskim: Kochano go. Wszyscy mówili „nasz ojciec Zdzisiulek”. Dzieci Miednoje, Charkowa – miały w nim ojca

Osoba Księdza przywierała do nas, pracowników telewizji. Kochano go. Był dobrym, wesołym, otwartym, ufnym  człowiekiem. Wszyscy mówili „Zdzisiulek”, „nasz ojciec Zdzisiulek” – tak w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja wspominała znajomość z ks. prał. Zdzisławem Jastrzębiec Peszkowskim Anna Pietraszek, reżyser, dokumentalistka i dziennikarka, długoletnia współpracownica i przyjaciółka kapelana Rodzin Katyńskich.

W sobotę 8 października przypadła 15. rocznica śmierci ks. prał. Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego, kapelana Rodzin Katyńskich. Anna Pietraszek towarzyszyła mu w ostatnich chwilach jego życia.

Ks. prał. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski znany jest głównie ze swojego zaangażowania w życie Rodzin Katyńskich. Rozmówczyni Radia Maryja wskazała, że nie wszyscy w tym środowisku byli pozytywnie nastawieni do jego osoby.

– Było bardzo wielu przeciwników. Jedni (…) plotkowali, inni go zwalczali. Nie wiedziałam, jak boleśnie może to dla niego wyglądać. Założył Fundację jeszcze w 1991 r. (…). Wówczas dostałam informację – jak to dziennikarka telewizyjna w tamtych czasach – od przyjaciela z BBN-u: „Słuchaj! Wyrzucają Księdza na zebraniu w jego własnej fundacji”. Nie mogłam w to uwierzyć. Wrócił i prawie płakał. Ludzie, których przyjął do tej fundacji, po prostu  go wygryźli, wyrzucili go z jego własnej fundacji, bez przyczyny. Tak miało wyglądać jego całe życie. Co tylko się udało, to zaraz próbowano to spostponować – zwróciła uwagę.

Dziennikarka powiedziała też, jak wyglądało jej pierwsze spotkanie z ks. prał. Zdzisławem Jastrzębiec Peszkowskim.

– Jako dziennikarka, filmowiec, dokumentalistka Telewizji Polskiej w 1993 r. w maju wymyśliłam cykl filmów dla Dwójki: „Kto Ty jesteś? Polak mały”, żeby prezentować naszych nowych, solidarnościowych działaczy, którzy zdobywali jakieś stanowiska, a nikt ich nie znał z życia prywatnego. Pomysł był taki, że spędzamy z kamerą jeden dzień z tą niezwykłą osobą – od świtu do nocy i nie ma prawa nas wyrzucić, bo coś ciekawszego mu się wydarzy. Wszędzie będziemy z tą osobą. Był nią m.in. ks. Peszkowski. Piąta rano. Umawiamy się na zdjęcia. Przychodzi operator, dźwiękowiec. Narzekają: „Oj, wymyśliłaś kino! Piąta rano! A na dodatek jeszcze księdza! Cały dzień z księdzem! Jak my to wytrzymamy?”. Idziemy na Stare Miasto, a tam ks. Peszkowski, (którego praktycznie widziałam wtedy dopiero drugi raz w życiu, a koledzy pierwszy) z ręczniczkiem na szyi, w dresie, w adidasach, daje w długą! Biegnie! Po prostu biegł. Piękny poranny bieg, żeby się rozruszać. Moja dzielna ekipa z kamerą, zadyszana za nim. Przebiegliśmy wokoło rynku Starego Miasta, wracamy. Jaki był efekt? Cały ten dzień przyniósł niezwykłe obserwacje kamerowe, telefony od ludzi, rozmowy o Katyniu. Nagle uświadomiłam sobie, że przede mną jest żywy świadek Katynia, żywy świadek garstki ludzi, którzy cudem ocaleli – opowiadała dokumentalistka.

Dodała, że świadectwo ks. prał. Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego wywołało nawet potrzebę nawrócenia u jednego z jej kolegów z dziennikarskiej ekipy, który postanowił zostać u kapłana po dniu nagrań i odbyć spowiedź z całego życia.

– Osoba Księdza przywierała do nas, pracowników telewizji (…). Kochano go. Był dobrym, wesołym, otwartym, ufnym  człowiekiem – wspominała Anna Pietraszek.

Ks. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski był świadkiem obrony pracy dyplomowej Anny Pietraszek w Akademii Obrony Narodowej. Była ona pierwszym cywilem (a do tego kobietą) studiującym na tej uczelni. Dziennikarka podjęła te studia, by przekonać się, jak będzie zmieniało się podejście do bezpieczeństwa narodowego w wolnej Polsce.

– Potrzebny był świadek. (…) Ale był warunek – musi się ładnie prezentować, osoba broniąca się ma mieć totalne zaufanie do niego i musi mieć coś wspólnego z wojskiem. Skąd ja takiego wezmę? I nagle mnie olśniło: „Ks. Peszkowski! Ksiądz – więc sto procent zaufania; piękny, postawny i do tego rotmistrz”. Przyprowadziłam go. Przyszedł w eleganckiej sutannie, z książkami o Katyniu. Słyszę szmer wśród kolegów oficerów. Jeden podchodzi i mówi: „No, wszystko rozumiem, może to twój przyjaciel, ale dlaczego (…) »czarnego« nam tu przyprowadziłaś?”. A on wręcza mu książkę. Na okładce zdjęcie, jak pochyla się nad czaszkami polskich oficerów w Katyniu. Poszedł szmer. Mówią: „Cieszymy się, że go wzięłaś”. Tak zdobywaliśmy kolejne świadomości” – mówiła reżyser.

Znajomość z kapelanem Rodzin Katyńskich ukształtowała dalszą życiową drogę Anny Pietraszek.

– Kiedy już z dyplomem siedziałam u Księdza i rozmawialiśmy, co dalej, co powinnam robić, powiedziałam z pełnym przekonaniem: „Księże Zdzisiulku (bo tak go nazwali koledzy z pracy, z telewizji i inaczej o nim nie mówią do dziś), ja nie chcę robić kariery. Musimy razem walczyć o jedno. Polskę czeka bitwa o mentalność narodową” – zaznaczyła rozmówczyni Radia Maryja.

Właściwym kierunkiem, jaki należało podjąć, była walka o prawdę na temat  Katynia. Rozpoczął się żmudny proces proszenia o zgody na ekshumacje i budowę cmentarzy.

– Potem inni to przechwycili, że to jest wspaniała okazja dla polityki, do zbijania swoich własnych kapitałów, do pokazywania się, do wyłudzania pieniędzy na jakieś firmy lejące beton, kładące płyty wśród bagna katyńskiego zamiast takich, które mogłyby stać widoczne na ścianach po dziś dzień – mówiła dziennikarka.

Przypomniała, że najważniejszym przedsięwzięciem w medialnej walce o prawdę o sowieckich zbrodniach na Polakach była transmisja satelitarna z Katynia w czerwcu 1995 roku.

– To był majstersztyk naszej „konspiracyjnej roboty” z ks. Peszkowskim. Rok przygotowań. Cały zespół transmisji Telewizji Polskiej stanął przy mnie, prawie nieznanej im osobie (…). Poszliśmy do walki, jakbyśmy szli  do lasu jak partyzanci. Wszystko musiało się nam udać – wspominała reżyser.

Największą trudność stanowiło pozyskanie zgody Moskwy na wwiezienie do Rosji talerza satelitarnego. Anna Pietraszek zaznaczyła, że ks. prał. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski przez cały czas trwania tego skomplikowanego przedsięwzięcia nie opuszczał dziennikarskiej ekipy.

– Kochali go. Wszyscy mówili „Zdzisiulek”, „nasz ojciec Zdzisiulek”. Transmisja miała jeden ogromny cel – przyprowadzić wdowy katyńskie, rodziny katyńskie, żeby mogły zobaczyć ten las, do którego dojechać było im tak trudno.  Przyleciały dwa samoloty (nie tylko rządowy) na lotnisko w Smoleńsku, które wcześniej mogłam udokumentować – ja, cywil, dzięki przyjaźni moich kolegów. (…) Było tysiąc osób, które uczestniczyły w uroczystej Mszy transmitowanej trzy godziny przez Program Pierwszy Telewizji Polskiej. Czterdzieści krajów na świecie wzięło fragmenty tej transmisji. 12 milionów osób obejrzało ją w Polsce – podkreśliła dziennikarka.

Zwróciła też uwagę, że ks. Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski zastępował ojca wielu dzieciom ofiar Katynia.

– To wielkie dzieło Księdza, że te katyńskie dzieci – dzieci Miednoje, Charkowa – miały w nim ojca – mówiła Anna Pietraszek.

Całość rozmowy jest dostępna [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj