fot. sxc.hu

Trwa spór o niemiecką stawkę minimalną

W Berlinie komisarz UE ds. zatrudnienia będzie rozmawiać m.in. z federalną minister pracy w sprawie przepisów o płacy minimalnej w Niemczech.

Według tych przepisów od 1 stycznia w Niemczech obowiązuje stawka minimalna 8,5 euro na godzinę; stawka obejmuje także zagranicznych kierowców.

Za złamanie przepisów o płacy minimalnej pracodawcy grożą kary do 500 tys. euro. Kary za niespełnienie wymagań formalnych mogą sięgnąć nawet 30 tys. euro.

Transportowcy podkreślają, że nowe niemieckie prawo uderza w polskich przewoźników. Nie możemy płacić tyle polskim kierowcom, ile nakazują Niemcy, bo nas na to nie stać – powiedział Waldemar Jaszczur, przewoźnik z Siedlec.

– Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że inne stawki są w Niemczech. Inne stawki mają niemieccy przewoźnicy, a inne polscy. Nie można narzucać komuś wewnętrznych rozporządzeń, zasad, norm, nie znając jego sytuacji finansowej. Sytuacja jest diametralnie inna dla niemieckich przewoźników, polskich lub też ewentualnie węgierskich oraz przewoźników z innych krajów. Dlatego jest ten zdecydowany protest przeciw narzucaniu tych przepisów. My się z tym nie zgadzamy i uważamy, że jest to nieadekwatne. Jeżeli nie nastąpi zatrzymanie tych przepisów efekt będzie taki, iż przewoźnicy przestaną jeździć przez Niemcy, a to spowoduje, że nasza branża po prostu zacznie prowadzić swoją działalność – powiedział Waldemar Jaszczur.

Po skargach, m.in. Polski, Węgier, krajów bałtyckich, a także Holandii i Wielkiej Brytanii, Komisja Europejska zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienia takiej decyzji.

RIRM

drukuj