Hiszpania - Włochy [fot. PAP/EPA]

Trójkolorowy problem

Hiszpania do tej pory nie zachwycała (przynajmniej w stopniu, jakiego oczekiwaliśmy), ale i tak prawie wszyscy widzą ją w finale. Francja miała momenty nadspodziewanie dobre, lecz do jej szatni znów powróciły stare problemy.

Vicente del Bosque, trener obrońców tytułu, ma kłopot. Jego podopieczni dominują w każdym meczu, oddają mnóstwo strzałów, zdobywają wiele bramek, a jednak musi bronić ich przed krytyką. Co ciekawe… słuszną. Bo Hiszpania gra gorzej, niż się spodziewaliśmy. Bez takiego błysku jak na ostatnich dwóch wielkich turniejach. Do ćwierćfinału awansowała trochę szczęśliwie, dzięki genialnemu Ikerowi Casillasowi i sędziemu meczu z Chorwacją, który kilka razy skrzywdził rywali. Ale w tej samej Hiszpanii tkwi niewiarygodny potencjał, który wyzwolony może przebić każdy mur. – Naszym jedynym celem jest tytuł – powiedział del Bosque. Francja? Ma problem. Kłótnie, wzajemne wyzwiska i oskarżenia poniżyły ją podczas mundialu w RPA. Sytuację opanował dopiero trener Laurent Blanc, który potrafił przekonać zawodników, że drużyna narodowa to coś ważniejszego. Lecz po meczu ze Szwecją (0:2), ostatnim w fazie grupowej, w szatni znów było gorąco. Zawodnicy kłócili się, mieli do siebie pretensje o zbyt małe zaangażowanie. Oberwało się też trenerowi o nierówne traktowanie. – Gdy się wygrywa i jest się szczęśliwym, to nie analizuje się nieudanych akcji. Tym razem niektórzy nie dali z siebie tyle, co zwykle, dlatego doszło do wybuchu – przyznał Blanc. Podobno jest już dobrze, podobno zainteresowani podali sobie ręce, ale nie wiadomo do końca, czy dziś „Trójkolorowi” będą zespołem, jednością, skupioną na wspólnym celu.
Faworytem będą Hiszpanie, ale Francję stać na to, by napsuła im krwi. A nawet sprawiła niespodziankę.

Pisk

drukuj