(fot.PAP/EPA)

W drodze po tytuł?

Euro 2012 rozpoczynali w takich sobie nastrojach, ale dziś w całych Włoszech już nikt nie pamięta o problemach i słowach trenera Cesare Prandellego: „Jak będzie trzeba, to na mistrzostwach nie zagramy”. Zagrali, i to jak! Po zwycięstwie nad Anglią piłkarze Włoch awansowali do półfinału, a w ich kraju coraz głośniej i śmielej mówi się o tytule.

Zacytowane słowa selekcjonera były jego komentarzem do kolejnego skandalu korupcyjnego, który wybuchł tuż przed turniejem. Wtedy sytuacja drużyny zdawała się więcej niż ciężka. Ciężkie były też nastroje po porażkach w trzech meczach towarzyskich, szczególnie dotkliwej 0:3 z Rosją. Ekipa zdołała jednak zebrać się w sobie. I to na tyle, by osiągnąć duży sportowy sukces i zaimponować stylem. W ćwierćfinałowym starciu z Anglią Włosi przeważali i atakowali niemal od pierwszej do ostatniej, 120. minuty. Rozgrywali piłkę, prowadzili grę, starali się zdobyć bramkę. Anglicy na ich tle wyglądali przeciętnie, jak zespół, którego głównym celem jest przetrwać. Oczywiście raz na jakiś czas zapuszczali się w pobliże włoskiego pola karnego, ale tylko raz zmusili Gianluigiego Buffona do wykazania się niewiarygodnym refleksem. Inna sprawa, że interwencja bramkarza po strzale Glena Johnsona mogła uchodzić za interwencję mistrzostw. Statystyki nie kłamały. Podczas gdy Wyspiarze oddali 9 strzałów, w tym tylko 4 celne, Włosi uderzyli w stronę ich bramki aż 35 razy! John Hart musiał interweniować dwudziestokrotnie.

 

Po raz kolejny reżyserem poczynań Włochów był niesamowity Andrea Pirlo. Cóż to jest za piłkarz! Niewiarygodnie wyszkolony, biorący udział w bodaj wszystkich akcjach swego zespołu, podający piłkę z centymetrową precyzją (w niedzielę 80 procent jego zagrań było celnych, a nie podawał do kolegi stojącego najbliżej), podejmujący decyzję w ułamku sekundy, w ogromnej większości słuszną. Jedyne, do czego można się było w grze Włochów przyczepić, to skuteczność, a właściwie jej brak. Przez 120 minut nie zdobyli gola, tak samo jak rywale. O wyniku musiały zatem rozstrzygnąć rzuty karne, w których znów w roli głównej wystąpił Pirlo. Sposób, w jaki wykonał swą jedenastkę, był nadzwyczajny. Pokonał Harta lekką podcinką, á la Antonin Panenka. – Nie planowałem tego, to był impuls – przyznał potem. Wygrana, awans, styl gry spowodowały, że w całych Włoszech zapanowała euforia. Kibice i media są przekonani, że drużyna może nawet zdobyć mistrzostwo. Czyli najpierw pokonać w półfinale Niemcy, które wygrały 15 kolejnych spotkań o stawkę. – Faktycznie, trafili do najlepszej czwórki prawie bez problemów, ale my też jesteśmy mocni – podkreślił Pirlo. Także Prandelli poczuł, że Euro 2012 może być dla jego zespołu wspaniałe, jeszcze lepsze niż jest. – Pokazaliśmy w starciu przeciw Anglii, że jesteśmy drużyną i mamy charakter. Zagraliśmy doskonale pod względem taktycznym. Mogliśmy się ucieszyć, ale tylko przez chwilę. Czeka nas bowiem kolejny wielki bój, w którym to rywale będą faworytami. Przynajmniej na papierze – powiedział.

 
Dwa lata temu, na mundialu w RPA, Włosi zostali upokorzeni. Teraz, na Euro 2012, wrócili do elity. Każda wygrana, każdy awans dalej wzmagał ich apetyt i dziś myślą coraz głośniej o finale i końcowym triumfie. I, szczerze mówiąc, nie są bez szans.


drukuj