To walka z Kościołem i z Polską

Z doktorem Witoldem Tomczakiem rozmawia Beata Falkowska

Nie żałuje Pan, że odsunął głaz z figury Papieża? Po kilkunastu latach trafił Pan za to na salę sądową.

– Oczywiście, że nie żałuję. Tak należało się wtedy zachować. Dopuszczono się znieważenia Ojca Świętego, naszego największego rodaka, Zastępcy Chrystusa na ziemi. Bez wątpienia doszło do obrazy uczuć religijnych. Tym bardziej że postać Papieża w tej instalacji w dłoniach dzierżyła pastorał z ukrzyżowanym Jezusem. Poniżono godność Głowy Kościoła katolickiego i Państwa Watykańskiego. Zareagować powinno Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wszystko to działo się w Ojczyźnie Jana Pawła II, w galerii narodowej, w stulecie jej istnienia. Za publiczne pieniądze w największej sali – Sali Matejkowskiej, na tle biało-czerwonych barw podłogi i ścian znieważono Papieża Polaka, uosabiającego nasze narodowe świętości. Ta tzw. instalacja prezentowana była pod nazwą „La Nona Ora”, czyli „Dziewiąta Godzina” – to jest biblijna godzina śmierci Chrystusa. Zakpiono sobie z Polaków, z katolików.

Przypominam, że moje działanie w Zachęcie nastąpiło po bezskutecznych interwencjach u najwyższych władz państwowych.

Wniosek o ściganie skierowało przeciwko Panu niemieckie towarzystwo ubezpieczeniowe Gerling Polska.

– Tak, Gerling Polska Towarzystwo Ubezpieczeń SA, które dziś działa pod inną nazwą. Początkowo Gerling domagał się ode mnie, poprzez tzw. wezwania przedsądowe, odszkodowania za rzekome uszkodzenia w wysokości 40 tysięcy złotych. W wezwaniach tych perfidnie informowano mnie, że wpłacona kwota przekazana zostanie Siostrom Franciszkankom Służebnicom Krzyża. Odmówiłem. W międzyczasie niemiecki ubezpieczyciel skierował przeciwko mnie wniosek o ściganie. Prokurator pierwszej instancji, pani prokurator rejonowy, odmówiła wszczęcia postępowania, argumentując, iż nie znalazła powodów o oskarżenie z art. 288 kk, czyli o zniszczenie cudzej rzeczy. Stwierdziła, że celem osób uczestniczących w zdarzeniu nie było zniszczenie mienia, tylko wyrażenie sprzeciwu wobec ekspozycji tej instalacji. Gerling wniósł zażalenie na to postanowienie, nie wskazując żadnych nowych okoliczności. Mimo to prokuratura okręgowa uległa argumentom niemieckiego ubezpieczyciela, nakazując wszczęcie śledztwa, które zakończyło się aktem oskarżenia przeciwko mnie.

Ekspertyza sądowa sporządzona na wniosek Pańskiego obrońcy oszacowała ewentualne szkody na 3 tys. złotych. Myśli Pan, że w tym wszystkim chodzi o pieniądze?

– Nie sądzę, aby chodziło tylko o pieniądze. Dodajmy, że nawet ekspertyzy zamawiane przez Gerlinga wskazują, że te zniszczenia niekoniecznie musiały być wynikiem mojego działania. Nie można jednoznacznie wykluczyć, że mogły one być skutkiem sposobu montażu tej instalacji.

W tej sprawie chodzi przede wszystkim o to, aby uderzyć w godność Polaków i katolików, i to na naszej ziemi, chodzi o to, aby zakpić sobie z nas, napluć nam w twarz, i to za nasze pieniądze. Wszystko to dzieje się niejako za przyzwoleniem władzy. Polska prokuratura nie ściga bluźnierców, lecz stawia przed sądem obrońcę wartości narodowych i religijnych. Również po to, aby odstraszyć ewentualnych kolejnych „śmiałków”, którzy zechcą bronić siebie i innych przed znieważaniem. To fragment walki z Kościołem, z Polską.

Obszar kultury i sztuki świetnie się do tej walki nadaje.

– Można tu wykreować nowe wzorce i idee, można łamać kanony, burzyć tradycję. Państwo polskie poprzez powołane do tego instytucje nie chroni należycie dobra wspólnego, jakim jest chrześcijańskie dziedzictwo kulturowo-religijne, które stanowi fundament naszej tożsamości, naszej narodowej i państwowej egzystencji.

Profanacje i bluźnierstwa pod płaszczykiem sztuki budzą opór społeczny, ale czy jest on adekwatny do skali tego zjawiska? Nasze świętości są dla nas nadal rzeczywiście ważne, czy daliśmy się kulturowo skolonizować?

– Pewna bierność znacznej części katolików to efekt co najmniej kilku zjawisk. Między innymi miażdżenia naszych umysłów przez media, skąd płynie nieustannie wroga nam ideologia. Wtłacza się nam model zachowania, by nie reagować na bluźnierstwa, zniewagi, skandale pseudoartystyczne, wmawia się nam, że nasza reakcja nic nie da, tylko nagłaśnia te wydarzenia. Pod pozorem wolności sztuki usiłuje się stygmatyzować osoby występujące przeciw bluźnierstwom jako ignorantów sztuki i zacofanych.

Przedstawia się je w krzywym zwierciadle. Ale czy wszystko można zrzucić na opanowane przez lewicę media?

– Człowiek potrafi rozeznać właściwie i rozpoznać prawdę, ale gdy jest informowany, a nie manipulowany. Przekaz w mojej sprawie najczęściej sprowadzał się do zbitki słownej: „Wandal zdewastował dzieło sztuki, by zaistnieć medialnie”, plus zdjęcia, jak Tomczak skacze na głaz przygniatający figurę Papieża. Do tego dodawano opinie „ekspertów” w proporcjach: jeden głos po mojej stronie, cztery – przeciw. Gdyby obiektywnie zaprezentowano przebieg wydarzeń, reakcja przeciętnego obywatela, nawet nie jakiegoś wybitnie religijnego, byłaby jednoznaczna: naruszono granice sacrum.

Wielu moich rodaków trwa przy naszych narodowych wartościach, nie daje się ogłupić, potrafi rozpoznać i przeciwstawić się ideologii Nowej Lewicy. Wielka w tym zasługa katolickich i niezależnych mediów, m.in. „Naszego Dziennika”, Radia Maryja, Telewizji Trwam. Przeciwko znieważeniu Ojca Świętego w Zachęcie wpłynęło do sądu i prokuratury już ponad 100 tys. protestów. Wielu z nas protestuje przeciwko kolejnym bluźnierczym aktom pseudoartystów w galeriach, a nawet w teatrach.

Szła za Panem fama oszołoma?

– W niektórych środowiskach pewnie tak. Przedstawiciel Gerling Polska w zażaleniu na odmowę wszczęcia postępowania też użył sformułowania, że tego typu postawy są obecnie w modzie, by zaistnieć w mediach. Tymczasem proszę zwrócić uwagę, że moje działanie nie było podjęte ad hoc. Z ówczesnymi kolegami posłami rozważaliśmy, jak zareagować w tej sytuacji. Najpierw były protesty i informacje wyborców, że w galerii narodowej doszło do profanacji. Sygnał był jednoznaczny: zróbcie coś, nie można tolerować tego znieważenia. Jako posłowie byliśmy zobowiązani do podjęcia działań. Spotkaliśmy się w tej sprawie z ministrem i wiceministrem kultury, skierowaliśmy pisma do najwyższych władz państwowych. Byłem wcześniej w Zachęcie, rozmawiałem z pracownikami zdegustowanymi tą ekspozycją, przeczytałem wpisy w księdze pamiątkowej – w większości negatywne.

To nie był tylko „eksces Tomczaka”, jak prezentowały to media. Czuł się Pan przedstawicielem szerokich kręgów opinii publicznej?

– Otrzymałem mnóstwo listów poparcia, oznak solidarności od Polaków z całego świata. To ewenement, biorąc pod uwagę, jak zmanipulowany był przekaz na ten temat. Jestem naprawdę zaskoczony. Codziennie otrzymuję od kilku do kilkunastu listów. Wszystkie z wyrazami wdzięczności i przekazem: my wszyscy jako rodacy Jana Pawła II jesteśmy oskarżeni w tej sprawie. Zdarzają się drobne datki finansowe. Piszą przedstawiciele przeróżnych środowisk i profesji: duchowni, w tym księża biskupi, ludzie sztuki, kultury, naukowcy, lekarze, Polonia, sybiracy, całe parafie. To utwierdza mnie w słuszności podjętego w 2000 roku działania i budzi nadzieję, że nie utraciliśmy jeszcze polskiego, katolickiego kręgosłupa, mimo tak wielu codziennych zagrożeń. Jest duża część Narodu, która chce bronić prawdy i wartości. Ci ludzie stanęli przy mnie i jest to wielka wartość. Dodam, że nie dostałem żadnego krytycznego listu, żadnego anonimu. Za tę wielką solidarność serc gorąco moim rodakom dziękuję! Szczególnie dziękuję tym, którzy towarzyszą mi podczas procesu na sali sądowej. Wyrażam ogromną wdzięczność panu Januszowi Wojciechowskiemu, który bez wahania podjął się mojej obrony.

Artykuł 196 kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych to dość martwe prawo, o czym świadczy bezkarna profanacja krzyża w Centrum Sztuki Współczesnej. Do fali bluźnierstw przyczynia się bierność władz?

– Jest przyzwolenie na profanacje i bluźnierstwa skandalistów. Zanim interweniowałem w Zachęcie, także złożyłem zawiadomienie do prokuratury w związku z obrazą uczuć religijnych. Prokurator rejonowy, okręgowy i sędzia nie dopatrzyli się przestępstwa. Sędzia w uzasadnieniu swej decyzji użył argumentu, że osoba żyjąca nie może być obiektem czci religijnej, a domaganie się takiej czci wobec Namiestnika Chrystusa jest objawem bałwochwalstwa. Niestety często decyzje prokuratorów i sędziów są w takich sprawach uznaniowe. Warto indagować o te kwestie rządzących polityków, którzy mienią się katolikami, choćby ministra Marka Biernackiego, skądinąd zacnego i szlachetnego człowieka. Niech wypowie się w mojej sprawie w kontekście oczekiwania na kanonizację bł. Jana Pawła II. Z takim apelem do pana ministra sprawiedliwości i do pana Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego, zwróciłem się w liście otwartym. Z biura skarg i wniosków resortu sprawiedliwości dostałem odpowiedź, że mój list został skierowany „zgodnie z właściwością” do prezesa sądu, przed którym jestem sądzony. To nieporozumienie, kpina i arogancja władzy, która ucieka od odpowiedzialności. Prokuratura Generalna do dziś nie zareagowała. Zapewne wielu z tych wysokich urzędników państwowych będzie uczestniczyć w kanonizacji bł. Jana Pawła II, tymczasem na ziemi Ojca Świętego pozwalają ścigać człowieka, który sprzeciwił się jego znieważaniu.

Politycy nie czują presji katolickiej opinii publicznej. Od lat mówi się o śpiącym olbrzymie. Widać na horyzoncie przebudzenie?

– Władza boi się tłumów połączonych solidarnością i jednością. Nie możemy być bierni i niezorganizowani. Z jednym Tomczakiem dadzą sobie radę, ale jak będą nas tysiące, miliony – ulegną. Jest potężna rzesza Polaków występująca np. w obronie Telewizji Trwam, w obronie życia, rodziny, ale inni nadal śpią, nie są świadomi zagrożeń, nie rozumieją, że dziś moja sprawa może stać się jutro twoją… Zwróciłem się w swojej sprawie (a przecież to powinna być nasza wspólna sprawa) z prośbą o opinię i wsparcie do szkół i uczelni katolickich noszących imię Jana Pawła II, m.in. do KUL, UKSW, Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie, i otrzymałem odpowiedź zerową lub typu „nie wypowiadamy się w sprawach sądowych, w których nie jesteśmy stroną”. A przecież możliwości oddziaływania, ewangelizacji zależą od naszej pozycji społecznej i otrzymanych talentów. Inne możliwości ma staruszka z różańcem w dłoni, inne prawnik, nauczyciel, profesor, dziennikarz. Ale są też tacy bohaterowie jak proboszcz jednej z parafii podkarpackich, który potrafił przekazać swoim parafianom odpowiednią informację, zebrać niemal 700 podpisów i przesłać je do sądu wraz z protestem opatrzonym parafialnymi pieczęciami. To dzisiaj jest duży akt odwagi.

1

Widocznie rozumie, że bluźnierczy nurt antysztuki nie ograniczy swego zasięgu do muzealnej sali, ale, jeśli się nie sprzeciwimy, zawłaszczy całą przestrzeń publiczną, w której funkcjonujemy.

– Właśnie tak trzeba rozpoznawać współczesne zagrożenia, pozornie błahe, dalekie od nas. Jeżeli stracimy czujność, lada dzień zostaniemy owładnięci przez wrogą ideologię, która systematycznie pracuje nad naszymi umysłami. Musimy pamiętać, że odbieramy świat zmysłami, zwłaszcza wzrokiem.

Dominujące w przestrzeni publicznej obrazy oddziałują na każdego z nas, szczególnie na młodzież. Krok po kroku rozmywa się nas, kruszy nasze sumienia, osłabia poczucie grzechu. Stopniowe ustępstwa prowadzą do przyzwalania na coraz większe zło, a bierni katolicy stają się pożytecznymi idiotami na rzecz cywilizacji śmierci i kłamstwa. Taka postawa wynika z braków w formacji religijnej. Wiara niepogłębiana, nieożywiana sakramentami słabnie. Człowiek będzie się chwiał jak trzcina, aż w końcu ulegnie okolicznościom. Zabraknie mu duchowej siły, mocy, by się przeciwstawić złu. Oczywiście w swej drodze ku prawdzie musimy traktować naszych oponentów ideologicznych z szacunkiem, miłością, ale to nie znaczy, że mamy przyjmować ich argumenty, np. te o prawie do ekspresji artystycznej, i pozwalać na promocję wszelkich patologii w życiu publicznym.

Jako lekarz spotyka Pan co dzień dziesiątki różnych osób. Ludzie „kupują” ten kłamliwy marketing o „wolnościach”, „prawach”, „ekspresjach”?

– Przyjmując pacjentów, dotykam ich trosk, trudów codziennego życia, jak brak stabilizacji, pracy, niepokój o przyszłość. Wiele rodzin dotkniętych jest zaburzonymi relacjami, problemem różnych zniewoleń, poszukiwaniem pracy na obczyźnie. Życie religijne naszych rodzin jest zaniedbane, umysły zniewolone są antywartościami płynącymi z telewizorów. Trudno w tej sytuacji zajmować się obroną wartości czy wybrykami „artystów”.

Na pewno ludzie potrzebują dziś prawdziwej informacji. Mimo wszystko są otwarci na argumenty przekazywane w atmosferze życzliwej rozmowy z kimś, kto ich wysłucha. Natura człowieka jest taka, że potrafi dobrze wybrać po przekazaniu rzetelnej informacji. Prawda ma wielką moc. W moim gabinecie, gdy pacjent zobaczy wiszące na ścianie zdjęcia z kolejnymi fazami życia dziecka w łonie matki, czasem po raz pierwszy, staje się obrońcą życia. Gdy w poczekalni weźmie do ręki wartościowe pismo, gdy polecimy mu dobrą stronę internetową, dobrą stację radiową – przebudzi się, znajdzie odpowiedź na trudne pytania. Od biskupa do szeregowego katolika weźmy się do roboty, dajmy ludziom dotknąć prawdy, dajmy im informację, okażmy troskę o dobro bliźniego, o jego ostateczne dobro, a wtedy wybierze właściwie, a przynajmniej pomyśli. Nie zapominajmy też o modlitwie za naszych braci. To wszystko, co możemy zrobić. Ale to bardzo dużo.

Znakiem konsolidującym katolików w Polsce może być kanonizacja bł. Jana Pawła II. Jego nauczanie zawiera to wszystko, o czym mówimy.

– Jesteśmy świadkami wojny cywilizacji życia, piękna, prawdy i dobra z cywilizacją śmierci i kłamstwa. W szczególny sposób toczy się ona na polskiej ziemi, bo jesteśmy wyjątkowym państwem i Narodem wciąż żywej wiary, wspiera nas wielu świętych i błogosławionych. Jesteśmy w jakimś sensie nadzieją dla świata. Ta walka będzie się nasilać w miarę zbliżania się kanonizacji bł. Jana Pawła II, z którego jesteśmy dumni, ale który też stawiał nam wymagania. W swym Testamencie prosił nas o obronę wielkiego dziedzictwa, któremu na imię Polska. Złe siły zrobią wszystko, by nas osłabić, zniechęcić, poróżnić, używając wyrafinowanych, socjotechnicznych metod. Jednak z nadzieją patrzę w przyszłość. Nasi rodacy, ci „zagubieni”, będący po drugiej stronie, są rozproszeni, ich nic nie łączy poza tymczasowością, układami i profitami materialnymi. Nas niech łączy prawda, solidarność, wiara ojców! Na patriotycznych marszach, protestach spotyka się coraz więcej osób młodych, rodzin. Nie popadajmy zatem w beznadzieję i pesymizm. Błogosławiony Jan Paweł II wciąż woła do nas: Jesteście moją nadzieją! W górę serca!

Dziękuję za rozmowę.

drukuj