fot. PAP/Rafał Guz

T. Szatkowski: Użyto mojej własnej chęci bycia transparentnym wobec państwa polskiego przeciwko mnie. To kompletny absurd, jakiś Kafka i Orwell w jednym

Wszczęto wobec mnie kontrolę całkowicie bezprawnie, ponieważ nie ma żadnych nowych informacji w mojej sprawie, które rzucałyby jakikolwiek cień. Wszystkie informacje były badane na moją prośbę przez służby – i to dwukrotnie badane. To ja prosiłem, żeby zbadać wszelkie ewentualne wątpliwości. Użyto mojej własnej chęci bycia transparentnym wobec państwa polskiego przeciwko mnie, dlatego że pan premier Tusk chciał dokonać bardzo widowiskowej czystki w korpusie dyplomatycznym bez zgody prezydenta – mówił w środowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam Tomasz Szatkowski, doradca prezydenta Andrzeja Dudy, odnosząc się do trwającej rok kontroli, wskutek której odebrano mu stanowisko ambasadora Polski przy NATO, a teraz również dostęp do tajemnic państwowych. Wszystko to za sprawą anonimowego donosu sprzed lat. „To kompletny absurd, jakiś Kafka i Orwell w jednym” – ocenił urzędnik.

W zeszłym roku, przed szczytem NATO w Waszyngtonie, kiedy Tomasz Szatkowski był jeszcze ambasadorem Polski przy Sojuszu, minister spraw wewnętrznych i administracji, Tomasz Siemoniak, powiedział, że są wobec niego poważne wątpliwości i nie powinien on nigdy sprawować tej funkcji. Wszczęto trwającą rok kontrolę. W ostatnich dniach zapadła decyzja, by odebrać Tomaszowi Szatkowskiemu poświadczenie dające dostęp do tajemnic państwowych. Gość „Polskiego punktu widzenia” przyjął tę informację bez zaskoczenia.

– To był najbardziej logiczny wynik tej całej sprawy. Wszczęto całą tę kontrolę w mojej ocenie całkowicie bezprawnie, ponieważ nie ma żadnych nowych informacji w mojej sprawie, które rzucałyby jakikolwiek cień. Wszystkie te informacje były badane na moją prośbę przez służby – i to dwukrotnie badane. To ja prosiłem, żeby zbadać wszelkie ewentualne wątpliwości (…). Użyto mojej własnej chęci bycia transparentnym wobec państwa polskiego przeciwko mnie, dlatego że pan premier Tusk chciał dokonać bardzo widowiskowej czystki w korpusie dyplomatycznym bez zgody prezydenta, chciał pokazać, że walczy z kadrami poprzedniego rządu, mimo tego, że wszyscy staraliśmy się po prostu służyć państwu polskiemu – zwrócił uwagę były ambasador Polski przy NATO.

Oprócz tego zablokowano kandydaturę Tomasza Szatkowskiego na stanowisko jednego z zastępców sekretarza generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jak sam wskazał, miała ona bardzo duże szanse na uzyskanie pozytywnego wyniku.

– Takie działanie podważa zaufanie do państwa polskiego, podważa wizerunek naszego państwa za granicą, bo (…) nikt nie uwierzył w te zmyślone, kompletnie zmanipulowane zarzuty – zaznaczył Tomasz Szatkowski.

Zarzuty wobec byłego polskiego ambasadora przy NATO opierają się na anonimowym donosie z 2018 r., w którym to autor insynuował, że Tomasz Szatkowski może być lobbystą lub agentem z racji bycia zagranicznym stypendystą (choć stypendium to nie dawało dochodów).

– Poprosiłem służby, żeby to zweryfikowały (…) i to zostało zweryfikowane. Później wyjęto ten donos i – jak powiedział premier Tusk – postawiano zarzuty. Tylko premier Tusk nie powiedział, że to jakiś anonim, być może szaleniec, postawił te zarzuty, że te zarzuty zostały zweryfikowane przez służby i to ja sam poprosiłem służby, żeby to zweryfikowały. Jest to kompletny absurd, jakiś Kafka i Orwell w jednym. (…) Pamiętajmy, minister Siemoniak wcześniej mówił, że nie ma planów, żeby mi odbierać poświadczenie, bo wiedział, że to są zarzuty kompletnie wyssane z palca. Ale skoro premier wyszedł i atakował mnie w Sejmie, to musiano mi to poświadczenie zawiesić. (…) Gdyby teraz mi je przywrócono (…) to znowu by to oczywiście uderzyło w premiera. W jakim momencie? W miesiąc po kampanii wyborczej, w której premier Tusk dokonał mniej więcej tego samego, czyli stawiał jakieś wyssane z palca zarzuty prezydentowi elektowi, użyto służb specjalnych, użyto materiałów z postępowania kontrolnego. (…) Już nie jestem poruszony tą samą sytuacją, bo niestety jest to już rutynowe działanie – mówił prezydencki doradca.

Urzędnik nie zamierza jednak rezygnować z walki na gruncie prawnym. Choć rządzący zarzucają mu wiele rzeczy, to w całej sprawie jest tylko jedno postępowanie prokuratorskie – przeciwko służbom specjalnym, wszczęte po zawiadomieniu Tomasza Szatkowskiego. Były ambasador Polski przy NATO zdecydował się na ten krok, ponieważ – jak podkreśla – służby dokonują manipulacji w odpowiedzi na zapotrzebowanie władzy.

– To postępowanie wszczęto, ale gdy „góra” się dowiedziała, to zablokowano tak oczywistą kwestię, jak mój dostęp jako osoba poszkodowana do akt tego śledztwa. Teraz proszę sobie wyobrazić, że rosyjski agent, który jest oskarżony w Polsce o działania szpiegowskie, dostaje z automatu dostęp do akt, a ja jako osoba poszkodowana, jako funkcjonariusz państwa polskiego, nie mam dostępu – wskazał gość „Polskiego punktu widzenia”.

W programie poruszono też temat amerykańskiego ultimatum wobec Rosji. Jeśli w ciągu 50 dni nie dojdzie do porozumienia pomiędzy Moskwą a Kijowem, zostaną wprowadzone dotkliwe sankcje. Biały Dom nie przewiduje jednak wysłania wojsk na Ukrainę. Będzie za to wspierał Kijów uzbrojeniem, za które zapłacą kraje europejskie zrzeszone w NATO.

radiomaryja.pl

drukuj