fot. twitter.com

Szef KRRiT: Rada stoi na straży wolności słowa; nie zajmuje się nadzorem TVP

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa; nie zajmuje się nadzorem TVP – ocenił jej szef Witold Kołodziejski, który w czwartek wziął udział w posiedzeniu sejmowej komisji kultury. KRRiT krytykowali posłowie opozycji, m.in. jako przedłużenie „partyjnej ręki PiS”.

Na początku posiedzenia komisja większością głosów zdecydowała o zmianie posła sprawozdawcy noweli ustawy abonamentowej, która obecnie jest procedowana w Sejmie – po tym jak przeciwko niej w ubiegłym tygodniu opowiedział się Senat. Będzie nią poseł Joanna Lichocka (PiS) zamiast Joanny Scheuring-Wielgus (Lewica). Nowela zakłada m.in. rekompensatę w wysokości 1,95 mld zł w 2020 r. dla TVP i Polskiego Radia w związku z utraconymi wpływami.

Głównym tematem posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu była realizacja celów, działań i zadań Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT), która, zgodnie konstytucją, ma za zadanie stać na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Odpowiadając na zarzuty posłów opozycji, że KRRiT nie prowadzi właściwego nadzoru nad TVP, która w ich ocenie jest stronnicza, Kołodziejski zwrócił uwagę, że nie jest to celem Krajowej Rady.

„Jeśli chodzi o cele i zadania Krajowej Rady to nie jest nią jedynie, a na pewno nie w takiej formule jak państwo pytaliście, nadzór nad telewizją publiczną, bo Krajowa Rada jest organem regulacyjnym ze swoim ściśle wytyczonym konstytucyjnie celem i bardzo dokładną definicją w ustawie o radiofonii i telewizji, tej, która wprost mówi, co Krajowej Radzie wolno a czego nie wolno. Biorąc pod uwagę, że naczelną zasadą i wartością, na której straży powinna stać Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, jest wolność słowa, a więc większość zapisów samej ustawy dotyczy wolności i samodzielności nadawców, a nie kwestii kontroli i pewnych praktyk nakazowych, które są w ogóle niedopuszczalne, jeśli chodzi o ustawę o radiofonii i telewizji” – odpierał zarzuty Kołodziejski.

„Są niedopuszczalne zarówno w stosunku do nadawców komercyjnych, jak i też nadawcy publicznego. To jest wprost powiedziane, więc część tych sugestii (posłów opozycji – PAP) jest nawet nie tyle niezasadne, co w ogóle sprzeczne z zasadą ustawy” – podkreślił.

Przewodniczący KRRiT przypomniał także o zadaniach kierowanej przez niego instytucji wymieniając m.in. „projektowanie w porozumieniu z prezesem Rady Ministrów kierunków polityki państwa w dziedzinie informacji i telewizji”. Inne zadania KRRiT – jak relacjonował – to np. określenie w granicach określonych ustawą warunków prowadzenia działalności przez dostawców usług medialnych czy sprawowanie kontroli nad ich działalnością.

„Sprawowanie kontroli to nie jest cenzura, sprawowanie kontroli to jest pilnowanie realizacji wykonywanych koncesji, czyli deklaracji, które nadawcy sami wprowadzali” – wyjaśnił Kołodziejski.

„To nie jest analiza jakościowa, tylko przede wszystkim ilościowa” – dodał.

Ocenił też, że zadania KRRiT to na tyle szeroki zestaw zagadnień, że – jak mówił – nie jest w stanie ich zreferować na posiedzeniu komisji.

„Odsyłam do dokumentów, a jeżeli będą konkretne pytania, co do tych tematów, to postaram się odpowiedzieć najlepiej na piśmie” – dodał.

Odpowiadając na pytanie posłów o wykonywanie przez KRRiT monitoringu mediów publicznych w okresie kampanii wyborczych podał przykład monitoringu z 2015 r.

„To był monitoring zlecony na zewnątrz; kosztował, tylko dwa dni zmonitorowania, więcej nie było szans, a i te dwa dni monitoringu kosztowały 100 tysięcy złotych, więc jeżeli chcielibyśmy monitorować całą kampanię, to cały budżet Krajowej Rady, łącznie z rekompensatą abonamentową, nie wystarczyłby na taki monitoring. To jest po prostu niemożliwe. W związku z tym odpowiedź na pytanie, czy będziemy tego typu jakościowy monitoring prowadzili odpowiedź brzmi: nie” – stwierdził.

Przewodniczący KRRiT odniósł się również do procedowanej obecnie w Sejmie nowelizacji ustawy abonamentowej. Ocenił, że znowelizowane przepisy nie mają za zadanie służyć TVP w okresie kampanii wyborczej.

„W całym budżecie telewizji budżet roczny całej telewizyjnej agencji informacyjnej, czyli agencji, która produkuje informacje i publicystykę na anteny >>Jedynki<<, >>Dwójki<<, TVP Info i na lokalne regionalne anteny to jest 140 milionów (złotych). A my mówimy o budżecie całej telewizji, prawie trzymiliardowym” – tłumaczył Kołodziejski.

„Jeśli chodzi o udział środków, które są kierowane na informacje w budżetach telewizji to jest 14 procent, więc jeżeli mówimy o rekompensacie, to są to pieniądze, które są potrzebne do pełnienia misji w innych obszarach, przede wszystkim sportu” – mówił szef KRRiT przypominając o coraz droższych licencjach sportowych.

„Telewizja publiczna udostępnia w otwartej formule, jako jedna z niewielu w Europie, kanał sportowy” – dodał.

Posłowie opozycji, w tym KO, Lewicy i Konfederacji, podczas dyskusji nad informacją KRRiT podnosili głównie stronniczość mediów publicznych, zwłaszcza TVP.

Poseł Krzysztof Mieszkowski (KO) pytając o to, czy KRRiT stoi „na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji” usłyszał odpowiedź przewodniczącego Krajowej Rady, że „tak”.

„A ja uważam, że nie. Uważam, że nie stoi. Uważam, że państwo jesteście przedłużeniem zbrojnej partyjnej ręki Prawa i Sprawiedliwości. Działacie w interesie partii politycznej, a nie w interesie dobra i interesu publicznego. I nie w interesie społeczeństwa obywatelskiego, tylko w interesie bardzo określonej grupy partyjnej, która nazywa się Prawo i Sprawiedliwość” – odpowiedział Krzysztof Mieszkowski.

Działalności KRRiT i mediów publicznych bronili z kolei posłowie Zjednoczonej Prawicy, m.in. poseł PiS Joanna Lichocka oraz poseł PiS Rafał Bochenek. Poseł Bochenek stwierdził, że „rujnowanie ośrodków regionalnych telewizji publicznej, mediów publicznych rozpoczęło się w czasach Platformy Obywatelskiej”.

„Doskonale wszyscy wiemy jak te ośrodki wyglądały, jak wyglądała cała infrastruktura techniczna, która przez lata była niedoinwestowana. Nie dbano o te ośrodki” – mówił poseł PiS.

Przypomniał też, że pracownicy telewizji nie byli właściwie wynagradzani.

„Tak naprawdę pracując na minimalnych stawkach, a pod koniec waszych rządów w okolicach chyba 2012 albo 2013 roku wyrzuciliście większość dziennikarzy na umowy śmieciowe do agencji Leasing Team. Tak to właśnie wyglądało. Nie potrafiliście nawet ludziom zagwarantować godnych warunków pracy” – powiedział Bochenek.

Temat działalności mediów publicznych wiąże się z procedowaną w Sejmie nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy abonamentowej. Odrzucenie znowelizowanych przepisów zarekomendował w ubiegłym tygodniu Senat. Nowelizacja przewiduje m.in. wprowadzenie rekompensaty w łącznej wysokości 1,95 mld zł w 2020 r. dla TVP i Polskiego Radia w związku z utraconymi wpływami. Nowela obejmują też ustawę o radiofonii i telewizji i wprowadzają uchylenie ust. 1 w art. 27 stanowiącego, że „zarząd spółki liczy od jednego do trzech członków”. Mają tu obowiązywać rozwiązania z kodeksu spółek handlowych.

Senat zwrócił również uwagę na problem niewyjaśnionej jednoznacznie kwestii dotyczącej ewentualnego obowiązku notyfikacji Komisji Europejskiej przewidzianego w ustawie programu pomocy dla publicznej radiofonii i telewizji w zakresie finansowania misji publicznej. Odnosząc się do kwestii MKiDN ocenia, że znowelizowane przepisy są zgodne z zasadami pomocy publicznej w Unii Europejskiej.

PAP

drukuj