fot. PAP/Radek Pietruszka

Szef Biura Polityki Międzynarodowej do min. Radosława Sikorskiego: Czas na opamiętanie i współpracę z prezydentem

Szef Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz, zauważył, że w sytuacji zagrożenia zamiast zajmować się ujęciem sprawców aktów dywersji, szef MSZ atakuje polskiego prezydenta. To nie jest czas na kłótnie – podkreślił prezydencki minister i zaapelował do Radosława Sikorskiego o opamiętanie.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej odniósł się do ostatnich aktów dywersji na kolei. Ocenił, że celem tych działań jest przetestowanie naszych zdolności do obrony.

Putinowi i Federacji Rosyjskiej chodzi też o to by napuszczać Polaków jednych na drugich – stwierdził Marcin Przydacz. Ocenił, że wystąpienie szefa MSZ Radosława Sikorskiego w Sejmie wpisało się w scenariusz Moskwy. Próba ataku na prezydenta ma także na celu odwrócenie uwagi od nieudolności  polskiego rządu i podległych mu służb.

– Akt sabotażu został najpewniej dokonany przez dwóch dywersantów, przez dwóch agentów pochodzących z kierunku wschodniego, najpewniej z Rosji. I gdzie są ci ludzie? Dlaczego ich nie zatrzymaliście? Uciekli, przejechali nie pytani przez nikogo, przez polsko-białoruską granicę. To jest odpowiedzialność premiera Tuska, pana ministra Sikorskiego, koordynatora służb specjalnych. Dlaczego tych agentów rosyjskich nie zatrzymano w Polsce? Dzisiaj próbuje się odwracać uwagę od tej dyskusji, od nieudolności tego rządu, rozniecaniem kłótni i wpisywaniem się tak naprawdę w scenariusz pisany w Moskwie. Bo ta Moskwa chce, abyśmy się wewnętrznie kłócili. W ten scenariusz wpisał się dzisiaj minister spraw zagranicznych – zaznaczył min. Marcin Przydacz.

Szef Biura Polityki Międzynarodowej zaapelował do strony rządowej o opamiętanie, współpracę i przestrzeganie konstytucji. Wcześniej minister Radosław Sikorski zarzucił prezydentowi, że nie mówi o wrogu, który jest na Wschodzie i przygotowuje grunt pod wyjście Polski z UE. Jednocześnie zapowiedział, że akty dywersji spotkają się z odpowiedzią. Jedną z jej form jest decyzja o wycofaniu zgody na funkcjonowanie ostatniego w naszym kraju rosyjskiego konsulatu w Gdańsku.

MSZ Rosji w reakcji na ten krok zapowiedziało redukcję liczby pracowników polskiego personelu dyplomatycznego i konsularnego.

RIRM

drukuj