Syryjscy księża biskupi apelują do społeczności międzynarodowej za pośrednictwem PKWP: Potrzebujemy pomocy. My, chrześcijanie, najbardziej ucierpieliśmy w wyniku niekończącego się konfliktu. Chcemy żyć w pokoju!

W Syrii w połowie 2017 r. liczbę chrześcijan oszacowano na mniej niż 500 tys. w porównaniu z 1,5 miliona przed rozpoczęciem konfliktu w 2011 r. W Aleppo na początku wojny domowej społeczność chrześcijańska liczyła 180 tys. i była jedną z największych wspólnot chrześcijańskich nie tylko w Syrii, ale w całym regionie Bliskiego Wschodu.

Arcybiskup maronicki Joseph Tobji z Aleppo powiedział Pomocy Kościołowi w Potrzebie, że po siedmiu latach wojny liczba chrześcijan w mieście i dzielnicy spadła do 32 tys. Analizy prowadzone przez organizacje międzynarodowe takie jak Pomoc Kościołowi w Potrzebie potwierdziły, że do lipca 2019 r. liczba chrześcijan w Aleppo zmalała do 29 tys., (spadek o 3 tys. w ciągu ostatniego roku). Oznacza to, że populacja chrześcijan w Aleppo, niegdyś jednym z najważniejszych ośrodków Kościoła na całym Bliskim Wschodzie, zmniejszyła się o ponad 80 procent w ciągu zaledwie ośmiu lat. Widać jedynie dalszy spadek liczby wiernych. Ksiądz arcybiskup Tobji powiedział, że 40 procent chrześcijan pozostałych w jego diecezji to osoby starsze, potrzebujące specjalistycznej opieki medycznej. Wizyty PKWP w Syrii ujawniły, że młodzi mężczyźni chcą wyjeżdżać z kraju, by ustrzec się przed służbą wojskową. Ks. abp Tobji opisał trwającą emigrację chrześcijan jako „naszą krwawiącą ranę”, mówiąc że ludzie chcą uciec przed pogłębiającym się kryzysem humanitarnym w Syrii. Spotkania przedstawicieli PKWP z mieszkańcami tego kraju pokazały, że niektórzy chrześcijanie są zdeterminowani, aby pozostać i powrócić do takich miast jak Homs. Jednocześnie należy zauważyć, że wygrana walka z Daesh nie powstrzymała migracji miejscowej ludności. Wywiady PKWP z chrześcijańskimi uchodźcami w sąsiednim Libanie i Jordanii pokazują, że wierni mają niewielką chęć powrotu. Raporty PKWP podkreślają rosnącą marginalizację chrześcijan w społeczeństwie wraz z rosnącą dyskryminacją w miejscu pracy i przestrzeni publicznej. W Syrii jest przynajmniej dwa razy więcej chrześcijan niż w Iraku. Z tego powodu syryjscy chrześcijanie mają większe wpływy w czasie, gdy ma zostać opracowana nowa, powojenna konstytucja tego kraju.

Co najmniej 300 chrześcijan zostało zmuszonych do opuszczenia rejonu al-Malikiyah. To desperacki obraz panującej rzeczywistości, jak informuje ks. bp Thomas Nidala, przedstawiciel chaldejskiego Kościoła katolickiego w Al-Hasaka. Sytuacja, którą opisuje, jest krytyczna.

„Nie wiemy, co się właściwie dzieje. Co godzinę słyszymy różne informacje ze strony Kurdów, Turków, Amerykanów czy Rosjan o ofiarach i desperackich ucieczkach. Nie znamy prawdziwej wersji wydarzeń. Jedyne, co wiemy na pewno, to fakt, że bombardowania, a przede wszystkim zbrodnie popełnione przez Turków wobec naszej społeczności, zmuszają coraz więcej chrześcijan do ucieczki” – wskazuje.

Aktualnie bardzo niewiele rodzin chrześcijańskich szukało schronienia w irackim Kurdystanie. Duchowny uważa, że ​​chrześcijańskim uchodźcom trudno będzie wybrać ten na pół autonomiczny region w północnym Iraku.

„Życie tam jest zbyt drogie dla zubożałych syryjskich chrześcijan. Pomijając fakt, że Irakijczycy nie zrobili nic, aby zapobiec dramatycznej sytuacji, która niestety rozwinęła się w Syrii. W naszym kraju żyły tysiące rodzin chrześcijańskich. Nikt nie próbował nas bronić” – podkreśla ks. bp Nidala.

Dzisiaj chrześcijanie w północno-wschodniej Syrii również boją się powrotu dżihadyzmu. Niestety, jest to ewentualność, którą muszą wziąć pod uwagę, ponieważ wielu bojowników ISIS wstąpiło teraz do Wolnej Armii Syryjskiej. Księża biskupi syryjscy apelują do społeczności międzynarodowej za pośrednictwem Pomocy Kościołowi w Potrzebie o wsparcie dla swoich wspólnot.

„Potrzebujemy pomocy. My, chrześcijanie, najbardziej ucierpieliśmy w wyniku tego niekończącego się konfliktu. Jesteśmy najsłabszym ogniwem. Chcemy żyć w pokoju. Nie zgadzamy się na kolejne lata działań wojennych” – apelują.

Dwie trzecie chrześcijan opuściło kraj, a pozostała jedna trzecia ryzykuje własne życie i swoich najbliższych. Tymczasem kraje zachodnie walczą między sobą o podział Syrii, która została rzucona na kolana również przez sankcje międzynarodowe.

Sytuacja gospodarcza w Syrii wciąż się pogarsza. Dzisiejszy kryzys różni się od tego, którego doświadczyli w minionych latach wojny. Obecny czas to prawdziwy „Wielki Post Syrii”, który zmusza obywateli do zmniejszania porcji żywnościowych dla całych rodzin. O tym fakcie alarmuje arcybiskup Damaszku Samir Nassar. Kryzys gospodarczy jest nie tylko konsekwencją długoletniej wojny, ale także embarga gospodarczego nałożonego na państwo przez mocarstwa zachodnie. Cenę płacą jak zawsze najbiedniejsi obywatele, bo stają w obliczu ograniczania podstawowych artykułów. Niedobór paliwa, krajowych dostaw gazu i energii elektrycznej dotyka najsłabszych: chorych, dzieci i osoby starsze. Na każdą rodzinę syryjską przypada tylko jedna butla gazowa na miesiąc, którą ogrzewają się w czasie zimowo-wiosennym. Według ks. abp. Nassara jednym z powodów obecnej sytuacji jest kryzys w sąsiednim Libanie, ponieważ nie można obecnie uzyskać znacznej części funduszy, które były dystrybuowane przez Liban. Duchowny podkreśla, że ​​kryzys bankowy w sąsiednim kraju nakłada poważne przeszkody na szlak pomocy humanitarnej dostarczanej Syrii przez inne kraje na świecie. Kryzys w Libanie spowodował między innymi zamrożenie kont bankowych Syryjczyków, w tym zarówno firmowych, jak i prywatnych. Osobnym problemem jest dramat najmłodszego pokolenia. Około 5 milionów dzieci urodziło się od czasu wybuchu brutalnego konfliktu w Syrii dziewięć lat temu, jak podała agencja ONZ ds. Dzieci, dodając, że tysiące innych zostało zabitych lub rannych podczas trwającej okupacji.

„Ta wojna na obszarze Syrii jest dziś kolejnym wstydliwym kamieniem milowym” – powiedziała Henrietta Fore, dyrektor wykonawczy UNICEF, gdy konflikt wkroczył już w dziesiąty rok.

To oznacza, że już miliony dzieci rozpoczynają drugą dekadę życia w otoczeniu wojny, przemocy, śmierci i wysiedleń. Według danych UNICEF w ciągu ostatnich trzech miesięcy w północnej Syrii ponad pół miliona dzieci zostało zmuszonych do opuszczenia domów. Ale to nie koniec „Wielkiego Postu Syrii”. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (SOHR) poinformowało ostatnio, że pomimo braku oświadczeń w sprawie obecności koronawirusa w obszarze Damaszku, zdarzyły się przypadki zachorowania w co najmniej czterech syryjskich prowincjach znajdujących się obecnie pod kontrolą reżimu.

W rozmowie z agencją Kurdystan 24 dyrektor SOHR Rami Abdel Rahman stwierdził, że w prowincjach Damaszek, Tartus, Lattakia i Homs prawdopodobnie 112 osoby zostały zarażone nowym wirusem. Reżim syryjski prowadzi operację wojskową w celu odzyskania północno-zachodnich części kraju od grup opozycyjnych i bojowników wspieranych przez Turcję. Jego działania doprowadziły do ​​wysiedlenia setek tysięcy ludzi. Niestety, siły Assada i rosyjskie odrzutowce nadal bombardują cywilów, dążąc do przywrócenia kontroli nad krajem zniszczonym przez dekadę niestabilności. Dodatkowo irańscy bojownicy i doradcy wojskowi biorą udział w operacjach zbrojnych prowadzonych pod Damaszkiem. Agencja Kurdystan24 spekuluje, że niektórzy z nich zostali zarażeni koronawirusem. I nie bez powodu, bowiem światowe media pokazują, że to Iran stał się epicentrum wirusa na Bliskim Wschodzie. A związane jest to z faktem ciągłości handlowej tego kraju z Chinami – pierwotnego terenu, z którego wyłoniła się choroba. Niezależne media syryjskie donoszą, że liczba zgłoszonych przypadków rośnie w tym kraju.

Nie jest jasne, w jaki sposób rząd syryjski planuje poradzić sobie z wirusem w kontekście zniszczonej infrastruktury krajowej i trwającego kryzysu humanitarnego spowodowanego działaniami Syrii i Turcji. To prawdziwy dramat Bliskiego Wschodu, a w szczególności Syrii umęczonej 10-letnią wojną. Jednak pojawiają się aktualnie większe wątpliwości. Jak chaos wywołany na Bliskim Wschodzie przez wielkie, światowe mocarstwa upora się z chorobą, która opanowała nasz świat? Czy to przypadek? Czy jakaś strategia? Jedno jest niepodważalne – to wezwanie nie tylko dla Syrii. Korzystając z okazji PKWP pragnie zaprosić do włączenia się do akcji „Chleb dla Syrii”. Celem jest konkretna pomoc w kraju ogarniętym wojną. Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie zbiera pieniądze na budowę 12 piekarni w różnych miastach Syrii. Dadzą one pracę 210 rodzinom i zapewnią dostęp do chleba dla ok. 500 tys. osób.

W Syrii 13 milionów ludzi wymaga natychmiastowej pomocy humanitarnej. Polska Sekcja PKWP przeznacza rocznie 1,5 miliona euro na pomoc Syryjczykom. Jednym ze sposobów zaangażowania ludzi we wsparcie akcji jest umożliwienie robienia wpłat przez daromaty. Pierwszy pod koniec lutego stanął na Dworcu Centralnym w Warszawie, drugi został  uruchomiony na Dworcu Głównym w Krakowie. Teraz kolej na Wrocław!

Ks. dr Andrzej Paś, Pomoc Kościołowi w Potrzebie/radiomaryja.pl

drukuj