fot. PoloniaChristiana.pl

Świętość to maksymalny zysk

Z ks. prof. Tadeuszem Guzem, kierownikiem Katedry Filozofii Prawa KUL, rozmawia Jolanta Tomczak

Ksiądz Profesor pracuje na uczelni, której wykładowcą przez prawie ćwierć wieku był ks. prof. Karol Wojtyła, od niedzieli czczony jako święty. Jakie są ślady obecności autora „Osoby i czynu” na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim?

– Nasz uniwersytet od 2005 roku nosi imię Jana Pawła II. Każdy student jest zobowiązany do wysłuchania serii wykładów na temat katolickiej nauki społecznej i myśli społecznej Jana Pawła II. Organizowane są liczne konferencje, sympozja, spotkania z myślą naszego profesora, wielkiego uczonego, Papieża – dzisiaj już świętego, wobec którego mamy olbrzymie zobowiązania. To bez wątpienia jeden z największych ludzi naszych czasów. Co więcej, sądzę, że postać Ojca Świętego – Jego życie, Jego postawa katolicka, kapłańska, naukowa, papieska i w ogóle ludzka – będzie wywierać znaczący wpływ na dzieje świata. Formowanie ludzi świadomych tego dziedzictwa to nasze ogromne zadanie i jeszcze większa odpowiedzialność. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że dla tej wielkiej sprawy można i powinno się w przyszłości dokonać jeszcze więcej.

Czołówki światowych mediów zdominowała w tych dniach kanonizacja dwóch Papieży. Ale czy świętość naprawdę jest wartością, z którą świat się liczy?

– Tak byłoby, gdyby Bóg był brany na serio. Ale spójrzmy na płaszczyznę myślenia filozoficznego całej ludzkości, czyli płaszczyznę racjonalności człowieka w jej istocie, którą oczywiście najprecyzyjniej określa myślenie filozoficzne i cały warsztat filozofii jako nauki i fundamentalnej dziedziny kultury. Otóż jeżeli w tym obszarze ludzkiej myśli, duchowości i kultury Bóg jest – jak stwierdził kiedyś Jan Paweł II – kimś nieobecnym, to wtedy rozumiemy, że przez nieobecność Boga dezaktualizuje się właściwie w szeroko pojętej duchowości współczesnego człowieka także zagadnienie świętości jako najważniejszego celu wszystkich ludzkich dążeń: i duchowych, i cielesnych, osobowych, naukowych, religijnych, moralnych, gospodarczych oraz politycznych.

Na placu św. Piotra często słyszeliśmy od pielgrzymów: „Uformował całe moje życie, jest dla mnie ojcem”. Oznacza to, że oczywistym emocjom poszczególnych osób towarzyszy także namysł nad rolą Jana Pawła II w ich życiu.

– To pozytywny sygnał. Postać Ojca Świętego, także z uwagi na Jego doświadczenie życiowe, jest aktualna, fascynująca, wielopłaszczyznowa. Zdecydowanie nie był to człowiek jednowymiarowy, który zdecydowałby się na kroczenie poprzez świat jakąś wąską ścieżynką. Jego pasją był Bóg. Właśnie ten fakt zadecydował o doprowadzeniu Karola Wojtyły do świętości. Oczywiście, była to droga. Jan Paweł II poszukiwał intelektualnie, moralnie i osobowościowo tego, co to znaczy, że Bóg istnieje i że ja jestem powołany do istnienia przez Stwórcę.

Czego potrzeba, żeby podobną drogę rozpocząć?

– Czasem naprawdę niewiele. Kiedy w niedzielę wracałem po kanonizacji, zapytałem w autobusie pewną Włoszkę, na którym przystanku powinienem wysiąść. Pomogła mi. Wyjęła telefon komórkowy, odnalazła mapę i powiedziała, że jedzie jeszcze dalej, więc pokaże mi, gdzie mam wysiąść. Kiedy zobaczyła, że jestem księdzem, wywiązała się między nami rozmowa. Włoszka przedstawiła się jako studentka trzeciego roku ekonomii. Opowiadała, że przed dwoma laty straciła ojca, jest sama, a do tego poważnie chora. I pytała: „Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Jak wierzyć w Boga, skoro istnieje śmierć, skoro człowiek choruje, skoro mamy tyle trosk?”.

I jak Ksiądz Profesor na te pytania zareagował?

– W najkrótszych słowach wyjaśniłem, że doskonała rzeczywistość pochodzi od Boga, natomiast to wszystko, o czym mówi, co jest jej problemem, mogę zrozumieć i wczuć się w to. „Są to bardzo bolesne problemy: utrata kogoś najbliższego i kłopoty ze zdrowiem. Ale – dodałem – to, o czym pani mówi i co jest pani krzyżem, pani cierpieniem, to nie pochodzi od Boga, lecz racją dla tej negacji rzeczywistości jest diabeł, który chciał złamać dzieło Boga, chciał pokonać Boga, zniszczyć wszystko, co istnieje. A kim jest nasz Bóg? On jest Miłością. Pani studiuje ekonomię, więc interesuje się także zagadnieniem zysku. Dlatego chcę pani powiedzieć, że dla mnie osobiście największy zysk to poznać Boga, który jest odwieczną Miłością i który jako odwieczna Miłość stworzył świat z miłości i przeznaczył cały świat do odwiecznej miłości. To jest zaproszenie dla pani i dla mnie – poznać Boga Miłości objawionego w Jezusie z Nazaretu. Wtedy nastawimy się na największy zysk. Jeżeli będzie pani trwać w Bogu, to osiągnie maksymalny zysk, jaki można sobie na tym świecie zaskarbić, i to dla całej wieczności”. Głęboko się nad tym zamyśliła. Nie sądzę, żeby szybko zapomniała tę rozmowę.

Papież Franciszek dokonał syntezy, przedstawiając Jana XXIII jako „Papieża posłuszeństwa Duchowi Świętemu”, a Jana Pawła II jako „Papieża rodziny”. Biorąc pod uwagę, że Ojciec Święty ma globalny ogląd problemów współczesności, możemy odczytać, że potrzeba nam szczególnie otwartości wobec natchnień pochodzących od Boga oraz rozwiązywania problemów rodzin?

– Ojciec Święty chciał zaakcentować pewne aspekty działalności Piotrowej nowych świętych, żeby przez to zainspirować cały Kościół i całą ludzkość do wkroczenia na drogę Bożą. Temat posłuszeństwa należy do kwestii o charakterze fundamentalnym. Dlaczego? Pa- trząc negatywnie, dlatego że przez nieposłuszeństwo całe stworzenie jako doskonałe dzieło Boga zostało zranione. Czyli tak jak przebiegała ta rozmowa ze studentką ekonomii – człowiek widzi, że coś w dziejach świata „nie gra”, że te rany są głębokie, nie tylko w postaci chorób i cierpień duchowych i fizycznych, lecz także śmierci. Dzieje się tak wskutek grzechu – nieposłuszeństwa.

Papież przywołuje cnotę posłuszeństwa Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu, który to dar ofiaruje nam właśnie Duch Święty – ale jest to dar wysłużony przez Jezusa Chrystusa. Duch Święty rozdziela te zasługi Jezusa, które uzyskaliśmy jako dzieci Boga przez Jego wielkie dzieło zbawcze, ukoronowane najpierw Męką, Krzyżem i Śmiercią na Golgocie, a następnie Zmartwychwstaniem i chwalebnym Wniebowstąpieniem, powrotem do Domu Ojca. Właśnie tutaj w osobie Jezusa: w Jego myśleniu, nauczaniu, postawie, szeroko pojętej działalności, a przede wszystkim w Jego cudach, zauważamy, że chciał być we wszystkim absolutnie, to znaczy święcie posłuszny woli Ojca. Bo przecież Syn Boży wie, co mówi. Jako odwieczny Syn wie doskonale, że On sam został wypowiedziany jako Słowo odwieczne przez Ojca, czyli zrodzony przez Ojca. To rzecz zdumiewająca, że przywołanie cnoty posłuszeństwa w odniesieniu do postaci życia i dzieła św. Jana XXIII rzeczywiście oznacza, że Duch Święty chce nas wszystkich dzisiaj prowadzić i coraz bardziej doskonale pomagać nam realizować posłuszeństwo względem Boga. Bo z tego posłuszeństwa rodzi się szczyt doskonałości człowieka, bo to jest pewne imię do uzyskania osobistej świętości w Bogu. Dlatego wzorem Matki Najświętszej – najdoskonalszej osoby ludzkiej w całych dziejach świata – widzimy, że najważniejszym pojęciem, które wypowiedziała, było „fiat” – niech się tak stanie, niech się stanie wola Twoja. A co to znaczy? Słowem „fiat” Matka Najświętsza jako Niepokalana Dziewica wyraża swoje osobiste posłuszeństwo i ono stoi u samych podstaw świętości. Bóg nie żądałby od człowieka niczego, co byłoby niemożliwe dla naszej natury i osoby obdarzonej dodatkowo łaską Najwyższego. Inspiruje nas, zaprasza i dopomaga nam dotrzeć tylko do tego, co jest realnie możliwe. Świętość w Bogu jest realnie możliwa, ale nie wyłącznie mocą naszej natury, lecz natury wspartej łaską. Dlatego że jako stworzenie rozumne nie istnieliśmy nigdy jako sama natura ludzka, czyli jako sama osoba ludzka, lecz człowiek rajski był cudowną harmonią osoby, natury i łaski Bożej. Jako osoby stworzone nie możemy istnieć bez łaski Bożej.

A jeśli chodzi o tytuł, którym został nazwany Jan Paweł II?

– Wskazanie przez Ojca Świętego Franciszka na św. Jana Pawła II jako na „Papieża rodziny” jest też bardzo charakterystyczne, wiąże się zresztą również z problematyką posłuszeństwa. Temat rodziny jest dziś kluczowy. Przede wszystkim rodzina to nie jest coś przypadkowego. To najdoskonalsza wspólnota w świecie widzialnym, w kosmosie, ponieważ w sposób najwspanialszy ukazuje nam wspólnotę Osób Boskich, która jest wieczna. Jeżeli chodzi o wymiar natury, to można powiedzieć, że każdy człowiek jest obrazem Boga w Trójcy Świętej Jedynego, a w rodzinie uwidacznia się w jeszcze doskonalszy sposób. Ojciec, matka i dziecko, jako najdoskonalszy w porządku natury owoc ich małżeństwa, tworzą podstawową wspólnotę ludzką i są czymś jednym w człowieczeństwie, a zarazem różnorodnym przez to, że są różnymi osobami. Istnieją trzy Osoby Boskie – widzimy, że analogia rodziny jest tu wręcz idealna. Ojciec Święty Jan Paweł II odwoływał się do pojęcia „genealogia divina”: Boskie pochodzenie człowieka w sposób bardzo szczególny, najdoskonalszy, uzewnętrznia się we wspólnocie rodzinnej, kiedy małżonkowie stają się rodzicami i darują życie, realizując Boski plan stworzenia człowieka. Coś wielkiego, niezwykłego. Także w tym wymiarze można powiedzieć, że dobrze pojęta rodzina ludzka jest obrazem i podobieństwem Boga w Trójcy Świętej Jedynego, czyli ponownie widzimy, że przez wspieranie rodziny i szacunek dla niej ludzkość ukazuje swoją wiarę w Boga jako Stwórcę.

Jeżeli załamałaby się ta bytowość – a więc rodzina jako związek jednego mężczyzny z jedną kobietą, i to pobłogosławionych przez Boga – to wtedy mielibyśmy najkrótszą drogę do załamania się Boskiego planu stworzenia, a tym samym najkrótszą drogę do końca świata.

Być może postawę pokornego przywódcy, daną nam do naśladowania, powinni przemyśleć liderzy, wśród nich politycy, którzy dawno zatracili rozumienie tego, czym jest służba.

– Jest to również problematyka ściśle związana z problematyką Boga. Dotykamy tutaj bardzo ważnej płaszczyzny władzy. Dobrze pojęta rzeczywistość przewodniczenia związana jest bezpośrednio z władzą Boską, ponieważ każde prawo do kierowania drugim człowiekiem stanowi o władzy jednego człowieka nad drugim, a skoro władza pochodzi od Boga, to On jest Praracją wszelkiej władzy, tak jak naucza św. Paweł Apostoł. Ideał dobrze pojętego przywództwa odzyskamy, jeżeli ludzkość umocni się na drodze ku Bogu jako władcy świata, władcy swojego dzieła, całego kosmosu.

Kryzys przywództwa jest dzisiaj powszechny – począwszy od kryzysu małżeństwa i rodziny. Właściwie od tego kryzysu nie jest wolna żadna instytucja na świecie. A to oznacza, że musimy na nowo zreflektować się jako ludzkość i odczytać właściwie źródło władzy, które jest w Bogu, i chcieć poznawać codziennie na nowo kierownictwo Boga nad światem, czyli Bożą Opatrzność. Tylko w mocy Bożej Opatrzności powinien działać każdy przywódca w każdym wymiarze istnienia człowieka. W przeciwnym razie będzie to proces manipulowania, a nie kierowania ludzkością czy drugim człowiekiem. Najwyższym celem każdego kierownictwa jest doprowadzić człowieka do Boga. Ale ponieważ ta droga zjednoczenia z Bogiem ma wiele etapów, u jednego człowieka więcej, u drugiego mniej, w związku z tym na każdym etapie dobrze pojęty kierownik – przywódca, dyrektor, prezydent czy osoba duchowna – powinien mieć w świadomości to, aby być samemu związanym z najwyższym władcą, czyli z Bogiem objawionym, i każdy krok swojego rządzenia pozwolić uformować myślą i wolą Najwyższego Króla Boskiego. Wtedy dopiero możemy powiedzieć, że kierownictwo jest dobrze pojęte, ponieważ podmiot kierownictwa jest z całą świadomością, duchowością, jednym słowem – z całym człowieczeństwem zanurzony w przyjaźń z Bogiem. Wówczas może codziennie wszystkie swoje akty działania właściwie ukształtować, tak żeby miały wymiar jak największej doskonałości.

Święci Papieże wywracają do góry nogami komercyjne rozumienie sukcesu. Kto dzisiaj szuka ogołocenia, wyrzeczeń, umartwień?

– Z całą pewnością można powiedzieć, że świętość jest najdoskonalszym pojęciem sukcesu, dlatego że dla człowieka Bożego nie ma większego sukcesu ponad to, że uzyska tę doskonałość, dla której został przez Boga w Trójcy Świętej Jedynego stworzony, i tę doskonałość, która została jednocześnie okupiona Najświętszą Krwią naszego Najmiłosierniejszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Zawsze gdy myślimy o jakimkolwiek porządku, czy to natury, czy łaski, to myślimy z jednej strony o tym cudownym Bogu Stworzycielu, a z drugiej – o tym samym cudownym Bogu Zbawicielu i Jego odwiecznej miłosiernej miłości. Dlatego jeżeli oderwalibyśmy – co się nierzadko rzeczywiście czyni – pojęcie sukcesu od pojęcia świętości Boga, czyli od rozumienia Boga jako Świętego i jako Praracji wszelkiej świętości, to wtedy rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z pojęciem sukcesu, które byłoby wewnętrznie sprzeczne. Na przykład sukces gospodarczy choćby współczesnych pokoleń Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych czy Chin jest nierzadko okupiony setkami milionów ludzi biednych, chorych, nienarodzonych, starych, spracowanych. Nie o takim sukcesie nauczał Jezus z Nazaretu. Wprost przeciwnie, ukazywał same głębiny sukcesu: czy jesteś biedny, czy bogaty, czy wykształcony, czy prosty, czy pochodzisz z tego czy innego narodu, czy jesteś w takim czy innym wieku – twoim zasadniczym celem powinno być dążenie do doskonałości. Świętym możesz zostać jako człowiek tylko w Bogu, więc w tym aspekcie droga do sukcesu człowieka wiedzie także wyłącznie poprzez tę Drogę, której na imię Jezus Chrystus.

Sama wymowa aktu kanonizacyjnego jest bardzo bogata.

– Zauważamy, że uroczystość kanonizacyjna pokazała nam szereg różnych nurtów, które są istotne dla kroczenia do Nieba całej ludzkości, nie tylko narodów polskiego i włoskiego. Z jednej strony jest nurt Janowy, czyli nurt miłości, a z drugiej strony jest nurt Pawłowy – żaru poświęcenia się, radykalnego oddania – tak jak uczynił to choćby święty Jan Paweł II u samego początku Jego drogi Piotrowej pod pojęciem „Totus Tuus”. Czyli całkowite oddanie się Bogu, i to nie tylko Papieża Kościoła świętego. Oznacza to także drogę dla każdego człowieka, świeckiego, duchownego, dla ludzi w różnym wieku i różnych zawodów, kobiety i mężczyzny, dla państw, nauki, sztuki, moralności, religii – wszystkich dziedzin naszego ludzkiego życia i działania. Z jednej strony miłowanie Boga, z drugiej – dokonanie czynu godnego tej miłości. Wtedy mamy syntezę Janowo-Pawłową. Dzień kanonizacyjny pokazał, że ta linia ściśle katolicka i tylko w katolicyzmie osiągająca swoje apogeum – ze względu na to, że religia katolicka jest najdoskonalszą religią, bo jest objawiona – to wielka głębia. Niesamowita jest wymowa aktu kanonizacyjnego i tych linii Janowo-Pawłowych dla dziejów Polski, Europy i świata.

Jakie korekty według Księdza Profesora trzeba by przeprowadzić w naszym życiu społecznym, żeby było ono w zgodzie z nauczaniem Jana Pawła II?

– Wydaje mi się, że Polska powinna się zadumać nad nauczaniem papieskim, które nie było niczym zaskakującym, tylko było całe oparte na dotychczasowym nauczaniu Kościoła świętego i z niego wynikało. Jan Paweł II uczynił to oczywiście na swój charakterystyczny sposób i także ten wymiar jest dla katolików w Polsce i dla wszystkich Polaków bardzo ważny. Sądzę, że zarówno dla nauki polskiej, jak też sztuki, moralności, a także w pewnym sensie religijności nas, Polaków, potrzeba dość istotnych korekt. Na przykład na polu nauki, jeżeli Polakom nie uda się przywołać prawdy i wprowadzić jej w samo centrum poszukiwania rozumowego i wszelkiej pracy rozumowej, to Polska nie tylko nie będzie się rozwijać w sensie duchowym, ale nie będzie się również rozwijać ekonomicznie. Bo bez prawdy nie ma wielkiej ekonomii. Prawda poprzedza miłość w porządku poznania, natomiast w porządku wolności to miłość jest tym, co koronuje prawdę. Jeżeli się oderwie prawdę od miłości czy miłość od prawdy, to wtedy nie mamy do czynienia ani z prawdą, ani z miłością. Tylko w ich koegzystencji prawda pozostaje prawdą i człowiek jeszcze głębiej wnika w ten wielki, naprawdę cudowny świat poznania prawdy, a z drugiej strony – ta prawda stanowi najważniejszy pokarm dla wolności. Bo tak jak miłość syci się prawdą, tak prawda syci się miłością. I z tego powstaje wielka symfonia tych dwóch wielkich linii: św. Jana Apostoła i Ewangelisty oraz św. Pawła Apostoła. Polsce potrzeba zagłębienia się w te dwie wielkie linie katolicyzmu, które stanowią w pewnym sensie jego pełnię. Bo rzeczywiście prawda i miłość to najkrótsza droga do świętości ducha. A jeżeli na fundamencie świętości ducha człowiek uświęca ciało, to nie może go szybciej uświęcić, niż budując właśnie na prawdzie i miłości. Dopiero wtedy następuje uświęcenie ciała.

Jeżeli pytamy, czego Polsce dzisiaj potrzeba, to właśnie istotowego przeniknięcia polskiej nauki prawdą Bożą i miłością Bożą, polskiej sztuki – pięknem Bożym, polskiej moralności – prawem Bożym, polskiej religijności – świętością Bożą. Bo cóż to jest za religijność, która nie dąży do świętości? Taka religijność rozmija się istotowo z sobą samą. Dlatego też widzimy, że cała kultura polska, czego nauczał nas Jan Paweł II, wymaga uformowania jej Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym. Dopiero wtedy będziemy mieć wielką naukę, sztukę, ekonomię, politykę i na wysokim poziomie forum publiczne, a więc świat mediów, nośników informacji. Jeżeli będziemy wszystko formować Bogiem Przenajświętszym, czyli Bogiem Ojcem, Synem i Duchem Świętym, to wtedy Polska będzie kroczyć swoją niepowtarzalną drogą do świętości, do której została powołana i w której wydaje mi się, że w sposób zupełnie niepowtarzalny właśnie pojawił się Karol Wojtyła, a dzisiaj już św. Jan Paweł II Wielki. Trzeba nam na Nim budować, studiować Jego nauczanie, o Nim dyskutować, dzielić się tym bogactwem i przekazywać je następnym pokoleniom. I to im więcej, tym wspanialej, tym korzystniej dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj