Słyszymy tylko deklaracje

Naród syryjski wkracza właśnie w 17. miesiąc powstania, domagając się wolności od reżimu i prawa do godności w swojej ojczyźnie. Ostatnia niepełna statystyka ofiar reżimu w Syrii to około 20 tysięcy osób, natomiast w aresztach przebywa ponad 200 tysięcy ludzi. Liczba uchodźców do Libanu, Turcji i Jordanii wzrosła do ponad 100 tysięcy.

W tym samym czasie Rosja i Chiny po raz trzeci wetują projekt rezolucji, która umożliwiałaby nałożenie sankcji na reżim Asada. Jednocześnie warto zauważyć, że te zachodnie projekty są bardzo skromne i jak do tej pory żaden z nich nie przewidywał de facto naprawdę poważnych sankcji wobec reżimu, ani też w żaden sposób poważnie mu nie zagrażał. W mojej ocenie, dotychczasowe działania Zachodu mają charakter bardziej medialny niż rzeczywisty. Świadczy o tym choćby funkcjonowanie Grupy Przyjaciół Syrii, która również trzykrotnie spotkała się i miała działać ramię w ramię z Radą Bezpieczeństwa ONZ. Czy mamy jakieś rezultaty tych spotkań? Żadnych. Dokładnie żadnych. Tylko deklaracje i deklaracje. Misja pokojowa Kofiego Annana, nieposiadająca żadnych instrumentów wykonawczych, była skazana od samego początku na porażkę. Dodatkowo można też zauważyć, że grupa obserwatorów cały czas pozostaje przecież pod nadzorem reżimu, gdyż to on wyznacza dla niej zadania poprzez udzielanie pozwolenia na poruszanie się po terytorium Syrii. Podczas kolejnych masakr obserwatorów dowożono na miejsce dopiero dzień lub dwa po tych wydarzeniach, kiedy wszystkie ślady już dawno zdołano zatrzeć. Reżim wie doskonale, że realizacja jakiegokolwiek punktu planu pokojowego oznaczałaby jego koniec i pokazałaby fałsz tej wersji wydarzeń, jaką od samego początku próbuje on przeforsować. Według mnie, kontynuowanie misji obserwatorów nie ma żadnego sensu, bo każdy, kto choć trochę śledzi sytuację w Syrii, doskonale widzi, że na nic się ona nie przydaje. Ostatnie wydarzenia pokazują, że reżim Asada zaczyna jednak poważnie tracić kontrolę nad wojskiem, a także nad krajem. Trwające już kilka dni walki w stolicy kraju doprowadziły do tego, że część dzielnic starego Damaszku przechodzi pod kontrolę opozycji. Na to samo wskazuje utrata panowania nad przejściami granicznymi z Turcją i z Irakiem. Coraz więcej wojskowych o wysokich stopniach dezerteruje, gdyż władza centralna jest coraz słabsza. W tej sytuacji reżim szaleje i zdaje się nie mieć już żadnych oporów. Stąd niezliczone aresztowania i tortury, strzelanie do cywilów czy też bombardowanie dzielnic mieszkalnych. Stąd obawy, że Asad w tym szaleństwie użyje wszelkich środków, aby stłumić powstanie – w tym również broni chemicznej – wydają się w pełni uzasadnione.

Pod wielkim znakiem zapytania stoi także sprawa środowego zamachu. Zwłaszcza jeśli chodzi o tożsamość jego organizatorów i wykonawców. Siedziba biura bezpieczeństwa narodowego to swoiste serce reżimu. To tam są podejmowane wszystkie decyzje, jeżeli chodzi o sposób i środki tłumienia protestów. Nie jest ono łatwym celem, a dotarcie do ulicy, gdzie się znajduje, nawet w normalnej sytuacji jest prawie niemożliwe. Z drugiej strony sporym zaskoczeniem było to, iż o zamachu informowała telewizja rządowa, która do tej pory nie publikowała podobnych informacji. Wątpliwości dotyczą więc tego, na ile mógł to być wewnętrzny zamach lub próba likwidacji przez reżim niewygodnych dla niego ludzi. To oczywiście nie zmienia faktu, że jest to poważna sprawa – osłabiła reżim, a także wlała sporą dawkę optymizmu w serca powstańców.
Syryjczycy nie chcą jednak, aby ten konflikt był postrzegany jako wojna domowa. My chcemy jedynie, aby reżim ustąpił i pozwolił nam budować Syrię, kraj dla wszystkich Syryjczyków, niezależnie od religii lub pochodzenia. Nie chcemy również interwencji podobnej do tej w Iraku lub w Libii. Obecnie jednak ani USA, które przygotowują się do wyborów, ani Unia Europejska znajdująca się w tarapatach finansowych nie chcą intensywnie działać, bo jak na razie widocznie nie dostrzegają swojego interesu w istnieniu wolnej Syrii. Mamy jednak jeszcze siłę, a także sposób na zwycięstwo, a jest nim wiara w słuszność naszej walki.


Autor jest profesorem Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

drukuj