fot. pixabay.com

Skutki wprowadzenia euro w Chorwacji

Chorwaci płaczą i płacą – to efekt wejścia Chorwacji do strefy euro. Równocześnie przed zbliżającymi się wyborami w Polsce trwa dyskusja, czy Polacy powinni zrezygnować ze złotówki i przejść na europejską walutę.

Chorwacja od 1 stycznia jest członkiem strefy euro. Chorwacką walutę zastąpiła europejska, a zwykłych obywateli dotknęły podwyżki.

– Odczułem wzrost cen żywności. Lubię dużo jeść i to jest problem, ponieważ jedzenie jest zbyt drogie w porównaniu z wynagrodzeniami – powiedział Domagoj, mieszkaniec Chorwacji.

Ceny podstawowych produktów spożywczych wzrosły od 5 do nawet 20 procent.

– Przeważnie kupuję kurczaka, a jego cena znacznie wzrosła, podobnie jak warzywa – dodała Bozica, mieszkanka Chorwacji.

W związku z podwyżkami konieczna była interwencja władz kraju. Rząd nakłada grzywny na przedsiębiorców, którzy wykorzystują zmianę waluty do nieuprawnionych podwyżek.

– Przeprowadzono kontrole i aż 40 procent sklepów rzeczywiście bezpodstawnie podnosi ceny – wskazał Igor Vujović, przewodniczący Chorwackiego Stowarzyszenia Konsumentów.

Wszystko wskazuje na to, że wyższe ceny pozostaną z Chorwatami na dłużej. Ten scenariusz był jednak do przewidzenia.

– Tutaj będziemy obserwowali to, co widzieliśmy na Litwie i w innych krajach mniej rozwiniętych, gdzie ceny diametralnie skoczył do góry – ocenił Paweł Dołkowski, ekspert do spraw finansów.

Od lat Litwini czy Słowacy przyjeżdżają robić zakupy w Polsce ze względu na niższe ceny. Nie dziwi zatem sondaż przeprowadzany przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych, z którego wynika, że aż 64 procent Polaków nie chce wejścia do strefy euro.

– Polacy nie mają pojęcia o czym mówią. Przepraszam bardzo, musze to powiedzieć – zarzucił w rozmowie z Radiem Zet dr Bogusław Grabowski, ekonomista związany z liberalno-lewicową opozycją.

Jak najszybszego wprowadzenia wspólnej waluty chce Szymon Hołownia, lider Polski 2050.

– Bułgaria zaraz przyjmie euro, a Chorwacja już to zrobiła. Euro to coś, co sprawiłoby, że mielibyśmy dziś dużo niższe kredyty – stwierdził.

Lewica chciała wprowadzić Polskę do strefy euro już w 2010 roku. Teraz chce czekać na zakończenie kryzysu. Podobne stanowisko mają ludowcy.

– Nie teraz, nie w tym momencie. Mówiliśmy wielokrotnie o tym, gdy cena euro była poniżej czterech złotych – zaznaczył Marek Sawicki, poseł z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wspólnej walut nad Wisłą od lat chce też Donald Tusk, przewodniczący Platformy Obywatelskiej. Nie chodzi tylko o względy finansowe, ale też polityczne. Latem ubiegłego roku lider PO przekonywał, że to jeszcze nie jest dobry moment ze względu na kryzys gospodarczy, ale nakreślił konkretną perspektywę.

– Chciałbym, żeby po przejściu dwuletniego okresu turbulencji, można było na poważnie do tego przystąpić – podkreślił Donald Tusk.

Przeciwko wprowadzeniu euro występuje Zjednoczona Prawica.

– Sytuacja w Chorwacji jest dla nas ostrzeżeniem, aby nie wprowadzać euro – oponował Sylwester Tułajew, poseł z Prawa i Sprawiedliwości.

Prawo i Sprawiedliwość zapewnia, że jeśli Platforma Obywatelska wróci do władzy, to wprowadzi euro.

– Wprowadzenie euro w Polsce to dopuszczenie euro-drożyzny i na tym zależy politykom Platformy Obywatelskiej – zwrócił uwagę Rafał Bochenek, rzecznik Prawa i Sprawiedliwości.

Wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej zgodziły się w traktach na przyjęcie wspólnej waluty. Także Polska, choć bez określenia konkretnej daty.

TV Trwam News

drukuj